Reklama
Reklama

Gwiazdor "Młodych wilków" nie miał za co żyć. Dorabiał rozrzucając słomę w Norwegii

Zbigniew Suszyński stworzył niezapomnianą kreację w kultowych już "Młodych wilkach". Mało kto jednak wiedział, że jedenaście scen z jego udziałem zostało wyciętych z produkcji, a on sam ledwo wiązał koniec z końcem. Aktor udzielił ostatnio wywiadu, w którym zdradził, że w pewnym momencie swojego życia musiał dorabiać rozrzucając słomę w Norwegii.

Suszyński nigdy nie narzekał na brak pracy. Niektórych ról nie pamięta

Zbigniew Suszyński udzielił ostatnio wywiadu Plejadzie, w którym otworzył się na temat swojego życia. Aktor, który stworzył niezapomnianą kreację w kultowych "Młodych wilkach" nie ukrywa, że pierwsze kroki w zawodzie stawiał już jako student. Nie wszystkie swoje role pamięta.

"Zacząłem grać wcześnie, bo już po pierwszym roku łódzkiej filmówki. I od tego momentu na brak pracy nie mogę narzekać. Wielu moich kolegów przeszło przez kryzysowe momenty, kiedy telefon z propozycjami do nich nie dzwonił. Mnie, na szczęście, to ominęło. A tych ról było tyle w moim życiu, że nie wszystkie nawet pamiętam. O niektórych przypominam sobie dopiero wtedy, gdy ktoś mnie zaczepia i mówi, że uwielbia tę czy inną produkcję z moim udziałem" - mówił.

Reklama

Suszyński wciąż uważa siebie za aktora "niewykorzystanego i niedocenionego". Jest zdania, że stać go jeszcze na wiele, co chętnie pokazałby na zdjęciach próbnych. Choć za rok skończy 65 lat, to nawet nie myśli o przejściu na emeryturę.

"Dopóki zdrowie mi na to pozwoli, chcę uprawiać ten zawód. (...) Poza tym przy moim temperamencie, trudno byłoby mi usiedzieć w miejscu. Nie wyobrażam sobie takiej stereotypowej emerytury" - wyznał Plejadzie.

Gwiazdor "Młodych wilków" miał problemy finansowe. Musiał dorabiać

Aktor ma na swoim koncie role w międzynarodowych produkcjach. Nie zdecydował się jednak na wyjazd z kraju i rozwijanie kariery za granicą, bo zwyczajnie nie miał na to czasu. Grał w serialach, filmach, spektaklach, codziennie był na planie. Aż trudno uwierzyć, że nie przełożyło się to na kwestie finansowe i gwiazdor "Młodych wilków" ledwo wiązał koniec z końcem.

Zbigniew Suszyński potwierdził gorzkie doniesienia:

"(...) Mimo że byłem wziętym i popularnym aktorem - nie miałem za co żyć. Chodziłem w jednej parze dżinsów, żyłem w 18-metrowym pokoju, moja córka mieszkała u babci. To żenujące, ale tak to wtedy wyglądało. Grałem miesięcznie 40 spektakli i zarabiałem za to - w przeliczeniu - 22 dolary. Przecież to na nic nie starczało. Musiałem więc dorabiać fizycznie. Zresztą nie ja jeden. Na promach czy lotniskach spotykałem wielu kolegów po fachu - dziś wybitnych aktorów" - wspominał.

Gwiazdor znalazł zatrudnienie w Norwegii. Co tam robił?

"Rozrzucałem słomę. Na Zachodzie ludzie nie mogli w to uwierzyć. Nikomu nie mieściło się to w głowie. Pamiętam, że gdy film 'Ostatni dzwonek', w którym zagrałem, dostał się na jakiś międzynarodowy festiwal, zaproszono mnie, żebym pojechał odebrać nagrodę. Ze względu na pracę w Norwegii - nie mogłem. Gdy organizatorzy dowiedzieli się, że nie dotrę, bo będę rozrzucał w tym czasie słomę, byli w szoku (...)" - mówił Plejadzie.

Zobacz także:

Zbigniew Suszyński wyznał prawdę o emeryturze. "Na pewno nie byłbym w stanie się z tego utrzymać"

Suszyński nie chciał, by córka miała męża aktora. Tak o aktorze mówi zięć

Gwiazdor "Młodych wilków" nie chciał zgodzić się na ślub córki. "Długo się do mnie nie odzywał"

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Suszyński | Młode wilki
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy