Maja Chwalińska zdobyła rozgłos na całym świecie
Tegoroczny turniej French Open minął pod znakiem wielu zaskakujących zwrotów akcji. Iga Świątek, która miała apetyt na kolejny wielkoszlemowy tytuł, odpadła już w 4. rundzie, czym wyrównała swój najgorszy rezultat w historii startów na paryskich kortach.
Na szczęście bohaterką rozgrywek została inna polska zawodniczka.
Maja Chwalińska sprawiła wielką niespodziankę nie tylko rodzimym kibicom, ale także wielbicielom tenisa na całym świecie.
Zawodniczka, która dostała się do głównej stawki dopiero po przejściu kwalifikacji, trafiła do wielkiego finału i miała szansę sięgnąć po zwycięstwo. Chociaż musiała uznać wyższość rywalki, ten występ na French Open stał się największym sukcesem w całej jej karierze. Oprócz tego, że po raz pierwszy zameldowała się w czołowej setce, Maja Chwalińska zarobiła aż1,4 mln euro, czyli niemal 6 mln złotych.
Maja Chwalińska nie miała łatwo. Jeszcze niedawno prosiła o pomoc kibiców
Co ciekawe takiego obrotu spraw nie przewidziała sama zainteresowana. Jak przyznała w jednym z pomeczowych wywiadów, miała z tego powodu spore problemy z noclegiem. Nie spodziewała się bowiem, że w stolicy Francji zabawi tak długo.
"Mam nadzieję, że są jeszcze jakieś wolne miejsca i że wystarczy mi pieniędzy. Wiem, że zarobiłam tu dużo pieniędzy, ale one nie są wypłacane od razu" - mówiła w rozmowie z Eurosportem.
To nie pierwszy taki przypadek w karierze Mai Chwalińskiej. Jeszcze niedawno, podczas Australian Open rozgrywanego trzy lata temu, tenisistka musiała prosić o nocleg... polskich kibiców. W imieniu 24-latki ogłoszenie w sieci zamieścił jej agent.
"W Australii jest bardzo dużo Polaków. Rozmawiałem z zawodnikami, którzy już tam grali wcześniej, np. z Łukaszem Kubotem. Zgłosiłem się, bo zawsze taniej jest spać u kogoś niż w hotelu, a jak mówiłem, te koszty były bardzo duże" - mówił Piotr SZczypka w TVN24.
W końcu zawodniczce udało się zakwaterować u jednej z rodaczek.
"W Australii się nie udało, ale w Nowej Zelandii przez prawie miesiąc mieszkaliśmy u Polki Alice. Z tego miejsca pozdrawiamy ją bardzo, bo nam zaufała, po kilku dniach nas zostawiła w domu. Było to dla nas niesamowite przeżycie, że na końcu świata Polak Polakowi po kilku dniach zaufał i zostawił w domu" - podsumował rozmówca Katarzyny Kolendy-Zaleskiej.
Zobacz też:
Chwilę po przegranej Chwalińskiej Podsiadło nie wytrzymał. Ogłosił to na scenie








