Reklama

Reklama

Reklama

Pielęgniarz mordujący pacjentów, czyli „Dobry opiekun” z Netflixa

Charles Cullen (62 l.) to seryjny morderca, który najprawdopodobniej uśmiercił setki pacjentów w czasie swojej długoletniej praktyki szpitalnej. Oficjalnie potwierdzono „zaledwie” 29 morderstw, ale lista jego zbrodni wydaje się nawet dziesięciokrotnie dłuższa!

Fani true crime mogą oglądać na Netflixie głośny film "Dobry opiekun", opowiadający o schyłku morderczej kariery Cullena. W główne role wcielili się Jessica Chastain (45 l.) oraz Eddie Redmayn (42 l.), którym krytycy wieszczą oscarowe nominacje. Netflix proponuje widzom również dokumentarny serial "Dorwać pielęgniarza zabójcę", który krok po kroku opowiada o śledztwie w sprawie zbrodniczej działalności Cullena.

400 ofiar na sumieniu?

Spekuluje się, że w ciągu 16 lat pracy w różnych szpitalach w New Jersey i Pensylwanii Charles Cullen mógł uśmiercić nawet 400 pacjentów. Gdyby była to prawda, pobiłby tym samym niesławny rekord Luisa Garavito, znanego jako "La Bestia". Kolumbijski zbrodniarz z zimną krwią zabił prawdopodobnie ponad 300 osób, głównie dzieci. O Cullenie mówi się jednak często w kategoriach "mordercy z litości". Czy było tak naprawdę?

Reklama

Charles przyszedł na świat w katolickiej rodzinie jako najmłodszy z ośmiorga dzieci. Gdy miał zaledwie 7 miesięcy, zmarł jego ojciec. Smutne dzieciństwo przywiodło chłopca do pierwszej próby samobójczej w wieku 9 lat - Cullen wypił wówczas koktajl chemikaliów.

Gdy był w ostatniej klasie szkoły średniej, jego matka zginęła w wypadku samochodowym. Zrozpaczony chłopak porzucił naukę i wstąpił do Marynarki Wojennej. W czasie służby był często szykanowany, ale miał też przejawiać dziwny typ zachowania - bez powodu przebierał się w chirurgiczny strój. Po drugiej próbie samobójczej trafił do szpitala psychiatrycznego, a w końcu został wykluczony z armii.

Zły opiekun, kiepski mąż

Po przygodzie z wojskiem Cullen skończył szkołę pielęgniarstwa i rozpoczął swoją pierwszą pracę w centrum medycznym Saint Barnabas w Livingston. W tym czasie ożenił się, a rok później przyszła na świat jego pierwsza córka. To właśnie wówczas po raz pierwszy przedawkował pacjentowi lek w kroplówce.

W ciągu pięciu lat pracy w Saint Barnabas Charles miał co najmniej kilkanaście razy manipulować kroplówkami ze śmiercionośnym skutkiem. W domu znęcał się nad psami, dolewał żonie do drinków płyn z zapalniczki i palił książki swoich córek. W rezultacie doczekał się zakazu zbliżania do swojej rodziny, a w końcu i rozwodu.

Ten okres w życiu Cullena zaowocował kolejnymi pobytami w szpitalu psychiatrycznym. Mężczyzna miał wtargnąć do cudzego mieszkania, śledzić jego właścicielkę i jeszcze trzykrotnie usiłować się zabić. Po powrocie do pracy znów zaczął mordować, wykorzystując w tym celu digoksynę, łatwy do przedawkowania lek na serce.

W momencie aresztowania 43-letni pielęgniarz wyznał detektywom: "Nienawidzę siebie za to, bo myślę, że nie miałem prawa, ale nie mogłem przestać. Nie mogłem".

Rosnące podejrzenia

Zawodowy życiorys Cullena wydłużał się w zaskakującym tempie, w miarę jak zwalniano go z kolejnych placówek medycznych, pod różnymi pretekstami. Ponieważ służba zdrowia cierpiała na niedostatek pielęgniarek, raz po raz znajdował zatrudnienie w kolejnym szpitalu. Tymczasem dalsi pacjenci umierali bez ewidentnych przyczyn. Mimo uzasadnionych podejrzeń nie skierowano jednak wobec niego żadnych kryminalnych zarzutów.

W okresie od września 2002 r. do października 2003 r. Cullen był zatrudniony w Centrum Medycznym Somerset w Somerville. Miał wówczas zabić co najmniej kilkunastu pacjentów. Pozyskał na własną rękę niebezpieczne leki i dodawał je do kroplówek. Wreszcie jego najbliższa koleżanka z pracy powiadomiła policję w związku z podejrzanymi przypadkami zgonów i plotkami z innych szpitali.

Co ciekawe, Charles Cullen stracił ostatnią pracę z powodu niepoprawnych danych w swojej aplikacji. Policji podczas aresztowania przyznał się jednak do popełnienia 40 morderstw. Zgodził się współpracować za cenę uniknięcia kary śmierci. W rezultacie skazano go na 16-krotne dożywocie.

Dlaczego Cullen mordował pacjentów?

Charles Graeber, autor książki "Dobry opiekun. Prawdziwa historia o medycynie, szaleństwie i morderstwach", na podstawie której nakręcono film Netflixa, spędził długie lata na dochodzeniu prawdy. W tym czasie wielokrotnie spotkał się z Cullenem w więzieniu. Swoje pierwsze wrażenia na temat mordercy opisał: "Był uroczy, ale w nazbyt skromny sposób, dowcipny, wnikliwy, cichy".

Graeber był jedynym dziennikarzem, z którym Cullen zgodził się rozmawiać. W czasie konwersacji chętnie skarżył się na szykanowanie w Marynarce Wojennej i w pracy szpitalnej. Wiele tematów, w tym motywy swych morderstw, uporczywie jednak omijał. Graeber konkretnej odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" nigdy więc nie otrzymał, ale w swojej książce spekuluje, że była to forma odreagowania osobistych problemów.

Kontrowersją w sprawie Cullena pozostaje postawa władz szpitalnych, które nie próbowały w żaden sposób zatrzymać patologii. Graeber w swojej książce wspomina wręcz, że "dobry opiekun" czuł się usprawiedliwiony ich hipokryzją.

Zobacz też:

Morderstwo siostry Cathy Cesnik. Czy sprawcą był ksiądz?

Siał postrach wśród kobiet. Rozpruwacz z Yorkshire wpadł przez fałszywe tablice rejestracyjne

Odpowiadał za śmierć żony Polańskiego i męża Osieckiej. Charles Manson - morderca, który nigdy nie zabił

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Netflix | Charles Cullen

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy