"Kurdupel jamnikowaty" chciał zostać aktorem
Roman Kłosowski miał olbrzymi dystans do siebie i chętnie żartował ze swojego niewysokiego wzrostu. Żartowali z niego również inni. Zbigniew Korpolewski w jubileuszowym programie przekonywał, że przyszły aktor od początku realizował przemyślany plan:
"Już w chwili pojawienia się na świecie (...), celowo nie wzrastał, zachowując posturę zdekatyzowaną, aby po latach tym łatwiej wkręcić się w kręgi artystyczne".
Roman Kłosowski usłyszał na egzaminie: "Kurdupel jamnikowaty"
Rzeczywiście, gdy Kłosowski stanął przed komisją egzaminacyjną warszawskiej szkoły teatralnej, jego warunki fizyczne wzbudziły pewne wątpliwości. Aleksander Zelwerowicz zapytał kandydata bez ogródek:
"Panie Romanie, czy pan sobie zdaje sprawę, że jest pan, z francuska mówiąc, curduple? Musi pan wiedzieć, że jest pan, z grubej rury strzelając, kurdupel jamnikowaty".
Wybitny aktor dostrzegł jednak w drobnym kandydacie nie tylko zalążki talentu, ale też ogromną potrzebę grania. Roman Kłosowski został więc najniższym studentem, jakiego do tamtej pory przyjęto do szkoły.
Jak miało się okazać, wzrost nie przeszkodził mu ani w zrobieniu wielkiej kariery, ani w zdobyciu serca pięknej kobiety. Chociaż jej rodzina, przynajmniej na początku, nie była zachwycona wyborem Krystyny.
Przyszła po poradę, wyszła z propozycją randki
Po ukończeniu studiów Kłosowski trafił do Szczecina i rozpoczął występy w tamtejszym teatrze. Zajmował się nie tylko graniem. W ramach popularyzowania kultury spotykał się także z młodymi ludźmi marzącymi o zawodzie aktora i prowadził poradnię dla kandydatów do szkoły teatralnej.
Pewnego dnia zjawiła się w niej 24-letnia Krystyna, instruktorka teatrów amatorskich w niewielkim ośrodku dla najmłodszych. Chciała wiedzieć, czy ma szansę na scenie. Kłosowski od razu zwrócił na nią uwagę. Postanowił jednak nie prawić jej banalnych komplementów.
"Widzę, że dziewczyna bardzo ładna i że cudownie się uśmiecha. Czuję, że muszę ją zaskoczyć. Płynę więc pod prąd i mówię: Warunki są: uroda, dykcja, można próbować, tylko że już ma pani zawód, a debiut przyszedłby w okolicach trzydziestki. Trochę późno".
Krystyna nie poczuła się urażona. Przeciwnie, roześmiała się i pozwoliła zaprosić na randkę. Potem zgodziła się na kolejną, a później jeszcze jedną. Początkowa fascynacja szybko przerodziła się w poważne uczucie.
"Na początku to była wielka fascynacja, potem przerodziła się w głębsze, prawdziwe uczucie. Zobaczyłam człowieka, który nic nie udaje, nie kłamie, ocenia szczerze [...], ale tak jest dobrze" - opowiadała po latach Krystyna Kłosowska.
Rodzina Krystyny nie była zachwycona Kłosowskim
Zanim stanęli na ślubnym kobiercu, pojawiła się przeszkoda. Tuż po oświadczynach Kłosowski wyjechał do Warszawy, gdzie dostał pracę, a Krystyna została w Szczecinie. Rozłąka nie osłabiła jednak uczucia. W listach wyznawali sobie miłość i planowali ślub.
Pozostała jeszcze obowiązkowa wizyta u rodziny przyszłej panny młodej. Narzeczeni umówili się z jej bliskimi w Poznaniu. Kłosowski doskonale zapamiętał przyjęcie, jakie zgotowali mu przyszli szwagrowie:
"Na dworzec w Poznaniu przyszli powitać narzeczonego siostry Józik i Jędruś. Chłopcy jak z płócien Kossaka, piękni, wysocy, szukali kandydata nad głowami pasażerów. Tymczasem ja od zawsze poruszam się bliżej parteru. Kiedy zatem nastąpiła konfrontacja, obaj mieli miny mocno niewyraźne".
Krystyna nie przejęła się opinią braci. Kilka miesięcy po pierwszym spotkaniu została żoną Kłosowskiego. Wkrótce na świecie pojawił się ich jedyny syn Tomasz.
Gapcio poślubił Gapcię
Kłosowscy potrafili śmiać się z siebie, a poczucie humoru okazało się jednym z najtrwalszych fundamentów ich małżeństwa. Aktor mówił o sobie, że jest "przystojny inaczej", ona zaś nazywała go Gapciem. Wkrótce on obdarzył ją tym samym przezwiskiem.
"My po prostu od początku bardzo się kochaliśmy. Krysia była wspaniałym, dobrym i mądrym człowiekiem. Ona upodobała sobie jedno z moich przezwisk - Gapcio - i tak do mnie mówiła. Ja zaś okrzyknąłem ją Gapcią. I tak sobie żyliśmy. Nie byłem święty, ale nigdy jej nie upokorzyłem" - wspominał.
Nie znaczy to, że przez prawie sześć dekad w domu Kłosowskich zawsze panowała niczym niezmącona cisza. Aktor miał temperamentny charakter, ale złość przechodziła mu równie szybko, jak się pojawiała.
"Jestem cholerykiem, a raczej byłem, bo z upływem lat się uspokoiłem. Dawniej łatwo wpadałem w gniew, ale na krótko. Na przykład kłótnie domowe to zawsze były pięciominutówki. Syn często żartował, że u nas nie ma cichych dni, są za to głośne chwile" - opowiadał w jednym z wywiadów.
Kłosowski nie próbował przedstawiać się jako małżonek bez skazy. Podkreślał jednak, że znał granicę, której nie wolno przekraczać:
"Nie byłem wzorowym mężem. [...] podobały mi się też inne kobiety. Można grzeszyć, ale nie wolno zranić".
Krystyna doskonale znała jego słabości, ale wiedziała też, jaki był z dala od sceny. Była gospodarna, pogodna, tolerancyjna i wyrozumiała, lecz dbała, żeby mąż nie zaczął gwiazdorzyć we własnym domu. Po powrocie ze spektaklu nawet popularny Maliniak musiał czasem wynieść śmieci.
Gdy Roman Kłosowski tracił wzrok, żona została jego "oczami"
Kariera Kłosowskiego rozwijała się znakomicie. Grał w teatrach, filmach i serialach, reżyserował, a w latach 1976-1981 kierował Teatrem Powszechnym w Łodzi. Rola Romana Maliniaka w "Czterdziestolatku" przyniosła mu ogólnopolską popularność, ale największe poczucie bezpieczeństwa zawsze dawała mu rodzina.
Syn Tomasz nie został aktorem. Ukończył Politechnikę Łódzką, lecz artystyczne tradycje i tak do rodziny powróciły. Zakochał się w aktorce Barbarze Szcześniak, którą jego ojciec przyjął wcześniej do zespołu Teatru Powszechnego.
"I świetnie mu się wiedzie. Mieszka w Łodzi. Jego żona jest aktorką, którą zresztą przyjmowałem do pracy w teatrze w Łodzi, gdy byłem tam dyrektorem. Duch artystyczny w rodzinie więc pozostał. Naprawdę nie mogę narzekać na los. Wiem, że to życie teraz kończę, ale jestem z tym pogodzony" - mówił Kłosowski w jednym z ostatnich wywiadów.
Z biegiem lat Krystyna stawała się dla niego kimś znacznie więcej niż żoną. Kiedy zachorował, była przy nim. Gdy zaczął mieć poważne problemy ze wzrokiem, została jego agentką i kierowcą. Woziła go na występy, ustalała zawodowe sprawy, a przede wszystkim pomagała mu przygotowywać kolejne role. Czytała na głos jego kwestie, a on uczył się ich ze słuchu.
W ten sposób mógł pracować nawet wtedy, gdy niemal nie widział. Żartował, że sprytnie połączył dwie największe miłości swojego życia: zawód i Krystynę.
Dzień po śmierci żony Roman Kłosowski wyszedł na scenę
Krystyna Kłosowska zmarła 7 czerwca 2013 roku. Następnego dnia Roman miał wystąpić na scenie Teatru Powszechnego w Łodzi w przedstawieniu "Akt bez słów - Komedia - Ostatnia taśma Krappa - Oddech". Spektakl złożony z utworów Samuela Becketta przygotowano wcześniej w gorzowskim Teatrze im. Juliusza Osterwy z okazji 60-lecia pracy artystycznej aktora.
Kłosowski mógł odwołać występ. Zdecydował jednak, że zagra - właśnie dlatego, że tego oczekiwałaby od niego Krysia. Po przedstawieniu zwrócił się do publiczności:
"Gdybym Łodzi tak bardzo nie kochał, nie byłoby mnie tu dzisiaj. Wczoraj odeszła moja żona. Jednak ona zawsze mówiła, że nie mogę się załamywać, dlatego nie odwołałem spektaklu i przyjechałem do państwa".
Po 58 wspólnie spędzonych latach musiał nauczyć się samotności. Przychodziło mu to z ogromnym trudem.
"Nie sztuką było żyć, kiedy miałem unormowany dom i poczucie bezpieczeństwa. Wraz z odejściem żony zmieniło się wszystko. Brak mi Krysi. Kochałem ją bardzo. Za miłość, za cierpliwość. Za całe nasze życie. Była moim opiekuńczym aniołem. Mam kłopoty ze wzrokiem. Pomagała mi w pracy. Szczęściem jest, gdy osoba kochana potrafiła być jednocześnie najlepszym przyjacielem. Wracam do domu, wciąż jeszcze z nadzieją, że czeka na mnie. Wierzę, że nadal mi pomaga. Jeśli pracuję, to dla niej" - wyznawał.
Roman Kłosowski zmarł 11 czerwca 2018 roku. Jego prochy złożono w Alei Zasłużonych na Powązkach. Pragnął jednak spocząć obok ukochanej żony. Początkowo tak się nie stało, lecz po czterech latach syn aktora doprowadził do przeniesienia szczątków Krystyny do grobu męża.
Gapcio i Gapcia znów byli razem.

Zobacz też:
Pod koniec życia Kłosowski marzył tylko o jednym. To stało się dopiero kilka lat po jego śmierci
Roman Kłosowski miał tylko jedno marzenie. Spełniono je dopiero cztery lata po jego śmierci
Przed śmiercią miał do syna tylko jedną prośbę. Syn spełnił ją cztery lata po jego odejściu








