Emilia Komarnicka i Redbad Klynstra ukrywali rozstanie
Emilia Komarnicka i Redbad Klynstra poznali się na planie serialu "Na dobre i na złe". Wzięli ślub w 2017 roku i z czasem doczekali dwóch synów. Długo mieli opinię bardzo zgodnego małżeństwa, aż do zeszłego roku, kiedy zdecydowali się na powrót do swoich nazwisk po tym, jak przez lata używali dwuczłonowych.
Bardzo długo tłumaczyli to całkiem różnymi zawodowymi ścieżkami. Dopiero kilka miesięcy temu Emilia przyznała w rozmowie z Magdą Mołek, że inspiracje do gry w spektaklu "Kto ma klucz" - opowiadającym o parze przeżywającej kryzys - czerpie z własnego życia.
Poza tym jednym wyznaniem fani nie mieli pojęcia, co dzieje się w ich związku - aż do dzisiaj. 9 czerwca w jednym z warszawskich sądów odbyła się rozprawa rozwodowa pary.
Rozwód Emilii Komarnickiej i Redbada Klynstry
We wtorek 9 czerwca sądowych korytarzach nie brakowało przedstawicieli mediów. Jak informuje "Fakt" na miejscu początkowo panowała bardzo napięta atmosfera. Komarnicka i Klynstra przybyli na miejsce oddzielnie, a aktorce towarzyszył jej pełnomocnik. Małżonkowie nie przywitali się ze sobą i wyraźnie unikali nawet patrzenia w swoim kierunku.
Rozprawa zaczęła się z niemałym opóźnieniem, a kiedy już obie strony zniknęły w sali, przez wiele godzin nie wychodził z niej nikt poza pracownicą sądu. Wszystko przeciągało się coraz bardziej, jednak zza drzwi nie docierały żadne hałasy, nie było też słychać podniesionych głosów. Rozmowy, choć trwające wiele czasu, musiały więc przebiegać spokojnie. Mimo to największe zaskoczenie nadeszło już po tym, jak rozprawa wreszcie się zakończyła.
Zwrot na zakończenie rozprawy Komarnickiej i Klynstry
Przed posiedzeniem Emilia ani Redbad nawet na siebie nie spojrzeli, nie mówiąc o przywitaniu. Jakie więc było zdziwienie zebranych dziennikarzy, kiedy po zakończeniu rozprawy Komarnicka i Klynstra wyszli z sali uśmiechnięci, rozluźnieni i najwyraźniej w świetnych humorach.
Byli partnerzy szli razem korytarzem rozmawiając i żartując, a na sam koniec pożegnali się serdecznym uściskiem. Taka zmiana i ogromny kontrast w zachowaniu nie były jedynym zaskoczeniem.
Nie wiadomo, jakie dokładnie postanowienia zapadły, jednak pełnomocnik aktorki na pytania reportera "Faktu" odpowiedział, że "już po wszystkim". Być może zatem wszystko trwało tak długo, bo para chciała załatwić wszystko na pierwszej - i tym samym ostatniej rozprawie? Wiele na to wskazuje.

Zobacz też:
Życie Komarnickiej wywróciło się do góry nogami. Teraz wyznaje: "Mi bardzo ulżyło"
Komarnicka podzieliła się osobistym wyznaniem. "Nie przypuszczałam, że można kochać aż tak"
Poruszona Komarnicka potwierdziła ponure doniesienia. "Spokój bywa podejrzany"








