Andziaks, otwiera się w nowym oknie, czyli Andżelika Trochonowicz swoją internetową karierę oparła na nieopanowanym szastaniu pieniędzmi, jednak nawet ona musiała ostatnio przyznać, że bywają z tym problemy.
Andziaks nie ma gdzie upychać rzeczy
Z czasem kupione przez Andziaks rzeczy przestały się mieścić w jej ogromnym domu. Musiała wybudować szopę, przeznaczoną specjalnie na przechowywanie świątecznych dekoracji.
Przy okazji zaskarbiła sobie żywą niechęć sąsiadów, otwiera się w nowym oknie, którzy mają już dość migających lampek, którymi ozdabia dom, niekończącego się korowodu samochodów dostawczych i stosów palet i pudeł, przywożonych każdego dnia przez kurierów.
Zakupom Andziaks towarzyszy stres
Andziaks, chociaż często jest krytykowana za konsumpcjonizm, a jej rozrzutność zaczyna działać na nerwy nawet mężowi, postanowiła się nie poddawać i niezłomnie trwać w swojej zakupowej pasji.
Jednak, jak się okazuje, każda wizyta w sklepie stacjonarnym wiąże się w jej przypadku z ogromnym stresem. Chodzi o paragony.
Ludzie różnie definiują tzw. paragony grozy. Dla Andziaks problemem nie są cyfry na nich widniejące, lecz papier, na którym są drukowane. Jak ujawniła na specjalnym filmiku, stara się unikać dotykania paragonów z kasy, w obawie przed substancją, wykorzystywaną przy produkcji papieru termicznego.
Eksperci pocieszają Andziaks
Na szczęście eksperci mają dla niej dobre wiadomości. Jak ujawnia chemiczka, dr Sylwia Bogdan w rozmowie z Plotkiem, nie jest tak tragicznie, jak Andziaks sądzi:
"Przenikanie substancji chemicznych z paragonów przez skórę zależy od wielu czynników. Tak że uspokajam, nie bójmy się dotykać paragonów".
Tę opinię podziela dr. inż Adam Mirek, który, również w Plotku, wyjaśnia, że trzymanie paragonu przez chwilę w palcach, nie ma wpływu na organizm. No chyba, że znajdzie się dla niego inne zastosowanie:
"Paragon można normalnie wziąć do ręki, ale nie ma sensu miętosić go godzinami ani dawać małym dzieciom do zabawy, zwłaszcza jeśli za chwilę wszystko ląduje u nich w buzi".
Zobacz też:








