Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zofia Zborowska: Jej mama stanowczo zdementowała krzywdzące plotki

Są sobie szczególnie bliskie i to nie tylko dzięki koligacjom rodzinnym. Ostatnio musiały stawić czoło bolesnym komentarzom.

Końcówka ubiegłego roku była dla Marii Winiarskiej (65 l.) i Zofii Zborowskiej (29 l.) szczególnie emocjonująca. Matka i córka nie tylko gorączkowo przygotowywały się do świąt Bożego Narodzenia, ale też do premiery spektaklu "Lekcja stepowania" w reżyserii Krystyny Jandy. Radość ze wspólnego obcowania na scenie niszczą przykre opinie o wykorzystywaniu rodzinnych koneksji.

Reklama

Córka aktorskiej pary, Marii Winiarskiej i Wiktora Zborowskiego, często żartuje, że wybrała aktorstwo, by nie walczyć z przeznaczeniem. - Po tacie mam poczucie humoru i dystans do rzeczywistości, a po mamie - łatwość nawiązywania kontaktów - twierdzi aktorka. Przyznaje, że nigdy nie zamierzała odcinać kuponów od popularności rodziców, ale też nie chciała rezygnować z grania tylko dlatego, że ktoś mógłby jej zarzucić wykorzystywanie sławnego nazwiska. - A co, mam je zmienić? A może na siłę iść na medycynę i zemdleć na pierwszych zajęciach, bo boję się widoku krwi? - pytała przekornie Zosia.

Od wczesnego dzieciństwa miała kontakt z teatrem, telewizją, dubbingiem, więc wybór aktorskiej drogi dla każdego, kto ją znał, nie był zaskoczeniem. Mama Zosi nie była przeciwna jej planom, gdy córka powiedziała, że chciałaby pójść w jej ślady. - Dla Marii przez wiele lat żyjącej w cieniu męża, rodzina zawsze była ważniejsza od kariery. Rzadko pracowała, siedziała głównie w domu i wychowywała córki - starszą Hanię i młodszą Zosię.

Żeby utrzymać rodzinę na wysokim poziomie, Wiktor zarabiał duże pieniądze na estradzie, w filmie, w teatrze. W domu był gościem. Coś za coś. Tak się z żoną podzielili obowiązkami - opowiada "Na żywo" znajomy rodziny Zborowskich.

Gdy Zosia podrosła i zdecydowała, że chce iść w ślady rodziców, to właśnie Maria zajęła się przygotowaniem jej do egzaminów do szkoły teatralnej. Ją i męża rozpierała duma, gdy dostała się na studia i potem, gdy w 2010 r. zakończyła je dyplomem. Przez ten czas nie brakowało im wspólnych tematów i nie dotyczyły one tylko aktorstwa, ale też często bardzo osobistych spraw: miłości, emocji, sukcesów, porażek.

Choć Zofia już dawno rozpoczęła dorosłe życie i wyprowadziła się z rodzinnego domu, nie zerwała kontaktu z rodzicami. Poranny telefon do mamy to już rytuał. Gdy tylko czas jej pozwala, odwiedza rodzinne gniazdo. Maria też chętnie do niej zagląda. Wpada do jej mieszkania obładowana siatkami, w których taszczy kawę, jajka, jogurty, sery, tuńczyka. A to dlatego, że obie lubią dobre jedzenie.

Zosia wie, że jej mama to prawdziwy skarb. I potrafi to docenić. - Jest niezastąpiona i zawdzięczam jej cholernie dużo, jak nie wszystko. Była i jest moim najlepszym przyjacielem. I nie są to tylko okolicznościowe laurki - wyznała przy okazji Dnia Matki.

To dlatego tak bardzo ucieszyły się, gdy okazało się, że zagrają w tej samej sztuce. - Dostałyśmy zaproszenie niezależnie i zdecydowałyśmy się je przyjąć. Najbardziej cieszę się z tego, że po raz pierwszy zagram na scenie z moją przezdolną mamuśką - wyznała przed premierą podekscytowana Zosia. Jej mama również nie ukrywała radości: - Cieszę się, ale też trochę się tego obawiam. Będą pewnie różne komentarze i zarzuty, że załatwiamy jej z mężem karierę. A to przecież bzdury - mówi.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Maria Winiarska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje