Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zenon Martyniuk będzie rozdawał pieniądze potrzebującym Polakom!

Do rodziny Martyniuków codziennie przychodzi masa listów z prośbą o ratunek. Gwiazdor i jego żona postanowili w końcu wyciągnąć pomocną dłoń...

Kariera, pieniądze i sława z pewnością są przyjemne. Ale na Zenonie Martyniuku (47), który od 28 lat konsekwentnie pracuje na nazwisko, nie robią już takiego wrażenia.

Reklama

Król disco polo wciąż jest skromnym człowiekiem, na wartość ciężko zarobionych pieniędzy. Nigdy nie żył ponad stan.

Dlatego nie zapomina o tych, dla których los nie był tak łaskawy, jak dla niego… 

Już jako nastolatek, by zarobić na siebie, śpiewał na zabawach weselnych.

Zespół Akcent powstał, gdy miał 20 lat. To był skok na głęboką wodę – bez promocji, na własny koszt jeździli i występowali. Po dwóch latach współlider Mariusz Anikiel musiał wyjechać i dopiero po jego powrocie, w 1993 roku, zaczęli szukać kogoś, kto im pomoże zaistnieć. Wreszcie spotkali biznesmena z Białegostoku.

"Zawiózł nas do swojego domu. Wzięliśmy ze sobą keyboard i gitarę. I zaczęliśmy śpiewać nasze piosenki. A jemu włosy stawały dęba. Taki był zachwycony. I to właśnie było pokazane w filmie Disco polo. Na pierwszą kasetę przygotowaliśmy 10 albo 12 piosenek. Kaset sprzedały się miliony. My, oczywiście, nie mieliśmy z tego ani złotówki…"  – żali się muzyk.

Nadal więc koncertowali, gdzie się dało, a dzięki temu zdobywali miłość nie tylko mieszkańców najdalszych zakątków kraju.

Pewnego razu, gdy śpiewali na odpuście, pod sceną stała śliczna dziewczyna. Tak spodobała się panu Zenonowi, że poprosił kolegę, żeby ich ze sobą poznał.

Gdy doszło do spotkania, ze strachu czy z nieśmiałości on przedstawił się jako Krystian, a ona… jako Kinga!

"Wszystko wydało się, kiedy Zenek zapukał do moich drzwi, żeby zaprosić mnie na randkę, i otworzyła moja babcia. Powiedziała, że tu nie mieszka żadna Kinga tylko Danusia!" - wspomina ze śmiechem Danuta Martyniuk.

Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten przystojny chłopak, absolwent studium ekonomicznego, będzie śpiewał dyskotekowe hity i wymyśli nazwę disco polo.

Ale choć wszyscy szybko poznali piosenki Akcentu, on mieszkał w wynajętym mieszkaniu z żoną Danusią i wówczas malutkim synem Danielem (27 l.). 

By dorobić, zdecydował się na wyjazd do Belgii, gdzie znajomy miał klub muzyczny i zatrudnił zespół. 

Ku rozpaczy żony, spory zarobek pan Zenon przeznaczył na sprzęt muzyczny i ubrania.

"Dżinsy, adidasy, biała koszulka. Tak chodziliśmy ubrani w latach 90. Długie włosy, świecące marynareczki na scenie. To był mój znak rozpoznawczy" – opowiada muzyk.

Teraz liczba listów od fanów, które przychodzą do Danuty i Zenona Martyniuków, przyprawia o zawrót głowy! Kiedy przed domem pojawia się listonosz, żona piosenkarza wie, że musi przygotować duży pojemnik na korespondencję. 

Wśród pozdrowień od wielbicieli, zdjęć, laurek i maskotek nie brakuje próśb o pomoc.

"Trzeba coś zrobić. Nie można tego tak zostawić" – mówi "Rewii" Zenon.

Piosenkarz i jego żona od dawna zastanawiają się nad założeniem fundacji, która będzie pomagać.

"To znakomity pomysł! Z żoną Dorotką chętnie się przyłączymy" – wtóruje Martyniukom kolega z branży Radosław Liszewski (40), lider zespołu Weekend.

"Sami dostajemy podobne prośby. No, a jak przejść obojętnie obok listu, w którym dziecko pisze, że rodzice nie mają na jedzenie?" - dodaje muzyk.

Aby jednak taka fundacja powstała i zaczęła działać, potrzeba charyzmatycznego lidera. Pan Zenon jest przekonany, że żona sprawdziłaby się w tej roli fenomenalnie.

Od początku ich małżeństwa to ona trzyma pieczę nad domowym budżetem i panuje nad codziennymi sprawami. Ma też olbrzymie doświadczenie w pracy z ludźmi chorymi, co w przypadku takiej fundacji ma niebagatelne znaczenie. 

Przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka w Białostockim Centrum Onkologii.

Mąż nieustannie jest w trasie, a syn Daniel opuścił już dom i zamieszkał na swoim, ma więc sporo wolnego czasu.

Mogłaby go fantastycznie spożytkować i mądrze wesprzeć karierę małżonka.

Kierowanie fundacją jeszcze bardziej by ich do siebie zbliżyło, bo teraz pani Danuta rzadko towarzyszy mężowi podczas koncertów.

Wzorem idealnie prowadzonej organizacji jest dla nich fundacja Anny Dymnej "Mimo wszystko", pomagająca niepełnosprawnym, oraz "Akogo?" Ewy Błaszczyk, niosąca pomoc dzieciom i dorosłym w śpiączce.

Pomysłowi Martyniuków kibicuje cała branża disco polo, która Zenona bardzo szanuje.

Podobnie reprezentacja naszych piłkarzy darząca go wielką sympatią. Żeby jednak machina ruszyła, potrzebne są konkretne decyzje. I tu rodzi się problem, bo państwo Martyniukowie przygotowywali się w ostatnim czasie do otworzenia rodzinnej restauracji w Białymstoku.

Jeśli ich syn zdecyduje się sam pokierować biznesem gastronomicznym, pani Danuta będzie mogła zająć się realizacją szlachetnego pomysłu. Ku wielkiej radości męża.

Dowiedz się więcej na temat: Zenon Martyniuk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje