Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zazdroszczą jej pieniędzy ojca

Po kompromitacji na festiwalu w Sopocie, Natalia Lesz stara się zrozumieć czym naraziła się na falę krytyki. Powodów, oczywiście, nie dostrzega we własnych błędach. Doszła do wniosku, że wszyscy jej zazdroszczą, bo jej "tata jest bogaty".

"Nigdy nie zrobisz kariery na Zachodzie, nie potrafisz śpiewać, nie masz głosu" - powiedział po sopockim występie panny Lesz Robert Kozyra, dziennikarz Radia Zet.

Reklama

Natalia jednak uważa, że jest fenomenalną piosenkarką i słowa krytyki pod jej adresem, to jedynie objaw chorobliwej zazdrości.

"Czego bym nie zrobiła i tak będę dla wszystkich córeczką bogatego taty. Pogodziłam się, że będę musiała zmagać się z tym przez całą moją karierę" - powiedziała w rozmowie z "Faktem".

Nie tylko Natalia, ale i "Fakt" docieka skąd biorą się ostre słowa skierowane do piosenkarki i retorycznie pyta, w czym Natalia jest gorsza od rzeszy piosenkarek-amatorek, zaludniających polskie estrady. To chyba żaden argument na obronę czci panny Lesz. Gorsza nie jest, z tym trzeba się zgodzić. Ważniejszym pytaniem jest: czy jest od nich lepsza?

Czy krytycy i dziennikarze muzyczni powinni obniżyć własne gusta tak, by dopasować je do najniższego poziomu? Dlaczego, przede wszystkim, polski przemysł muzyczny jest skazany na beztalencia, czy też w najlepszym wypadku osoby średnio utalentowane?

Czy z takiego założenia wychodził Robert Kozyra, gdy recenzował występ Natalii? Czy kierowała nim raczej zazdrość i zawiść?

Dowiedz się więcej na temat: Natalia Lesz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje