Monika Laskowska jest dziennikarką, której na próżno wypatrywać w serwisach głównych stacji telewizyjnych. Za to szaleje na YouTube. Specjalizuje się w prowadzeniu wywiadów z zawodnikami za kulisami gal MMA i zdążyła już zasłynąć wpadkami. Jak wyjaśniała w rozmowie z portalem Na Temat, nie tylko się ich nie wstydzi, ale nawet jest z nich dumna:
Wpadki to moja specjalność! Jestem przed kamerą od prawie 20 lat i szkoliłam się u najlepszych. Emocje są częścią mnie, nie wstydzę się ich i umiem nad nimi panować. Zostałam nauczona, że partner w scenie czy osoba, która udziela mi wywiadu, są najważniejsze i nie koncentruję się na sobie, żeby dobrze wypaść. To moim zdaniem pozwala na autentyczność i naturalność.
No i rzeczywiście, dała temu wyraz podczas rozmowy z zawodnikiem turnieju MMA FEN, Sebastianem Kowalczykiem. Kowalczyk, który w mediach społecznościowych przedstawia się jako tancerz, choreograf i influencer, początkowo cierpliwie tłumaczył dziennikarce, kim jest, jednak kiedy ona upierała się, że wie lepiej, po prostu odszedł od mikrofonu. Co go tak zdenerwowało?
Monika Laskowska zwróciła się do Sebastiana imieniem „Marcin”. Zagaiła przyjaźnie:
Jest ze mną Marcin Kowalczyk.
Wtedy Kowalczyk wpadł jej w słowo, informując, że ma na imię Sebastian. Laskowska jednak upierała się przy swoim i poprawiła go z powrotem na „Marcina”. Wtedy jej rozmówca stanowczo przedstawił się całym imieniem i nazwiskiem, jednak dziennikarka nie dała się zbić z tropu:
Ale Marcin z „Pamiętników”…
Wtedy Kowalczyk sprostował:
Ale ja nie grałem w „Pamiętnikach z wakacji”.
Dziennikarka zrobiła minę osoby w wysokim stopniu nieprzekonanej i lustrowała Kowalczyka uważnym spojrzeniem. W końcu zauważyła:
Bardzo podobny jesteś…
W odpowiedzi Kowalczyk tylko prychnął i odszedł od mikrofonu. Nagranie rozmowy zamieścił na swoim Tik Toku. Wypadło profesjonalnie?

***








