Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Wpadka Beaty Kozidrak na scenie

"Czasami coś palnę, później przepraszam" - mówi Beata Kozidrak (52 l.). Tak stało się podczas jednego z koncertów...

Wokalistka zadebiutowała pod koniec lat 70. z zespołem Bajm. Występ na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu przyniósł jej upragnioną popularność i wielki przebój - "Piechotą do lata".

Dziś Beata jest jedną z najbardziej lubianych przez polską publiczność artystek.

Pytana, czy podczas swojej kariery zrobiła coś, czego bardzo żałuje, wspomina wpadkę na jednym z koncertów, gdy witając fanów, pomyliła miasta.

"Strasznie się czułam" - mówi w rozmowie z Magdą Mołek. "Była taka cisza. Powiedziałam do siebie: Co ja palnęłam. Po prostu masakra. Musiałam to odpracować. Przeprosiłam i tą głupią gafę chciałam zrekompensować, dając więcej, niż mogłam w tym momencie".

Reklama

Wokalistka podkreśliła, że było to kolejne miasto na trasie koncertowej Bajmu. Na szczęście zdarzyło jej się to tylko raz. "Nie chciałam absolutnie obrazić mieszkańców tego miasta" - tłumaczy dziś, dodając, iż "jest bardzo wyczulona na podobne rzeczy".

"Uważam, że jeśli artysta jest w pełni artystą, to powinien swoją publiczność bardzo szanować. Dla mnie to priorytet".

Beata zdradziła także, że na początku lat 80. zdarzało jej się kupować ubrania od... prostytutek. "Te panie handlowały tymi rzeczami w hotelach. Zawsze mnie znajdowały. Znały mnie. Po piosence 'OK, OK, nic nie wiem, nic nie wiem' płakały, więc miałam u nich chody" - śmieje się. To właśnie im zawdzięcza swoje wysokie skórzane buty.

Źródło: TVN Style/x-news

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »