Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wojciech Siemion: Tylko raz zawiódł widzów

Mało kto umiał kochać tradycję tak, jak on, i dbać, żeby pamięć o ludowej kulturze nie zniknęła. Zginął w koszmarnym wypadku 19 lat temu, zostawiając po sobie role, w których znakiem rozpoznawczym była jego złocista jak słoma grzywa.

W urokliwej wsi Krzczonów rodzina Wojciecha Siemiona (†82 l.) była przed wojną znana. Jego ojciec uczył dzieci, a babcia śpiewała w wiejskim chórze. Mały Wojtuś godzinami uczył się jej pieśni i przyśpiewek na pamięć.

Reklama

- Jeżeli myślę o Krzczonowie, to natychmiast wyświetla mi się z fotograficzną dokładnością nasz stary dom rodzinny, i stawy przy tym domu, i dziadkowa łódź, którą wypływaliśmy na połów, i bardzo piękne stare drzewa, o których wiem, że ich już tam nie ma, ale są w mojej wyobraźni - wspominał jako dorosły człowiek.

Ale jako dziecko nie myślał o teatrze. Wojna odebrała mu ojca, zamordowanego w Auschwitz i jednego z braci, żołnierza AK. Po jej zakończeniu, z czterema braćmi wspierali się jak mogli. Jako nastolatek przeniósł się do Kalisza, gdzie mieszkał jego starszy brat Leszek. I w tym mieście skończył liceum.

Nie bał się pracy, po szkole najął się jako lustrator w tamtejszej Izbie Skarbowej. Przed rozpoczęciem studiów, stanął na scenie amatorskiego teatru. Zagrał górala Madrygała w Krakowiakach i góralach. Był rok 1946, a on nie wiedział, czy woli spełnić marzenie o bardzo dochodowej adwokaturze, czy być aktorem.

Dostał się na Wydział Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, gdzie poznał starszą o 3 lata przyszłą żonę, Jadwigę. Po 3 latach wahań, zdał na wydział aktorski warszawskiej PWST. Tu zachwycił się nim sam Aleksander Zelwerowicz (†78 l.), dyrektor i wielki aktor. Przeniósł studenta na studia w trybie skróconym.

W ciągu roku został aktorem, porzucając adwokaturę. W tym samym roku, 1951, wystąpił w filmie po raz pierwszy - zagrał chłopca ze szkoły morskiej w Załodze. Na kolejną rolę musiał poczekać dwa lata.

W Przygodzie na Mariensztacie, po raz pierwszy zaprezentował miłość do folkloru, jako Bronek z zespołu pieśni i tańca. W 1954 roku ożenił się z panią adwokat, którą do ostatnich jej dni nazywał pieszczotliwie Piwką i dołączył do Studenckiego Teatru Satyryków (STS) w Warszawie. W nim stworzył pierwszy scenariusz dla jednego aktora: dla siebie.

Czerpał pełnymi garściami z polskiej poezji ludowej. Krytycy i widzowie byli zachwyceni. Przyjaciołom imponował poetyckimi występami w zaskakujących sytuacjach- recytował na ulicy i w restauracjach. Pewnego razu, podczas kręcenia filmu "Salto", we wrocławskim Klubie Dziennikarzy po kolacji dał całonocny występ, mimo że następnego dnia od rana kręcono zdjęcia!

Na początku lat 60. stworzył niezwykłą gamę bohaterów, od sympatycznych, po postacie budzące niechęć, jak charakterystyczny personalny Kacperski w "Zezowatym szczęściu", tak inny od sympatycznego inspicjenta Józia w filmie "Jutro premiera". Wcielał się w swojskich chłopaków w mundurach, jak kapral Narog w filmie z 1963 roku "Skąpani w ogniu".

Czasem skarżył się, że chciałby zagrać kogoś wyższego stopniem. Gdy poprosił jednego ze scenografów o oficerki, zamiast strasznych łachów, jak je określał, usłyszał: - Panie Siemion, pan nawet w oficerkach będziesz dla mnie boso!

W 1969 roku kupił w Petrykozach popadający w zapomnienie dworek. Odremontował go i zaczął zbierać ludowe pamiątki. Dzięki cierpliwości i pomocy kochanej żony, stworzył Wiejską Galerię Sztuki, potem muzeum i skansen. Pomagał im syn Tomasz.

Ale w 2004 roku ukochana Piwka zmarła. Pochował ją w pobliskim Osuchowie. Przez 4 lata zmagał się z samotnością, aż u jego boku pojawiła się młodsza o 20 lat Barbara. Ślub wzięli na kilka dni przed 80. urodzinami aktora, uwielbianego za skromność i za to, że zawsze chętnie pomagał innym.

Pierwszy i ostatni raz zawiódł 21 kwietnia 2010 roku. - Czekaliśmy. Miał umówione spotkanie z nami o 11.00, 200 osób siedziało już na sali. Nigdy się nie spóźniał - wspominał ten dzień dyrektor radomskiego domu kultury. Samochód, którym jechał, wbił się w ciężarówkę. Aktor zmarł po 3 dniach, nie doczekawszy rocznicy ślubu.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Siemion

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama