Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Włodarczyk: Wybaczyłam mamie

Dawne waśnie z rodzicielką to już przeszłość. Teraz obie dumnie demonstrują przyjaźń. A mama ostro broni kontrowersyjnego związku córki.


Reklama

Na premierowym przedstawieniu "Porwanie Sabinek" w Teatrze Kamienica rozpromieniona Agnieszka Włodarczyk (32) pojawiła się w towarzystwie mamy, Anny Stasiukiewicz (52 l.).

Aktorka zaprosiła ją, by wspólnie podziwiały jej narzeczonego Mikołaja Krawczyka, który gra w spektaklu główną rolę.

"Mama Agnieszki po występie nie kryła radości. Pogratulowała Mikołajowi udanej kreacji, a trzymając się z nim za ręce, pokazała, że w pełni akceptuje narzeczonego córki" - mówi jeden z gości premiery.

Kiedy Agnieszka przyszła na świat, jej mama miała niecałe 20 lat. Po dwóch latach jej małżeństwo rozpadło się. Została sama z dzieckiem. Wkrótce opuściła wraz z córeczką rodzinne strony i wyjechała szukać szczęścia do Warszawy.

Z czasem atrakcyjna absolwentka liceum pielęgniarskiego swoje marzenia o aktorstwie przelała na córkę. A że jej latorośl ślicznie śpiewała i tańczyła, postanowiła przekonać wszystkich do tego, że jej dziecko ma talent.

Namówiła Agnieszkę do udziału w konkursie Miss Polski Nastolatek, potem sprawiła, że córka jako 14-latka szturmem zdobyła rolę w musicalu "Metro".

Rok później zadebiutowała w filmie, odsłaniając, nie bez wstydu, swe wdzięki w "Sarze". Niezależność finansowa, którą Wlodarczyk mogła się pochwalić już jako 17-letnia dziewczyna, sprawiła, że wyprowadziła się z rodzinnego domu - matki, z którą coraz gorzej się dogadywała i nielubianego ojczyma.

Długo miała pretensje do rodzicielki, że za wszelką cenę starała się zrobić z niej gwiazdę. "Mama zawsze chodziła w mini i szpilkach. Kiedy miałam 14 lat, kazała mi się tak ubierać" - wspomina w jednym z wywiadów Włodarczyk.

Mało pochlebne wypowiedzi, którymi Aga dzieliła się z prasą, zbulwersowały w końcu jej matkę. "Te słowa ogromnie mnie zabolały. Dałam jej wszystko. Agnieszka nie zaistniałaby beze mnie. Moja córka chciała się dostać do teatru Janusza Józefowicza, ale była za młoda. Gdybym wtedy nie ubrała jej poważniej, nie miałaby szans" - wyznała po latach rozżalona Anna Stasiukiewicz.

Agnieszka oskarżała matkę, że próbowała stłamsić jej osobowość i stworzyć swoją młodszą kopię. Nie wyciągnęła do niej ręki nawet wtedy, gdy nie wiodło się jej najlepiej.

"To był czas, kiedy Ania non stop biegała z planu na plan, by zarobić parę marnych groszy. Poznałyśmy się, gdy statystowała w serialu 'Klan', za co otrzymała 50 zł" - mówi informatorka "Na Żywo".

Potem udało się jej zagrać w "Złotopolskich" i "Na Wspólnej". W końcu obie panie zakopały topór wojenny.

"Wybaczyłam mamie. Nieraz mamy inne zdanie, ale teraz wiem, że mama to mama. Jest jedna i należy ją szanować" - mówi "Na Żywo" Agnieszka.

Cieszy się, że jako jedna z nielicznych wspiera jej związek z Mikołajem. Ostatnio na Facebooku napisała: "Stek kłamstw pod adresem córki. Rodzina Mikołaja kocha Agnieszkę, znam mamę Krawczyka, tworzymy fajną, prawdziwą, ciepłą rodzinę. Ile ich jeszcze będą szykanować, co za podły naród".

Iza Kraft

25/2013

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Włodarczyk | mama | wybaczenie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje