Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wdowa po Konradzie Gacy tak szczera jeszcze nie była. To jej pierwszy wywiad po śmierci męża

Dla Pani Patrycji, żony tragicznie zmarłego Konrada Gacy (†42 l.), 1 listopada 2018 roku był chyba jednym z najtrudniejszych dni. Pożegnała męża 16 sierpnia 2018 roku i nadal nie może pogodzić się z jego odejściem. Postanowiła o tym opowiedzieć w pierwszym wywiadzie po śmierci Konrada.

Śmierć dietetyka i trenera gwiazd była dla wszystkich szokiem. Zdrowy, silny mężczyzna, który stronił od używek i starał się żyć zdrowo. 16 sierpnia 2018 roku rodzina Gacy znalazła go nieżywego w jego mieszkaniu.

Reklama

Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było pęknięcie tętniaka mózgu. Niestety często osoba chora, nie jest świadoma tego, że w jej mózgu znajduje się tętniak, a w momencie jego pęknięcia, osoba ma znikome szanse na przeżycie. Tak było w przypadku Konrada Gacy. 

W jego śmierć nie mogą uwierzyć do tej pory jego fani, przyjaciele oraz oczywiście rodzina. Trener zostawił żonę Patrycję oraz ich córeczkę Emilię. Od tragicznej śmierci dietetyka minęło niewiele czasu i pani Patrycja nadal nie może pogodzić się z jego odejściem. O tych trudnych chwilach postanowiła opowiedzieć w wywiadzie dla "Dzień Dobry TVN".

Okazuje się, że para poznała się, gdy Patrycja miała zaledwie 16 lat. Marzyła o tym, by Gaca zwrócił na nią uwagę na treningu, na który przyszła. Tak też się stało.

"On od pierwszego wejrzenia się wokół mnie kręcił, by zagadać" - wspomina z uśmiechem na twarzy kobieta.

Między małżonkami było 13 lat różnicy, a ich córeczka była, jak sam Konrad określał "najbardziej wyczekanym dzieckiem na świecie". Tego feralnego dnia nic nie zapowiadało zbliżającej się tragedii. Para załatwiała codzienne sprawy, a następnego ranka Konrad i Patrycja mieli udać się w podróż do Brukseli. 

"Konrad spał na kanapie, przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku. Zobaczyłam, że nie oddycha, wezwałam pogotowie" - relacjonowała w wywiadzie. 

Niestety, choć jak sama żona trenera podkreśla, mimo wielkich starań ratowników, którzy przybyli na miejsce bardzo szybko, reanimacja nie powiodła się i po 50 minutach walki o przywrócenie czynności życiowych, Konrad odszedł.

Od śmierci Gacy minęły zaledwie dwa miesiące i pani Patrycja z nieskrywaną szczerością wyznała, że nadal nie radzi sobie z tą sytuacją.

"Myślę, że moje serce i mózg trochę pracuje w niezgodzie w tej chwili. Serce czuje, że on jest cały czas przy nas. A mózg chyba jeszcze nie przetworzył po prostu tego, co się wydarzyło. My przeżywaliśmy każdy dzień, każdą sekundę wspólnie. Czy byliśmy razem, czy oddzielnie. Pracowaliśmy razem. Przeżywaliśmy wspólnie wszystkie rzeczy, które działy się na świecie. Więc myślę, że nigdy do końca mózg nie przyjmie tego, że go tutaj, na tym świecie, nie ma". 

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Dowiedz się więcej na temat: Konrad Gaca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje