Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Waldemar Elbanowski: Tak teraz wygląda życie uczestnika "Sanatorium miłości"

Waldemar Elbanowski (67 l.) wziął udział w "Sanatorium miłości", by znaleźć tę jedyną. Nie wyszło. Dziś z zazdrością patrzy na swoje koleżanki i kolegów z programu, którym jednak udało się znaleźć uczucie...

W czterech ścianach, choćby i najpiękniej, z całym sercem odnowionych, on wciąż jest zupełnie sam.

Bohater drugiej edycji "Sanatorium miłości", Waldemar Elbanowski, zmaga się z bolesną przeszłością.

A lekarstwem dla niego stało się pisanie. Każdego dnia spędza kilka godzin z ołówkiem w ręku nad kartką. W słowach próbuje zawrzeć to, co boleśnie przeżył. 

"Nigdy nie przypuszczałem, że ja prosty elektryk, jak już się zakocham, to… w poezji!" – mówi "Rewii" pan Waldemar.

"Pisanie wierszy stało się moją terapią" - dodaje.

Reklama

Pisze o dzieciństwie. To poetyckie podróże w głąb siebie. Nie ukrywa, że są dla niego trudne. A każde słowo jest jak cierń. 

Boli wspomnienie pobytu w domu dziecka. Bardzo przeżył opuszczenie rodziny w Zielonej Górze.

"Do dziś nie rozumiem decyzji moich rodziców, którzy mnie tam umieścili. Moja matka potrafiła mi powiedzieć, że wolałaby urodzić kamienie niż mnie" – opowiada. 

Czytaj dalej na następnej stronie...

W domu dziecka po zmroku przez wiele godzin siedział w oknie. Tęsknił i czekał. Do dziś miewa kłopoty ze spaniem i powracają dawne koszmary.

Wtedy nad jego losem zlitowała się ciocia, która zabrała go do siebie do Olecka. Potem zaopiekowała się nim babcia.

Przez te dramatyczne przeżycia bał się własnego cienia. Po cichu marzył o aktorskiej karierze. Myślał o szkole muzycznej, bo był perkusistą w zespole. 

Jednak poszedł do technikum elektrycznego.

Po maturze pracował w zakładach mięsnych, jako konserwator urządzeń. W zawodowym życiu robił różne rzeczy: budował statki, domy, sprzedawał samochody. Tułał się też po Europie, pracował w Belgii, Irlandii, Włoszech.

We Włoszech los się do niego uśmiechnął. Grał w jednym z klubów piłkarskich. Mógłby być światowej sławy bramkarzem, ale nagle rzucił wszystko i wrócił do Zielonej Góry.

Dla miłości, która jest dla niego najważniejsza! Bo kiedy kocha, to na zabój! 

Czytaj dalej na następnej stronie...

Za sobą ma 3 małżeństwa i kilka wolnych związków. Ma 2 córki i 2 synów. Doczekał się też 4 wnuczek oraz 2 wnuczków.

"To miłość reżyserowała moje życie. Przez kobiety wyjeżdżałem z rodzinnego miasta i dla nich do niego wracałem" - przyznaje.  

Narodziny pierwszej córki sprawiły, że nawiązał zerwane relacje z ojcem. Wybaczył mu porzucenie w dzieciństwie. A gdy jego tata ciężko zachorował, opiekował się nim do ostatnich chwil.

"Mój życiorys składa z kilku naprawdę ostrych zakrętów. Ocierałem się o śmierć i widziałem pięty aniołów" – szczerze wyznaje.

Miał 50 lat, gdy przeszedł udar. Mało brakowało do tragedii. Był w śpiączce farmakologicznej. Potem długo walczył o odzyskanie sprawności.

Drugim cudem było przeżycie ciężkiego wypadku samochodowego. Najtrudniej było po śmierci trzeciej żony. 

Znowu nie potrafił dać sobie rady z tęsknotą i poczuciem osamotnienia.

Z otchłani 2 lata temu wyciągnęła go kobieta. Był wtedy w sanatorium. Tam się poznali. Elżbieta była poetką. Otworzyła przed nim bramy wyobraźni, wypełnionej pięknymi słowami, a on znowu się zakochał.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Niestety, okazało się, że tylko on. Tak bardzo przeżył to sercowe niepowodzenie, że dotknął go syndrom odrzuconych mężczyzn.

Zna siebie i wie, że każde niepowodzenie w relacjach z kobietami powoduje wycofanie, długi okres rozpamiętywania i użalania się nad sobą. 

Dlatego z nadzieją jechał do Ustronia. Bardzo starał się otworzyć na uczucie, ale nie udało się. Teraz trochę zazdrości swoim koleżankom i kolegom z "Sanatorium miłości", którym udało się jednak znaleźć uczucie.

On także starał się nawiązać relacje z którąś z pań odwiedzających bibliotekę, w której pracował po zakończeniu programu. 

Niestety, już tam nie pracuje.

Mimo wielu przeciwności losu jest w nim wiele radości życia i optymizmu. Zapewnia, że nie wie, co to jest starość, bo wciąż czuje się tak, jakby był nastolatkiem.

Młodzieńcze marzenia aktorskie realizuje w amatorskim teatrze. Uspokaja się projektując modele żaglowców. 

Marzy o małym domku nad Wigrami, który ma mu zapewnić wygrana w totolotka. I choć w najbliższym czasie czeka go bardzo skomplikowana operacja kręgosłupa, wcale nie użala się nad sobą.

Wciąż szuka wyjątkowej kobiety. Kolejnej, ale już ostatniej.

I to właśnie jej chciałby przeczytać wszystkie swoje wiersze…

***

Rewia
Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Elbanowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »