Tuż przed startem wydało się ws. "The Voice". Uczestniczka zdradziła kulisy, będzie afera
Bazujący na międzynarodowym, zapoczątkowanym w Holandii hicie "The Voice of Poland" jest stałą częścią ramówki TVP od 2011 roku. Parę lat później rozpoczęto jeszcze produkcję "The Voice Kids" i "The Voice Senior".
W tym czasie przez program przewinęło się wielu uczestników, ale oczywiście w każdym sezonie wygrany mógł być tylko jeden. A teraz wygląda na to, że był on o wiele wcześniej wyłaniany za kulisami...
Nieznane dotąd informacje o powstawaniu talent show ujawniła jego dawna uczestniczka, Dorota Osińska. Jedna z gwiazd Teatru Rampa i współpracowniczka m.in. Ireny Santor, Alicji Majewskiej czy Zbigniewa Wodeckiego dała się poznać całej Polsce właśnie dzięki show.
Ostatecznie wokalistka zajęła drugie miejsce. Lepsza okazała się od niej tylko Natalia Sikora. Okazuje się, że taki wynik nie był przypadkowy.
Niespodziewanie wyszło na jaw ws. "The Voice". Wszyscy wiedzieli, kto ma wygrać
W najnowszym wywiadzie Osińska została zapytana o finał, w którym zaśpiewała wspólnie z rywalką utwór "Czas nas uczy pogody" Grażyny Łobaszewskiej. Nikt nie wiedział, co wtedy sobie myślały.
"Ja bym tego tak poważnie nie traktowała. Myśmy miały na [tym] etapie (...) poczucie takiej ogromnej niesprawiedliwości. Myśmy obie od początku czuły się w tym programie dość faworyzowane" - przyznała szczerze Dorota w cyklu "Po drugiej stronie sceny - Vis à vis" na YouTubie.
47-latka dopiero teraz zdecydowała się wyznać, jak tak naprawdę wyglądała jej przygoda z programem. Wydało się, że od początku było zaplanowane, kto ma go wygrać.
"(...) Natalka mi powiedziała: 'Słuchaj, ja w kontrakcie mam, że mam finał w tym programie, więc róbmy wszystko pod ciebie, jak tam chcesz. Jeżeli potrzebujesz, żeby zmienić tonację, żeby była bardziej twoja niż moja. Ja sobie poradzę. Bo ja wiem, że nie odpadnę z tego programu'. Jej zależało na tym, żebym ja źle nie wypadła" - opowiadała.

Uczestniczka "The Voice" wyznała. "Chyba minął ten czas, że nie mogę mówić"
Ukartowano nawet to, do czyjej drużyny (na czerwonych fotelach zasiadali wtedy Patrycja Markowska, Justyna Steczkowska, Baron i Tomson oraz Marek Piekarczyk) trafiły obie panie.
"(...) Już chyba minął ten czas, że nie mogę mówić. To było tak, że przed pierwszym przesłuchaniem w ciemno reżyser programu mnie wziął na bok i mówi: 'Słuchaj, jak tam się odwrócą jurorzy, to wybierz Marka'. Ja mówię: 'Ale dlaczego? Tam jest Natalia, nie chciałabym być w jednej drużynie z Natalią'. (...) Miałam więc taką wątpliwość co do tego Marka i mówię: 'A jak on się nie odwróci?'. Mówi: 'Odwróci się'" - wyjawiła.
Obie finalistki cieszyły się zresztą specjalnymi względami. Mało kto wiedział, że nie dostały się do talent show w wyniku zwyczajowego zgłoszenia na casting; one zostały na niego zaproszone, a przesłuchanie wydawało się właściwie tylko formalnością.
"Wydaje mi się, że oni w jakimś sensie na nas stawiali. (...) Myśmy nie szły tam z ulicy. Dostałam propozycję i byłam na wewnętrznym castingu najpierw. Nie czekałam w kolejce przez pół miasta, tylko przyszłam na umówioną godzinę, weszłam do pokoiku, zaśpiewałam pani, pani powiedziała: 'Bardzo dziękuję'. Wyszłam, zadzwoniono, że tak, jestem przyjęta do programu. Wyobrażam sobie, że to się nie odbywało tak dla wszystkich (...)" - przyznała Osińska.
Choć od emisji drugiej edycji, w której występowały piosenkarki, minęło kilkanaście lat, takie informacje tuż przed premierą nowej odsłony "The Voice of Poland" mogą nieźle namieszać...
Zobacz też:
Kuba Badach potwierdził doniesienia. Nie kryje radości, choć jest mocno zaskoczony
Edyta Bartosiewicz nie wybiera się na emeryturę. "Nie wiem, jak długo to potrwa"








