Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Tomasz Kammel wyznał prawdę. Chodzi o jego znajomość z Maciejem Musiałem

Tomasz Kammel (46 l.) i Maciej Musiał (22 l.) wspólnie prowadzą program „The Voice of Poland”. Widzowie pokochali ten duet. Zastanawiają się jednak, czy panowie tak naprawdę ze sobą nie rywalizują. A może dobrze dogadują się także prywatnie i spotykają się poza planem? W rozmowie z „Życiem na gorąco” dziennikarz odniósł się do tego i potwierdził, że owszem – znajdują dla siebie czas nie tylko podczas nagrań!

Współprowadzi pan kolejną edycję "The Voice of Poland". Czy ten program po wszystkich poprzednich seriach jest w stanie pana jeszcze czymś zaskoczyć? 

Reklama

- Tak, ponieważ za każdym razem są inne osoby, które wnoszą do tego show zupełnie nową energię. Uczestnicy mają niesamowite talenty. Wiele razy myślałem, że widziałem już wszystko, a jednak ludzie wciąż mnie pozytywnie inspirują.  

W czerwcu prowadził za to pan koncert z okazji 25-lecia disco polo. Jak ta muzyka wpisuje się w pana gust? 

- Nie ma ludzi, którzy na weselu przy tej muzyce by się nie bawili, nie ma ludzi, którzy by się nie uśmiechali do wielu z tych piosenek. Są też tacy, co zarzekają się, że nie mają z tym nic wspólnego, a później okazuje się, że znają na pamięć wszystkie zwrotki najmodniejszych hitów - i to jest naprawdę zabawne. Abstrahując od tego, czy ja słucham disco polo, czy nie, przyznam, że darzę wielkim szacunkiem wszystkich jej twórców, bo są konsekwentni i naprawdę świetnie przygotowani do swoich występów, nie mówiąc już o dbaniu o niesamowitą oprawę wizualną. Lubię wielkie widowiska, i kiedy patrzyłem jak ludzie pod sceną dobrze się bawią, mnie też było przyjemnie.  

Przyznał pan niedawno, że gdyby mógł zmienić zawód, to zostałby muzykiem. Czy to prawda?  

- Bardzo bym chciał umieć śpiewać. Zazdroszczę piosenkarzom talentu. Zawsze powtarzam, że gdybym mógł wybrać osobę, którą chciałbym być w show-biznesie, byłaby to Tina Turner! 

A w jakim gatunku muzycznym widzi pan siebie? 

- Chciałbym być popowym piosenkarzem, który ma miliony fanów na całym świecie i gra mnóstwo koncertów. Jest tylko jeden mały problem - chyba nie jestem dobrym wokalistą.  

Podśpiewuje pan sobie czasem pod prysznicem?

- Nawet mi nie sprawia radości słuchanie samego siebie, więc powstrzymuję się od podśpiewywania. Marzenia a rzeczywistość to dwie różne sprawy. Słucham dużo muzyki, ale raczej nie śpiewam. Kamil Durczok, przy którym kiedyś coś sobie nuciłem, powiedział: "złam mi rękę, tylko nie śpiewaj". I chyba wiedział co mówi. Moja kariera wokalna raczej zostanie tylko niespełnionym marzeniem. Na szczęście mam predyspozycje do prowadzenia programów, w czym od lat czuję się znakomicie.  

Odnoszę wrażenie, że prowadzenie programów i konferansjerka to pana wielka pasja. Co jeszcze pana inspiruje? 

- Praca rzeczywiście jest moją pasją. Mojej działalności w telewizji nie traktuję jak pracy. To bardziej hobby, któremu oddaję się bez reszty, a że mi za to płacą i mogę z tego żyć, to powód do wielkiej i nieopisanej wdzięczności dla losu. Swoje zadania traktuję jak przygodę, która trwa już ponad dwadzieścia lat i bardzo sobie to cenię.  

Podobno na każdego przychodzi czas. Do drzwi telewizji codziennie pukają młodzi i zdolni. Z pewnością na planie "The Voice of Poland" obserwuje pan postępy swojego kolegi Maćka Musiała. Nie odczuwa pan strachu przed konkurencją?  

- Nie. Należę do ludzi, którzy ścigają się sami ze sobą, a nie z potencjalną konkurencją. Wręcz przeciwnie. Wspieram młodych ludzi i zawsze służę im dobrą radą. Maćkowi bardzo kibicuję. Im on jest lepszy, tym nasz duet jest lepiej odbierany przez widzów. Jestem przeciwnikiem robienia sobie wzajemnych złośliwości na wizji.  

Przyjaźnicie się z Musiałem poza programem? 

- Zdarza nam się często spotykać poza planem programu. To fajny, bardzo mądry facet, nad wyraz dojrzały, jak na swój wiek. Wymieniamy się czasem wiedzą i to jest cenne w tej znajomości. Dzięki niemu wiem, co jest teraz modne wśród ludzi w jego wieku.  

Na kogo zawsze może pan liczyć w życiu? Kto pana wspierał, gdy wspinał się pan po szczeblach kariery do obecnych sukcesów?  

- Od początku miałem aprobatę rodziców i przyjaciół. Moją największą fanką była babcia, która niestety już nie żyje, ale bardzo cieszyła się z moich mniejszych i większych sukcesów. Lubiła wszystkie z programów, które prowadziłem, ale jak coś było nie tak, była pierwsza, żeby wytknąć mi błąd.  

A kto teraz wytyka panu drobne błędy? 

- Często proszę o konstruktywną krytykę ludzi, którzy nie mają złych zamiarów wobec mnie.  



Rozm. Martyna Rokita

 ***

Zobacz więcej materiałów:

Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Kammel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »