Damięcki zasilił obsadę "Lalki". Nie do wiary, jak ocenia swojego bohatera
Mateusz Damięcki poszedł w ślady znanego ojca, Macieja Damięckiego, i zajął się aktorstwem. Szkołę teatralną ukończył w 2004 roku, ale już dużo wcześniej zaliczył debiut w serialu "Czterdziestolatek. Dwadzieścia lat później".
Dzisiaj gwiazdor może się pochwalić sporym, liczącym ponad 50 samych tylko ekranowych tytułów portfolio. W sierpniu ubiegłego roku poinformowano, że wkrótce rozszerzy się ono o kolejny - nową ekranizację "Lalki", otwiera się w nowym oknie, w której wcielił się w Kazimierza Starskiego.
"Starski? Może i bezczelny, próżny, pewny siebie i interesowny... ale za to najprzystojniejszy ze wszystkich! I jak tu się w nim nie zakochać?" - wypowiedział się o swoim bohaterze w oficjalnym komunikacie na Instagramie.
W ostatni dzień września długo wyczekiwany projekt trafił w końcu do kin, a teraz wychodzą na jaw coraz to nowe zakulisowe informacje. Wydało się chociażby, jak Damięcki zachowywał się na planie filmu. Tego ludzie o nim nie wiedzieli...
To nie były tylko plotki. Damięcki potwierdził doniesienia. Ludzie nie wiedzieli
45-latek w dość gorzkich słowach wypowiedział się o granym przez siebie bohaterze.
"Starski, jako symbol tego świata (...) polskiej arystokracji końca XIX wieku, wiedziałem, że będzie napisany grubą czarną kreską, że musi być charakterystyczny. To, że jest fircykiem, że ma taki a nie inny charakter, również było dla mnie taką ogromną zachętą i pewnością, że nie będzie to zwykła postać, zwyczajna" - mówił w wywiadzie z PAP Life.
Damięcki nie ma wątpliwości, w kim jego postać mogłaby się przejrzeć się współcześnie jak w lustrze.
"Gdyby Starski żył w dzisiejszych czasach, na pewno byłby i youtuberem, (...) i celebrytą. Celebryci znani są z tego, że są znani z tego, że są znani" - przyznał ze śmiechem.

Tak Damięcki zachowywał się na planie "Lalki". Po fakcie szczerze wyznał
Aktor starał się przedstawić swojego bohatera jako nieodłączny element większej całości.
"Starski no to taki człowiek, który przynajmniej nie wstydzi się tego, jaki jest, i nie (...) [udaje - przyp. aut.], że taki nie jest. Tu uważam, że łatwo było mi obronić tego bohatera. Szukając jego motywacji do działania, wspomagałem się oczywiście oryginałem i i szerokością całej książki, z której dowiedziałem się [wiele] nie tylko na jego temat, ale przede wszystkim o tym całym środowisku, z którego się wywodzi" - dodał.
Chęć pełnego wczucia się w rolę poskutkowała tym, że i wtedy, gdy wyłączały się kamery, Damięcki starał się z niej nie wychodzić.
"Kiedy przychodziłem na plan, starałem się w kuluarach, jeszcze przed wejściem przed kamerę, 'rozpędzać' i być trochę taki jak Starski. Dużo mówiłem, opowiadałem anegdoty, starałem się brylować. Prywatnie czułem w tym (...) [jakąś obłudę] i nie do końca było mi z tym dobrze" - wyjawił.
Zobacz też:
Mateusz Damięcki zagrał Starskiego w nowej "Lalce". Marzył o innej roli, otwiera się w nowym oknie








