Kondrat zniknął z ekranu na lata, a tu taki zwrot. Ale nie od razu się zdecydował
Nowa adaptacja "Lalki", otwiera się w nowym oknie od początku budziła duże zainteresowanie mediów i społeczeństwa. Po pierwsze z uwagi na materiał źródłowy, o którym niemal każdy ma wyrobione "jakieś zdanie", a po drugie ze względu na pełną znanych nazwisk obsadę.
Największe zamieszanie wywołali oczywiście główni bohaterowie, w których wcielą się Marcin Dorociński (Stanisław Wokulski) i Kamila Urzędowska (Izabela Łęcka). Prawdziwą sensację wywołał jednak angaż Marka Kondrata, który dla roli Ignacego Rzeckiego zrezygnował z kilkunastoletniej przerwy w zawodzie.
Zupełnie tego zresztą nie planował. Początkowo nawet odrzucił propozycję producenta Radosława Drabika, ale z czasem pojawiało się coraz więcej argumentów za tym, by jednak wziąć udział w nowej filmowej wersji jego ulubionej powieści.
Dzień po premierze "Lalki" potwierdziło się ws. Kondrata. Już nie ma co do niego żadnych wątpliwości
Kondrat bynajmniej nie tęsknił za planem.
"W ogóle tego powrotu nie przewidywałem. Odzwyczaiłem się od (...) [drylu - przyp. aut.] filmowego. Nie mam emocji z tym związanych. Wyzbyłem się ich. Mówiąc 'nigdy więcej', (...) [zarzekałem] się, że żaden reżyser ani pomysł mnie już nie przekona, nie miałem świadomości, że ten akurat będzie tak blisko. Blisko mojej osobowości, potrzeby literackiej, mojej wrażliwości" - powiedział w wywiadzie dla "Polityki".
75-latek odnalazł w książce z końca XIX wieku sporo z samego siebie, ale i z rodaków w ogóle.
"Rzetelność Wokulskiego, z drugiej strony jego niespełnienie i uczucie za tym stojące - tą drogą poruszałem się przez całe życie. To takie polskie poza wszystkim. (...) Sądziłem, że mam z 'Lalką' spokój, bo były dwie ekranizacje, w tym [Wojciecha Jerzego] Hasa z moim ojcem [Tadeusz Kondrat zagrał drugoplanową rolę w filmie z 1968 roku]. A potem zaczęło się to kleić, że można to zamknąć w międzypokoleniowym dialogu" - dodał.
Dużo łączy go również i z samym Rzeckim.
"Na przykład zachowawczość, przedsiębiorczość, odpowiedzialność. Staram się, jak on, być przede wszystkim wykonawcą teraźniejszości, nie lubię narażać na szwank tego, co jest, dla tego, co być może. Wszystko w moim życiu opiera się na takich regułach" - mówił.

Ledwo zagrał w "Lalce", a już taki ruch Kondrata. Z jego ust padły niezwykle gorzkie słowa
W przeciwieństwie do wielu kolegów po fachu Kondrat niezwykle zdroworozsądkowo, a może nawet gorzko wypowiada się o uprawianym (i na długie lata zaniechanym) przez siebie zawodzie. Nie czuje też potrzeby wypowiadania się w sprawach ważnych społecznie.
"Chcę [mieć spokój] w tym sensie, że większość aktorów ma potrzebę głośnej egzystencji. (...) A mnie do szczęścia nie jest to potrzebne. Nie wyznaję tej niesfornej przywary aktorskiej, że trzeba zabierać głos w każdej sprawie. Lubię życie w prostym wymiarze - tak to ujmę" - deklarował.
Przez pewien czas Kondrat rzeczywiście przejmował się zasadami panującymi w środowisku artystycznym, ale w końcu zrozumiał, że nie mają one większego znaczenia, a sztuka tak naprawdę nie ma żadnej mocy wpływania na rzeczywistość.
"(...) Jestem sceptykiem. Nie wierzę, żeby moja aktywność cokolwiek zmieniła w życiu społecznym. I nie sądzę też, żeby głos aktorski był poważny w jakimkolwiek dyskursie. Absolutnie nie. Zupełnie inaczej postrzegam swoje miejsce. Niezbyt blisko mi do sztuki w ogóle. (...) Absolutnie wzbraniam się przed (...) [podejściem], że sztuka (...) daje nam jakiś poznawczy oddech, dystans. Nie wierzę w takie rzeczy. Zupełnie nie. Sztuka jest bezbronna. Nie zmieni świata" - stwierdził.
Kondrat zdobył się na osobiste wyznanie. "Z tym mam największy problem"
W dziełach tworzonych przez artystów Marek Kondrat widzi przede wszystkim produkt czy usługę, która ma przenieść odbiorcę w inny świat i przynieść mu ulgę, a nie cokolwiek zmienić. Gwiazdor sam nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jaki więc to wszystko ma sens.
"Z tym mam największy problem. Czy życie w ogóle ma sens? Dla jednego ma, dla drugiego nie ma. Raz ma, raz nie ma. (...) U mnie generalnie nie ma. Bo jeżeli nie mamy wpływu na to, kiedy się rodzimy, gdzie się rodzimy i kiedy schodzimy, to właściwie fundament został nam usunięty spod nóg. Cała reszta jest staraniem o sens. Czyli robimy mnóstwo rzeczy, aby sobie uzasadnić wartość pobytu na Ziemi (...). Ale wątpię, aby to było skuteczne. (...) [Zostaje po nas] przede wszystkim miłość. W niej odnajduję trwałą wartość" - dzielił się swoimi przemyśleniami.
Mimo to aktor przekonał się do wzięcia udziału w "Lalce" Macieja Kawalskiego, która zachowała clue przemyśleń zawartych w oryginale.
"Mam ten komfort, że naprawdę niczego nie muszę. Zrobiłem wyjątek. (...) Wygrał Aleksander Głowacki" - skwitował.
Zobacz też:
Wydało się o Kondracie. Oto jak traktowano go na planie "Lalki", otwiera się w nowym oknie
Kondrat rzadko pokazuje się publicznie z żoną. Teraz zrobili wyjątek, otwiera się w nowym oknie
Potwierdziły się doniesienia ws. Kondrata. Nie mógł dłużej zwlekać, otwiera się w nowym oknie








