Kondrat nie od razu przyjął propozycję zagrania w "Lalce". Zadecydowało kilka czynników
Marek Kondrat był i jest uznawany za jednego z najlepszych polskich aktorów. Kilkanaście lat temu gwiazdor nieoczekiwanie zakończył karierę, a wkrótce później przeprowadził się do Hiszpanii, gdzie wiódł życie z dala od show-biznesu.
Kiedy więc w czerwcu ubiegłego roku ogłoszono, że to właśnie on wcieli się w Ignacego Rzeckiego w nowej ekranizacji "Lalki", otwiera się w nowym oknie, w mediach i w sieci aż zawrzało. Co ciekawe, mężczyzna nie przyjął jednak owej propozycji od razu.
"Pożegnałem się już 20 lat temu z taką powtarzalnością: dzwoni telefon, jakiś tytuł pada, budzą się wyobraźnie, potem mamy trzy miesiące czy pół roku akcji. Tak wyglądało właściwie całe moje życie i to mi się znudziło, krótko mówiąc. Kiedy podejmowałem decyzję, że rezygnuję z aktorstwa, pomyślałem sobie, że jestem właściwie w środku swojego życia i instynkt mi podpowiadał potrzebę uwolnienia się od tego (...). Ale ta propozycja ponawiała się, wkraczały kolejne argumenty, znów kolejne i tak dalej" - mówił parę miesięcy temu w rozmowie z PAP.
O tym, że się zgodził, zadecydowało kilka czynników.
Tak Kondrat był traktowany na planie "Lalki"
Po pierwsze, powieść ta zawsze należała do jego ulubionych, po drugie w jej poprzedniej adaptacji zagrał jego własny ojciec, Tadeusz Kondrat, a po trzecie inni członkowie obsady tego właśnie filmu czy późniejszego serialu wielokrotnie przewijali się przez jego dom rodzinny.
W końcu wszystko to skleiło mu się w całość, a on postanowił podjąć się tego wyzwania. Choć zdobyty w ciągu lat pracy warsztat aktora ciągle w nim był, on sam musiał na nowo przystosować się do warunków pracy na planie. Oto jak go tam traktowano.
"(...) Aktor cały czas we mnie tkwi. On jest zakodowany. Więc wyobrażam sobie taki powrót do rzeczywistości, którą znam. Ale jak się okazuje w praniu: nie do końca, bo technika zmieniła się do tego stopnia, że jest troszkę inaczej (...). Inaczej wygląda kompozycja, inaczej też wygląda czułość w stosunku do aktora i troska o niego. Nigdy nie znajdowałem się w tak komfortowych warunkach przez 60 lat pracy jak teraz. Traktowany jak starzec, którego trzeba usadzić, o którego trzeba zadbać, a poza tym - jak jakiś gwiazdor" - mówił w tym samym wywiadzie.
Kondrat wyjawił kulisy "Lalki". Wprowadzono istotną zmianę. "Nie zabiegałem o to"
Kondratowi było tym łatwiej wcielić się w Rzeckiego, że dostrzega w nim duże podobieństwo do siebie samego. Tak jak on zawsze czuł, że nie do końca należy do czasów, w których przyszło mu żyć; tak jak on mocno ceni też sobie w życiu przyjaźń.
Przy okazji już wtedy, w kwietniu tego roku, 75-latek zdradził w wywiadzie ważny szczegół na temat nadchodzącej wielkimi krokami (oficjalna premiera przypada na środę, 30 września) produkcji. Okazuje się, że w odróżnieniu od książki w filmie nie będzie osobistej narracji jego bohatera.
"Zawsze traktowałem swój zawód jako pewien element całości, a nie narzucając swoją osobowość, żądając szczególnej uwagi dla siebie, więc nie zabiegałem o to, żeby to było coś większego. To, co dostałem, jest zupełnie wystarczające, żeby te uczucia, o których mówię, przekazać. Uczucia lojalności, silnego związku uczuciowego ze Stanisławem, który pozwala Rzeckiemu krytykować go w paru sprawach, które wydają mi się bardzo kontrowersyjne. Z miłością nietrafioną na czele" - podsumował.

Zobacz też:
Kondrat rzadko pokazuje się publicznie z żoną. Teraz zrobili wyjątek, otwiera się w nowym oknie
Potwierdziły się doniesienia ws. Kondrata. Nie mógł dłużej zwlekać, otwiera się w nowym oknie








