Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tak Grażyna Błęcka-Kolska wypełnia testament tragicznie zmarłej córki

Grażyna Błęcka-Kolska (56 l.) utrzymuje dobre kontakty z byłym mężem, Janem Jakubem Kolskim (62 l.) Okazuje się, że czasami opiekuje się nawet jego córką z nowego związku. Oprócz tego założyła także fundację i zorganizowała wystawę fotografii córki. W ten sposób wypełnia testament tragicznie zmarłej Zuzanny.

Wydawałoby się, że zdrada kończy związek między dwojgiem ludzi na zawsze. Okazuje się jednak, że aktorka Grażyna Błęcka-Kolska i reżyser Jan Jakub Kolski, którzy rozwiedli się w 2011 roku po 25 latach małżeństwa, znowu są blisko siebie. Jak to możliwe? Okazuje się, że to zasługa... 6-letniej córeczki reżysera z drugiego małżeństwa.

Reklama

- Zdarza się, że Jan czasem podrzuca małą Grażynie, a ona chętnie się nią opiekuje. Dziewczynka jest urocza. Dla Grażynki obcowanie z takim małym człowieczkiem jest wręcz terapeutyczne, pomaga jej odnaleźć radość w życiu - zdradza w rozmowie z "Rewią" znajoma Kolskich.

6-letnia Pola to owoc miłości reżysera do młodej aktorki Aleksandy Michael (24 l.). To dla niej zostawił pierwszą żonę...

- Grażynka wybaczyła jej. Nie chce nosić w sobie złych emocji, które zawsze kosztują człowieka bardzo dużo. Jankowi też wybaczyła wszystkie zdrady. Stało się to po śmierci Zuzi. Jan zachowywał się wobec niej bardzo stosownie, wspierał, znalazł świetnego psychologa. I dzisiaj Grażynka zamknęła rozdział swojego małżeństwa. Chce zwyczajnie, w spokoju żyć, pielęgnując pamięć o Zuzi - zdradza "Rewii" znajoma aktorki.

Oprócz tego mała Pola może przypominać aktorce o córce.

- Pola to przecież siostra Zuzi. Zuzia bardzo ją kochała, mówiła, że dziecko niczemu nie jest winne. Ja też ją pokochałam - przyznała swego czasu Błęcka-Kolska.

Wypadek samochodowy, w którym zginęła Zuzanna Kolska, córka Grażyny i Jana, miał miejsce w lipcu 2014 roku. Aktorka jechała z córką oraz przyjaciółką na otwarcie festiwalu filmowego Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Padał deszcz, było ślisko. Niedaleko Wrocławia artystka straciła panowanie nad autem, które wypadło z drogi i uderzyło w latarnię.

Najpoważniejszych obrażeń doznała Zuzanna, która została odwieziona do szpitala. Zmarła na stole operacyjnym...

Grażyna Błęcka-Kolska wciąż zmaga się z poczuciem winy za śmierć córki. Dopiero dwa lata po jej stracie była w stanie mówić o tym, co się stało.

- Znajoma poradziła mi, żebym wyrzuciła rzeczy córki, bo to mi pomoże. Przecież nie da się wyrzucić 23 lat bycia matką. Zuzia była i jest dla mnie najważniejsza. Trudny jest każdy dzień. A jeszcze w sierpniu odszedł tata... Co to znaczy mieć siłę? Nie odebrać sobie życia? Nie zapić się, nie zaćpać? Nie ma ratunku. Cały czas jestem w tym tunelu. Drugi rok jest jeszcze gorszy, bo pierwszy to otępienie, chaos, a drugi to totalna tęsknota, której nie da się niczym wypełnić. Spokoju nie ma i nie będzie. Jest poczucie winy, straszna tęsknota. Trafiłam na dobrego psychologa, bardzo mi pomaga - mówiła wówczas.

Aktorka życie podporządkowała upamiętnieniu tragicznie zmarłej córki. Założyła fundację Fabryka Sensu, która ma przyznawać stypendia imienia Zuzanny Jagody Kolskiej dla zdolnej młodzieży, zorganizowała także wystawę fotografii córki.

- Jestem jedyną osobą, która może utrwalić pamięć o Zuzi. A jak można najlepiej to zrobić? Moim zdaniem poprzez pomaganie innym młodym ludziom, przekazanie im tej przerwanej energii mojego dziecka, które miało tyle marzeń, tyle planów i talentów. Ja już nic nie muszę. Najbardziej zależy mi na wystawie i stypendium imienia Zuzi. Nie myślę długofalowo, stawiam małe kroki. Jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Ale teraz wszystko jest kompletnie inne. Zuzia nie napisze już do mnie sms-a. Pamiętam, jak powtarzała, żebym dbała o siebie. Więc staram się jakoś żyć, wrócić do źródła, które całe życie zaniedbywałam. Czyszczę je, poleruję, żeby lśniło i przyciągało wszystko, co najlepsze - wyznaje aktorka.

W tym nieszczęściu wciąż może liczyć na wsparcie byłego męża. Dwa lata temu zagrała w jego filmie "Las, 4 rano", ostatnio - "Ułaskawieniu". Wie, że Jan ceni jej umiejętności aktorskie i zawsze chętnie pisze dla niej role. Grażyna Błęcka-Kolska od początku kariery reżyserskiej Jana Jakuba Kolskiego grała w jego filmach. 

Małżonkowie przez lata stanowili duet w życiu i pracy. Niestety, w tym pierwszym o wiele mniej zgrany niż na planie. Aktorka długo przymykała oko na słabości męża.

- Uważam się za twardą zawodniczkę, bo znosiłam to, że mój mąż notorycznie się zakochiwał. (...) Gdy po raz kolejny powiedział mi, że się zakochał, wstałam i upadłam, znowu wstałam i znów się przewróciłam. Mój organizm nie wytrzymał - wyznała kiedyś w wywiadzie.

Wtedy też zdecydowała się na rozwód. Aktorka miała wówczas mnóstwo żalu do reżysera. Dzisiaj już nie chce wracać do tamtych chwil. Jedyne, czego pragnie, to upamiętnić ukochaną córkę, odzyskać spokój w duszy. Wobec byłego męża nie ma już żadnych oczekiwań. Mieszka w Łasku, gdzie na miejscowym cmentarzu pochowana jest Zuzanna.

- To jedyne moje miejsce na Ziemi, gdzie czuję się u siebie. Jedyna stała rzecz w moim życiu - wyznaje aktorka.

*** 
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Grażyna Błęcka-Kolska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje