Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Tajemnica uczestnika "Sanatorium miłości" wyszła na jaw

Minął właśnie rok od śmierci Cezarego Mocka (67 l.) - sympatycznego uczestnika pierwszej edycji "Sanatorium miłości", który niespodziewanie zmarł tuż po rozpoczęciu emisji programu. "Cezar" - jak mówiła o nim Marta Manowska (35), był dobrym obserwatorem i nigdy nie rozstawał się ze swoim małym aparacikiem do zdjęć.

To właśnie pan Cezary pierwszy zauważył podczas kręcenia programu, że Adam, przystojny dźwiękowiec pracujący na planie, jakoś inaczej patrzy na Martę i dłużej niż inni przypina jej mikroport.

Reklama

Pewnego dnia wyjął aparat i uwiecznił na zdjęciu swoją "Martynę", jak mówił o prowadzącej program, i Adama, kiedy się całują. Wkrótce okazało się, że Martę i Adama łączy coś więcej niż tylko praca.

Dziś wciąż są szczęśliwie zakochani, a największą pamiątką ich rodzącego się uczucia jest właśnie zdjęcie, które zrobił im Cezary Mocek...

Zaskakujące spotkanie w "Sanatorium miłości"


W kolejnej edycji "Sanatorium miłości" pojawił się uczestnik, który z Cezarym ma wiele wspólnego i chwilami bardzo go przypomina.

To Władysław Balicki (71 l.) z Łodzi, sąsiad zmarłego Cezarego. Obaj przeżyli śmierć żony.

- Mieszkaliśmy w sąsiednich blokach z Teofilowie, ale nigdy nie poznaliśmy się bliżej. Kiedy emitowano pierwsze odcinki "Sanatorium miłości", ja leżałem w szpitalu po operacji przepukliny, a potem dowiedziałem się o pogrzebie - mówi "Życiu na Gorąco" pan Władysław.

Niedawno udał się na grób Cezarego Mocka i zapalił świeczkę, zrobił też pamiątkowe zdjęcie. Pan Władysław też jest zawodowym kierowcą i mimo emerytury wciąż pracuje. Tak jak Cezary ma córkę, z której jest bardzo
dumny (Iza ma 48 lat i jest znaną w niemieckim Baden Baden kosmetyczką) i wie, że zawsze może na nią liczyć.

Cezary Mocek przez tragiczny wypadek na drodze stracił ukochaną żonę (potrącił ją samochód, kiedy przechodziła przez pasy). Władysław Balicki pochował swoją żonę Pelagię dwa lata temu - zmarła sparaliżowana po udarze, a wcześniej przez 7 lat cierpiała na chorobę Alzheimera i była zdana tylko na lekarzy i męża.

- To były trudne lata, moja Pela myliła sól z cukrem, zapomniała nawet, że ma męża, i myślała, że jestem jej tatą. Nawet na moment nie mogłem zostawić jej samej, tak bardzo się o nią bałem - opowiada pan Władysław.

- Bywały momenty, w których modliłem się, by i mnie taki koniec nie spotkał - dodaje.

Jakby znali się 20 lat

Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy pana Władka z Cezarym - on też jest pod ogromnym urokiem Marty Manowskiej!

- Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, uznałem, że jest jeszcze ładniejsza niż w telewizji, a po rozmowie miałem wrażenie, że znamy się 20 lat! Ona idealnie nadaje się do prowadzenia tego programu, bo jest ciepła, naturalna i naprawdę zainteresowana człowiekiem - zachwyca się w rozmowie z "ŻnG".

Kiedy kończyły się nagrania do drugiej serii "Sanatorium miłości", pan Władysław żegnając się z Martą, obiecał jej, że znów odwiedzi grób Cezarego i także od niej zapali mu światełko.


Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sanatorium miłości

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »