Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Szymon Hołownia: Nie zakonnik a mąż!

Dwukrotnie był w nowicjacie u dominikanów. Jednak życie mnicha nie było jego powołaniem. Dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem.

Bardzo chroni swoją prywatność. Ostatnio jednak na Instagramie, opisując nieudane zakupy zrobione przez internet, uchylił rąbka tajemnicy. - Te okulary, w których możesz sobie np. zatańczyć "Gangnam Style", tyle że żona z córką mają ubaw, gdy zakładam, więc chyba z powodów rodzinnych zostawię - napisał Szymon Hołownia (42 l.).

Reklama

Zdanie to wywołało falę komentarzy. - To on ma żonę i córkę? - dziwili się jego fani. Mało kto wiedział, że Szymon założył rodzinę.

Na jego Facebooku jest dużo fotografii dzieci z całego świata, którym pomaga poprzez dwie fundacje. Zdjęcia córki nie ma. Nie podzielił się też informacją, że stanął na ślubnym kobiercu.

- A to jest jakiś obowiązek, że gdy się pracuje w telewizji, trzeba wydawać publiczne oświadczenia o zmianach stanu cywilnego i liczbowego rodziny? Moje życie prywatne jest z definicji prywatne - mówi z przekonaniem.

Jesienią ubiegłego roku wydał książkę "Boskie zwierzęta". - Mojej ukochanej córce Marii Franciszce, której bardzo chciałbym zostawić choć trochę lepszy świat - tak ją zadedykował. Dziewczynka wkrótce skończy dwa latka.

Dziś jest spełniony, odnalazł swoje miejsce na ziemi. A mało brakowało, by przywdział habit. W rodzinnym Białymstoku był ministrantem. - Podobało mi się bycie księdzem, zawsze dobrze czułem się w kościele, pociągała mnie liturgia - wspominał Szymon.

Po maturze wstąpił do nowicjatu u dominikanów w Poznaniu. - To było narastające przekonanie, że to jest ta droga, ten Bóg i ta przygoda - tłumaczył. Po roku jednak zrezygnował, nie do końca akceptował obowiązujące reguły, rozchorował się.

Rozpoczął karierę dziennikarską w stolicy. Pracował w "Gazecie Wyborczej", kiedy znów poczuł chęć wstąpienia do dominikanów. Jego wywiad z Heleną Vondráckovą ukazał się, gdy był już w klasztorze.

- Mnisi zastanawiali się, czy go zrobiłem stamtąd. Pamiętam, jak dzwonił do mnie Tomasz Kammel i gdy mu powiedziałem, że jestem w zakonie, rzucił słuchawką, bo myślał, że jaja sobie robię - wspominał.

Jednak nie był mu dany stan duchowny. - Inicjatywa zawsze jest po stronie Boga, to On wie, kto jest powołany, kto wybrany, kto to zniesie, a kto ma inne zadania - mówi Szymon.

Jemu przeznaczył inne cele. Jest mężem, ojcem, nadal głosząc słowo Boże.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Szymon Hołownia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje