Przejdź na stronę główną Interia.pl

Syn Jana Englerta dostał pracę w Teatrze Narodowym

Dla Jana Englerta (74 l.) była to trudna decyzja. Miał obawy, czy zatrudnienie syna Tomasza (47 l.) jako fotografa w kierowanym przez niego Teatrze Narodowym nie wywoła niepotrzebnych plotek - w zespole teatru jest już przecież jego żona Beata Ścibakówna. Zaryzykował.

Było pewne, że wspólna praca z synem z małżeństwa z aktorką Barbarą Sołtysik zbliży ich do siebie. Ostatecznie do podjęcia decyzji przekonała go ponoć obecna małżonka, która pracowała już z Tomkiem przy sztuce "Intryga" i polecała go jako fotografa.

Reklama

Jan Englert postawił wszystko na jedną kartę i podjął współpracę z synem, który fotografuje spektakle.

- Tomek ma niesamowite wyczucie - mówi "Życiu na Gorąco" aktorka Narodowego.

- Wychowywał się w rodzinie aktorów. Wie, kiedy nie przeszkadzać w pracy, a kiedy flesz aparatu nie będzie tak drażniący. Poza tym jego zdjęcia rzeczywiście w fantastyczny sposób oddają to, co dzieje się na scenie.

Jan Englert cieszy się, że syn został dobrze przyjęty przez zespół. Są blisko i wreszcie mają czas, aby porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną.

Tomasz jest jedynym synem aktora i najstarszym z czwórki jego dzieci. Z małżeństwa z Barbarą Sołtysik Jan Englert miał jeszcze dwie córki bliźniaczki - Katarzynę i Małgorzatę. Z Beatą Ścibakówną - Helenkę. Z Tomkiem łączy go podobny temperament, mają też za sobą podobne życiowe doświadczenia.

Wiele lat temu Jan Englert rozstał się z żoną. Również małżeństwo Tomasza Englerta po 13 latach rozpadło się jak domek z kart. Nie tylko ono. Zmieniło się także całe jego dotychczasowe życie. Był człowiekiem sukcesu. Mając 25 lat, został prezesem firmy, która w ciągu trzech lat stała się największym domem mediowym w Polsce.

- Awansowałem co trzy miesiące z podwyżką o sto procent. Jeździłem dobrymi samochodami, kupowałem nieruchomości - mówił w wywiadzie. Ojciec był dumny z zawodowych sukcesów syna, ale zawsze brakowało im czasu na prawdziwe męskie rozmowy. Aż w końcu dotarło do niego, że w życiu prywatnym syn nie jest szczęśliwy.

- Zobaczyłem wokół siebie pustkę. Miałem 40 lat, nie miałem dzieci, a za to dużo pieniędzy, dużo więcej, niż potrzebuję. Nie mam dla kogo ich zarabiać i na dodatek wielu rzeczy jeszcze nie przeżyłem, bo lata, kiedy wszyscy imprezowali, mnie upłynęły na pracy. Stwierdziłem, że jeśli będę tak żył dalej, umrę jako bogaty i nieszczęśliwy człowiek, który nie bardzo wiedział, po co to wszystko robi. Zrezygnowałem z pracy - tłumaczył.

Żył z oszczędności i przeżywał drugą młodość. - Skończyła się ona rozwodem i burzliwym życiem towarzysko-erotycznym. Płacę straszną cenę za błędy, ale czuję, że żyję - zdradził.

Po rozwodzie na swojej drodze spotykał różne kobiety. W końcu poznał dziewczynę, która została matką jego córki Leny. I choć dzisiaj nie są już parą, Tomasz spędza z Leną dużo czasu. - Jeśli mam wybierać między moją córką, a pracą, wybieram córkę - deklaruje.

Zawodowo zajął się fotografią. To zawód, który daje mu wielką elastyczność i po prostu to lubi. Tomasz jest teraz w nowym związku, a ojciec mocno trzyma za niego kciuki. Chciałby, aby wreszcie był szczęśliwy. Najważniejsze, że znowu są sobie bliscy.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje