Reklama

Reklama

Reklama

Sylwia Gruchała: Zaskakujące kulisy rozpadu jej małżeństwa

Florecistka i jej były małżonek spędzili razem z dzieckiem zimowe ferie. Zachowywali się, jakby znów byli rodziną. Czy jest szansa na pojednanie?

Wspólne szusowanie na nartach, zabawy na śniegu z córeczką Julią (4 l.), pozowanie do pamiątkowych zdjęć. Zimowe ferie we włoskim kurorcie Pré-Saint-Didier u podnóża Alp udały się Sylwii Gruchale (35 l.) i jej byłemu mężowi Markowi Bączkowi (31 l.) znakomicie. Florecistka wyglądała na szczęśliwą i zrelaksowaną. Czyżby zapowiadało to pojednanie pary, która rozwiodła się 14 miesięcy temu?

- Między nami jest dziś tak dobrze, że zapomniałem o epizodzie, jakim w naszym życiu był rozwód - powiedział Marek w rozmowie z jednym z magazynów.

Reklama

Jednak, jak udało się dowiedzieć "Na żywo", sportsmenka jest daleka od powrotu do byłego partnera. - Sylwia nie zamierza utrudniać Markowi kontaktów z Julką. Zgodziła się więc, by zabrał ją na ferie. Towarzyszyła im w tej wyprawie. Jednak choć dobrze się razem bawili, ona wcale nie zamierza wracać do byłego męża - zdradza gazecie koleżanka medalistki olimpijskiej.

- Ona zamknęła za sobą ten etap życia - kwituje informatorka. Rozpad trwającego zaledwie dwa i pół roku małżeństwa Sylwii i jej męża był szeroko komentowany w mediach. Piękna miłość dwójki sportowców, przypieczętowana narodzinami dziecka, wygasła w dość tajemniczych okolicznościach. Co było powodem rozstania? Czy romans Marka z byłą Miss Mazowsza, zauroczenie Sylwii innym mężczyzną, czy może coś zupełnie innego?

- Nasze rozstanie nie było spowodowane pojawieniem się osoby trzeciej, lecz traumą, jaką przeżyliśmy oboje na początku tego roku - wyznał Bączek w 2015 r. na łamach jednego z tabliodów. - Po tym, co się stało, Sylwia powiedziała, że wyjeżdża na Wybrzeże. Ta decyzja miała jej pomóc w powrocie do kariery sportowej - dodał.

Małżonek Sylwii nie chciał pogodzić się z jej odejściem. - Zamierzam walczyć o nasz związek do końca dlatego, że wciąż bardzo kocham Sylwię i nasze dziecko. Nawet jeżeli sąd orzeknie rozwód, dla mnie niczego to nie zmieni. Nadal będę ją kochał, nadal będę starał się ją odzyskać - zapewniał Marek.

Sylwia dążyła jednak do rozwodu. Jej nieprzejednana postawa dziwiła wszystkich, którzy wiedzieli, jak bardzo zależało jej na stworzeniu trwałej relacji. Porzucona przez matkę, jako 9. latka, osierocona sześć lat później po śmierci ojca, sensu życia szukała w sporcie. Ale nawet ogromne sukcesy w szermierce nie dały jej spełnienia. Prawdziwe szczęście znalazła dopiero u boku Marka.

Wydawało się, że dobrali się idealnie. Oboje są mistrzami floretu i żołnierzami, on ma stopień starszego kaprala, ona starszego szeregowego. Ich wesele miało wspaniałą oprawę ze szpalerem z szabli, przyjęciem na 200 osób i koncertem Budki Suflera. Panna młoda nosiła już pod sercem owoc ich miłości. Narodziny dziecka były najpiękniejszą chwilą. - Zawsze wiedziałam, że wygram w życiu dopiero wtedy, gdy stworzę dom. Chcę dać dziecku miłość i poczucie bezpieczeństwa - mówiła świeżo upieczona mama.

Zapewniała, że szczęście Julii jest dla niej priorytetem. - Chcę zapewnić jej inne życie, łatwiejsze od tego, jakie ja miałam. Nie wyobrażam sobie, żebym sama ją wychowywała. Dziecko powinno mieć dwoje rodziców. Życie pisze różne scenariusze, ludzie rozstają się albo żyją obok siebie. Ale ja będę z całych sił walczyła o szczęśliwą, pełną rodzinę - podkreślała.

Co takiego zaszło między nią i mężem, że nie widzi dla nich wspólnej przyszłości?

***

Zobacz więcej materiałów:


Na żywo
Dowiedz się więcej na temat: Sylwia Gruchała

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »