Zdjęcia Sylwii Gruchały i jej męża Marka Bączka, które w zeszłym tygodniu obiegły media, rzeczywiście wniosły dużo zamieszania do oczywistej, zdawałoby się, sytuacji.
Rozwodzący się małżonkowie wybrali się razem do restauracji, a tam zachowywali się tak, jakby byli na randce.
Nie pasuje to do relacji z sali sądowej, jaką złożył Marek Bączek po niedawnej rozprawie rozwodowej.
Powiedział, że żona jest nieprzejednana i dała mu do zrozumienia, że rozwód jest nieunikniony. Zapowiadał dalszą walkę o ocalenie małżeństwa, ale ze smutkiem przyznał, że nie ma wielkiej nadziei.
A tymczasem siedzą razem przy stole, uśmiechnięci, a ona nawet karmi go łyżeczką!
W rozmowie z "Twoim Imperium" Marek Bączek przyznał, że po tym wieczorze odzyskał trochę nadziei.
"Wprawdzie sprawa nie została wycofana z sądu, ale Sylwia powiedziała mi, że potrzebuje czasu" - wyznaje.
"Może zmieniła zdanie, może zrozumiała, że ją kocham. Mówię to tak często, jak tylko mogę - jej, całej naszej rodzinie, wszystkim znajomym i nieznajomym" - dodaje.
Ale ich pojednanie będzie wymagało wyjaśnienia trudnej sprawy. Od kolegi męża florecistki słyszeliśmy, że powiedział on żonie: wiem, że masz kogoś.
"Zdziwiła się, że on o tym wie, próbowała się wykręcać, twierdząc, że to tylko przyjaciel, Ale nie potrafiła zaprzeczyć faktom, że nocuje u niego. Marek nie wie, czy Sylwia go nie zwodzi. Chce wierzyć, że zrozumiała, że on nie potrafi się rozstać" - mówi informator magazynu.
Czas pokaże, czy przetrwają tę próbę.
(Agencja TVN/x-news)
Zobacz również:








