Gwiazda tvn-owskich "Faktów" dawno nie gościła na łamach kolorowej prasy. Aż do teraz. Wszystko za sprawą awantury z udziałem jej rodziców, jaka wywiązała się na warszawskim Ursynowie.
Jak czytamy w "Super Expressie", kobieta nie mogąc znieść kopiących piłkę i wrzeszczących pod jej balkonem dzieciaków, zeszła do nich z mężem i zabrała im zabawkę. Tak wywiązała się szamotanina między jednym z chłopców a tatą Justyny Pochanke.
"Chłopiec miał zostać uderzony w głowę" - relacjonuje tabloidowi Joanna Banaszewska z komendy policji.
Na miejscu pojawił się ojciec 12-latka i wezwał patrol, w tym czasie rodzice Justyny Pochanke próbowali odjechać samochodem. Wówczas mężczyzna zagrodził im drogę i zabrał ojcu Pochanke kluczyki do samochodu, "chcąc go powstrzymać przed odjazdem z miejsca zdarzenia".
"Wtedy żona starszego mężczyzny pogryzła interweniującego ojca" - mówi tabloidowi jeden z policjantów.
Co ciekawe, wersja mamy Pochanke jest nieco inna. Kobieta twierdzi, że to ona została zaatakowana przez "bandytów" i musiała się bronić. Skończyło się na pouczeniu. Żadna ze stron nie złożyła zawiadomienia.
Czyżby tabloid chciał ośmieszyć Justynę Pochanke? Na razie żadna ze stron nie wydała oświadczenia.


***
Zobacz więcej materiałów:








