Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Stenia i Władek z "Sanatorium miłości" zaręczyli się!

Tak romantycznej przygody nie przeżyła jeszcze żadna uczestniczka programu. Wystarczyło, że przekroczyła próg sanatorium Równica, a już natknęła się na Władysława Pieszkę, wdowca z Jastrzębia Zdroju.

- Zobaczyłam błysk w jego oczach - mówi podekscytowana. - Uwielbiam mężczyzn z zarostem, eleganckich, z poczuciem humoru. On taki był!

Szybko stali się nierozłączni. I, według najnowszych informacji, właśnie się zaręczyli.

Stanisława długo marzyła o takim mężczyźnie, który będzie tylko dla niej, zaopiekuje się nią.

Reklama

- Nie szukam partnera na chwilę - podkreślała od początku. - Wolę poczekać, żeby ktoś mnie poszukał, ale na zawsze! A Stenia jest niezwykle aktywna.

- Jestem rakieta, prawdziwy kobiecy dynamit - mówi o sobie. Bez względu na pogodę, spędza intensywnie czas na świeżym powietrzu. Zawsze znajduje sobie zajęcie.

- Jeśli człowiek ma jakieś smutki i troski, to zamyka się w sobie. Wtedy pogłębiają się jego problemy - tłumaczyła, bo sama tego nie chciała.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Brakuje jej rodziców, domu, ale nie chce poddawać się tęsknocie. Z zawodu jest technikiem ekonomii, pracowała na własny rachunek w rodzinnej Wrześni. Prowadziła tu restaurację, kwiaciarnię i salon ze ślubnymi sukniami.

Przez lata najważniejsi byli dla niej mąż i dwie córki. Myślała, że rodzinne ciepło nie wygaśnie, ale życie napisało smutny scenariusz. Zaczęło się od poważnego wypadku samochodowego. Cudem uniknęła śmierci. Pozostały po nim blizny na twarzy.

Potem zmarł ukochany mąż, a córki wyjechały w świat: jedna do Hiszpanii, a druga do USA. Trudno było się jej oswoić z pustym gniazdem. Wieczory spędzała z telefonem w ręku i przy komputerze, by mieć kontakt z córkami.

- Mam też 15-letniego wnuka. Mimo dzielącej nas odległości, czuję, jakbyśmy mieszkali wszyscy razem! - podkreśla teraz.

Trudną decyzją było przejście 6 lat temu na emeryturę, ale znalazła siłę na tę decyzję. - Zawsze byłam pogodna i wesoła - zdradza "Rewii".

- Ponadto jestem kobietą spod znaku Barana, typem wojowniczki dążącej do celu.

Dlatego w pełni zaczęła korzystać z zyskanego czasu. Uczestniczy w zajęciach aktorskich dla dorosłych. Ma już za sobą udany debiut sceniczny. Zaczęła też uczęszczać na ćwiczenia fitness i akademię ruchu. Jakby tego było mało, jeszcze zapisała się na kurs tańca. Ale po jego ukończeniu, musiała porzucić parkiet.

Zabrakło jej najzwyczajniej partnera, kogoś, kto poprowadziłby ją w tangu, utrzymał w silnych ramionach...

Po obejrzeniu pierwszej edycji "Sanatorium miłości", w tajemnicy przed bliskimi, zgłosiła się do programu. O tym, że została wybrana, dowiedziała się w Hiszpanii, u córki. Musiała szybko wracać do kraju, by zdążyć zabrać amulet na szczęście, kryształ górski, i czerwoną wstążkę na odczynienie złych uroków.

Powtarzała, że jedzie po miłość, po coś pięknego. Z Władkiem szykują się do ślubu!

Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sanatorium miłości

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje