Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Smutek po śmierci Jacksona

Od Sydney po Rio fani zmarłego w nocy wokalisty i tancerza Michaela Jacksona opłakują odejście "króla popu".

W Malezji mają nadzieję, że będzie zapamiętany co najmniej tak jak Księżna Diana. W Meksyku jeden z jego sobowtórów powiedział, że zmarła część jego życia. Nawet prezydent Wenezueli, Hugo Chavez, nazwał tę wiadomość "godną ubolewania", choć jednocześnie skrytykował media za poświęcanie temu tematowi zbyt dużo uwagi.

Reklama

Śmierć Jacksona natychmiast zaalarmowała media na całym świecie i wpłynęła na tematykę większości porannych programów. Tymczasem fani pogrążyli się w żałobie i przypominają o geniuszu wykonawcy, który ma swoim koncie nie tyle niezliczone przeboje, ale jest także twórcą słynnego kroku "moonwalk" oraz trendów w muzyce, tańcu i modzie.

Już w chwilę po tym, jak karetka przywiozła nieprzytomnego Jacksona do UCLA Medical Center w Los Angeles, setki ludzi zaczęło gromadzić się przed wejściem. Gdy media obiegła wiadomość, że "król popu" nie żyje - wielu zaniosło się płaczem, a inni nie mogli uwierzyć.

Na Times Square w Nowym Jorku zgromadzony tłum zaczął zawodzić, gdy na gigantycznym ekranie telewizyjnym pojawiła się informacja o śmierci artysty.

W Sydney, gdzie Jackson poślubił drugą żonę Debbie Rowe w 1995 roku, znany publicystka i specjalistka od PR-u gwiazd Di Rolle, który był gościem podczas tego wesela, a także pomagał przygotowywać trasę koncertową Jacko, nazwał go "umęczonym geniuszem".

"Był bardzo wrażliwy, cichy, bardzo nieśmiały. Był bardzo skomplikowanym, dziwnym człowiekiem, kochały go i kobiety i mężczyźni. To taki przykry dzień" - powiedziała Di Rolle.

Poranne programy w Australii w całości poświęcone były relacji śmierci wokalisty. Na przemian pokazywano zdjęcia z Los Angeles i czytano listy kondolencyjne od fanów.

W stolicy Malezji, Kuala Lumpur, gdzie w 1996 roku prawie odwołano koncert w ramach trasy "History", jako zbyt odważny dla konserwatywnego, islamskiego narodu, fani doceniają wpływ, jaki wywarł Jackson na współczesną muzykę.

"Mam nadzieję, że będzie się o nim zawsze pamiętać, jak o księżnej Dianie" - powiedział 29-letni doradca prawny, Noh Yusof. W Bogocie, 24-letni tatuażysta Michael Taruino przyznał, że rodzice nadali mu imię, aby uczcić króla popu.

Na brak miłośników Jackson nigdy nie narzekał w Japonii - która zawsze była krajem najbardziej oddanych fanów jego twórczości. Wiadomość o jego śmierci była prawdziwym szokiem. Krytyk muzyczny Michiko Suzuki, który spotkał Jacksona kilka razy w latach 80. powiedział, że kraj będzie opłakiwać artystę przez jakiś czas.

"Wszyscy naśladowali jego moonwalk, kiedy był popularnym. Jackson był prawdziwą supergwiazdą" - powiedział Suzuki.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje