Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sławomir Zapała o Polakach w Stanach: Hitem są nasi informatycy

Zanim Sławek Zapała (34 l.) został gwiazdą piosenki, przez wiele lat mieszkał w Stanach Zjednoczonych, gdzie zarabiał na życie ciężką pracą fizyczną. Dziś jest gwiazdą show "Twoja twarz brzmi znajomo".

Pamiętasz jeszcze, kim chciał być mały Sławomir?

Reklama

- Dużym Sławomirem. Wierzyłem, że będę mógł robić to samo, co robiłem wtedy, ale nikt mi nie będzie tego zabraniał. Chciałem też być Janosikiem, zbójem, który ma obok siebie piękną Marynę i nie boi się bić. I Krzysztofem Krawczykiem. Akurat to ostatnie marzenie spełniło się w programie 'Twoja twarz brzmi znajomo".

Jeśli każą Ci zgolić wąsy na potrzeby tego programu, zgodzisz się?

- Wąsów nie zgolę, ale wiem, że... nogi będę musiał. Może to i dobrze, bo docenię, ile kobiety robią, żeby się podobać. Chciałbym, żeby ilość włosów przed programem zgadzała się z ilością po programie. Każdy włos mam policzony.

Pochodzisz ze wsi Konina na Limanowszczyźnie. Czy to jest twoje miejsce na ziemi?

- Góry są bardzo bliskie memu sercu. Mój tata jest góralem, przekazał mi tę miłość. Wśród górali głośno się mówi i bardzo dużo śmieje. Tam czuję się najlepiej. Tam odpoczywam i się wzmacniam.

Zanim zaistniałeś w polskim show-biznesie, zarabiałeś na życie w USA, grając w barze oraz pracując przy azbeście. Żałujesz tamtych lat?

- Pracowałem też w firmie windykacyjnej u mojego kolegi Pawła. Ale dłużnicy zamiast oddawać pieniądze śmiali się ze mnie. Zostałem zwolniony. Jednak w życiu warto spróbować różnych rzeczy.

Jak Polacy radzą sobie w wymarzonej Ameryce?

- Na budowach dominują Meksykanie. Bardzo pracowici i radośni ludzie. Ale Polacy też sobie radzą, mają swoje firmy. Hitem są nasi informatycy i polskie pierogi. Do Polski przywiozłeś stamtąd radość i siła, żeby dbać o żonę i syna. W życiowych sprawach nie ma pośpiechu.

Jesteś aktywnym ojcem? Kąpiesz, przewijasz, niańczysz?

- Pewnie, i to z radością. To przecież kwintesencja życia. Tylko mam na to mało czasu, a chciałbym mieć więcej. Teraz prawie cały ciężar jest na mojej żonie. Świetnie sobie z tym radzi.

Czy wyobrażasz już sobie swoją pierwszą męską wyprawę z synem?

- Jak to faceci, będziemy improwizować. Męska przygoda to piękna sprawa. Na razie codziennie patrzę mu w oczy i uśmiecham się do niego. To bardzo ważne dla dziecka, żeby tata miał czas, chociaż chwilkę.

Napisałeś już dla niego kołysankę?

- Nie było takiej potrzeby. Miłość do spokojnego i mocnego snu syn odziedziczył po mnie. Poza tym śpiewam mu dużo piosenek, które przygotowuję do programu "Twoja twarz brzmi znajomo". Bardzo lubi słuchać Paula McCartneya, natomiast płacze przy piosenkach Grzegorza Turnaua.

Jesteś gwiazdorem rock polo, czyli gatunku w muzyce, który sam stworzyłeś. Czy twoja kariera wciąż jest w rozkwicie?

- Mój kalendarz koncertowy na ten rok pięknie się zapełnia. To ogromna satysfakcja dla mnie jako artysty.

Zgodziłbyś się zagrać na weselu?

- Sławomir jako prezent? Dlaczego nie, jeżeli oczywiście zostaną spełnione odpowiednie warunki. Wiem, że na weselach młodzi tańczą pierwszy taniec do mojej piosenki "Megiera". Jesteśmy po to, by dawać radość.

Pieniądze inwestujesz?

- Pieniądze zabiera mi żona. Taki mamy układ. Ona bierze kasę, a ja popularność.

Rozmawiała: Beata Banasiewicz/AKPA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje