Przejdź na stronę główną Interia.pl

Seweryn Krajewski wypiera się nieślubnej córki

Seweryn Krajewski (70 l.) opublikował na swoim Facebooku wyniki testu DNA, sugerujące, że nie jest ojcem Julitty Krajewskiej (48 l.). Kobieta twierdzi jednak, że dokument został sfałszowany.

W najczarniejszych snach nie przewidywała, że mężczyzna, którego uważa za ojca, przygotuje jej taki prezent. 29 marca, w dniu jej 48. urodzin, na profilu facebookowym piosenkarz zamieścił wynik testu z renomowanej placówki DNA Diagnostics Center z siedzibą w Fairfield w stanie Ohio (USA), z którego wynika, że prawdopodobieństwo, iż jest ojcem Julitty, wynosi zero.

Reklama

"Przedstawiam gorące i ostateczne wyniki badań DNA. Dla nieznających angielskiego zdradzę, że prawdopodobieństwo pokrewieństwa jest zerowe. Pozostaje z niecierpliwością oczekiwać na dalsze postępy tej skazanej niestety na karierę kobiety" - napisał Krajewski. Wpis zniknął z jego Facebooka.

Sąd uwierzył matce

O "córce" Seweryna Krajewskiego zrobiło się głośno w lipcu 2015 roku, kiedy kobieta udzieliła wywiadów tygodnikom "Życie na Gorąco", "Na Żywo" i opowiedziała o znajomości swoich rodziców.

Był rok 1968. 21-letni wówczas Seweryn Krajewski wraz z Czerwonymi Gitarami triumfował na festiwalu w Opolu. To wtedy poznał śliczną blondynkę o imieniu Jadwiga.

29 marca 1969 roku na świat przyszła Julitta. W marcu 1975 roku sąd w oparciu m.in. o badania krwi ustalił, że ojcem dziecka jest Seweryn Krajewski. Równocześnie pozbawił go władzy rodzicielskiej oraz zobowiązał do płacenia alimentów w wysokości 1800 złotych miesięcznie (niemal połowa ówczesnej średniej pensji). Julitta jako dorosła kobieta kilkakrotnie podejmowała próby kontaktu z ojcem, jednak wobec niechęci z jego strony, zrezygnowała.

Testy DNA, jakie przeprowadził w USA Seweryn Krajewski, każą spojrzeć na tę historię z nieco innego punktu widzenia. Muzyk daje do zrozumienia, że w 1975 roku sąd, ustalając ojcostwo, uwierzył po prostu w wersję matki - jest to skądinąd znana praktyka sądów rodzinnych z tamtych lat.

Wydając wyrok, sędzia oparł się na badaniu krwi, które w tego typu sprawach nie stanowi dziś dowodu ze względu na zbyt duże prawdopodobieństwo pomyłki. Przedstawił za to dowód niepodważalny w sądach - test DNA, który powinien ostatecznie zamknąć sprawę. A jednak wcale jej nie zamyka!

Dziecko od niego nie pochodzi

Julitta Krajewska sugeruje, że być może jej ojciec w tej sprawie został przez kogoś oszukany. Zamieszczając dokument w dniu jej urodzin, z wyraźną ironią określił ją jako "skazaną na karierę". Poza skanem dokumentu na FB pojawiło się zdjęcie, na którym Seweryn Krajewski - mniej więcej w 1968 roku - składa autografy stojącym wokół niego fankom.

To wyraźna sugestia, że jedna z nich (choć niekoniecznie z tych na zdjęciu) udowodniła przed sądem nieprawdę, że Krajewski był ojcem jej córki. Pozostaje pytanie, dlaczego Seweryn Krajewski dopiero po tylu latach od sprawy zdecydował się na test DNA.

Odpowiedzi można szukać w Art 78. Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: "Mężczyzna, który uznał ojcostwo, może wytoczyć powództwo o ustalenie bezskuteczności uznania w terminie sześciu miesięcy od dnia, w którym dowiedział się, że dziecko od niego nie pochodzi".

To jest sfałszowany dokument

Julitta Krajewska mieszka w Wielkiej Brytanii, pracuje jako księgowa. Po sławnym ojcu odziedziczyła talent muzyczny i w domowym zaciszu lubi śpiewać i grać na fortepianie. Krótkie nagranie, które zamieściła na swojej stronie internetowej, stało się przyczynkiem do kpin Krajewskiego, że jest ona łaknącą kariery piosenkarką.

Córka gwiazdora przyzwyczaiła się już do tego, że zamiast miłości ojciec ma jej do zaoferowania obojętność. Jednak wrogość, skierowana w jej stronę, jaką wyczytała z jego internetowej wypowiedzi, boleśnie ją ugodziła. Nie mogła więc pozostać obojętna...

- Na jego stronie został zamieszczony tekst o wynikach DNA i również zdjęcie raportu DNA. Chcę sprostować, że jest to nieprawdziwy raport. Ja nigdy nie dokonywałam testu DNA z moim ojcem, pomimo że sugerowałam mu to parę razy - twierdzi Julitta w rozmowie z magazynem "Na Żywo".

- To jest sfałszowany dokument, może jakiś wydruk z internetu. Ja nikomu nie podawałam żadnej próbki do badania DNA - podkreśla. Jak piosenkarz wszedł w posiadanie próbek, które miały należeć do Julitty? - Obawiam się, że mój ojciec został oszukany przez kogoś, kto chciał zyskać finansowo na tej sytuacji. Jeszcze raz zapraszam ojca do przeprowadzenia wspólnego testu DNA.

Czy muzyk zgodzi się wreszcie poddać wiarygodnym testom, które raz na zawsze rozwiałyby wszelkie wątpliwości? Julitta zapewnia, że nie pragnie niczego więcej. Jedynie prawdy, która może ocalić i ją, i jej ojca.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje