Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl
Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »

Scarlett Johansson ma polskie korzenie!

Woody Allen powiedział o niej, że "jest tak seksowna, że powinni ją aresztować". Pomimo że Scarlett Johansson (25 l.) zwykle gra odważne, wyzwolone kobiety i na ekranie emanuje erotyzmem, tak naprawdę jest romantyczką.

Twierdzi, że nie może żyć bez miłości. Już od 2 lat jest szczęśliwą żoną aktora Ryana Reynoldsa. Żyje w harmonii z własnym ciałem. Ale okazuje się, że symbol seksu też ma wady...

Reklama

W USA okrzyknięto Cię wzorem dla młodych kobiet. Czy to duże wyróżnienie?

Scarlett Johansson: - Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam. Chyba nie tym, że wspierałam Obamę...

Przecież jesteś kobietą sukcesu i choćby dlatego warto Cię naśladować.

S.J.: - Owszem, osiągnęłam wiele jak na swój wiek, ale nie jestem kimś, kogo nie można zastąpić. Do tej pory miałam szczęście, ale jak będzie dalej, czas pokaże. Zrobiłam karierę, bo byłam we właściwym miejscu w odpowiednim czasie. I to cały sekret mojego sukcesu...

Sukces sprawił pewnie, że Twoje życie toczy się w oszałamiającym tempie?

S.J.: - Lubię pracować, ale nie chciałabym, żeby praca kradła mi młodość. Najważniejsze jest życie, które chcę czuć, smakować, chcę się nim cieszyć. Mam zresztą wystarczająco dużo pieniędzy, żebym nie musiała pracować.

Co jest dla Ciebie największą atrakcją w życiu, pieniądze i seks?

S.J.: - Lubię pieniądze i seks, a także papierosy, alkohol, lody. Lubię wyzwania, które przynosi zawód, życie codzienne. Najważniejsze, by życie było kolorowe i aktywne, wtedy jest atrakcyjne.

A co jest motorem Twojego życia?

S.J.: - Miłość. Bez niej nic nie miałoby sensu. Ona sprawia, że czuję się szczęśliwa, aktywna.

Już od 2 lat jesteś żoną aktora Ryana Reynoldsa. Czym jest dla Ciebie małżeństwo?

S.J.: - Dodatkiem do miłości. Wiara w miłość wystarczyła, żeby postawić na małżeństwo.

Jak się czujesz w roli symbolu seksu XXI wieku?

S.J.: - Nie mam nic przeciwko tego typu rankingom, tym bardziej, że mimo moich wad, nie narzekam na swój wygląd i generalnie żyję ze sobą w harmonii...

Jakich wad?!

S.J.: - Mam za duży nos i nie jestem zbyt wysoka. A moją zaletą jest biust. Co najważniejsze, nie jest dziełem chirurga plastycznego.

Swego czasu gazety pisały o Twoim romansie z Woodym Allenem. Ile jest w tym prawdy?

S.J.: - Ani trochę. Dziennikarze w poszukiwaniu sensacji porównali naszą relację do romansu Arthura Millera i Marilyn Monroe. Bardzo cenię Woody'ego, uwielbiam z nim pracować, ale nigdy nie weszliśmy do tego samego łóżka. W gazetach ciągle wypisują jakieś bzdury na mój temat. Wystarczy wyjść z domu. Ktoś robi zdjęcie, ktoś inny wymyśla historię i sensacja gotowa. Nigdy nie przejmowałam się takimi głupotami, bo życie jest zbyt krótkie.

Czy prawdą jest, że w Twoich żyłach płynie polska krew?

S.J.: - Tak. Moi przodkowie, wywodzący się z polskich Żydów, emigrowali z Polski w czasie II wojny światowej. Pamiętam z dzieciństwa rozmowy mamy o naszych polskich korzeniach, chociaż obie jesteśmy całkowicie związane z tradycją i kulturą amerykańską, w której się wychowałyśmy. Dodam, że po ojcu jestem Dunką i takie też mam nazwisko. Ale w Ameryce przedstawiam się jako "Dżohanson", a nie "Johansson". Niemniej pamiętam o swoich korzeniach i jestem z nich bardzo dumna...

Rozmawiał: Bogdan Kuncewicz

(nr 34)

Na Żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: scarlett johansson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje