Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Leszczyński ma przeprosić Isis Gee

Robert Leszczyński i tygodnik "Wprost" mają przeprosić piosenkarkę Isis Gee i zapłacić jej 100 tys. zł za podanie plotki, jakoby zmieniła płeć z męskiej na żeńską. Taki wyrok wydał w czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie, uwzględniając pozew wokalistki.

Leszczyński w artykule pt. "Zemsta za Kosowo" pisał o reprezentantce Polski na konkurs Eurowizji w Belgradzie. Przypominając amerykańskie bombardowania miasta z 1999 r., napisał, że na ten konkurs wysłaliśmy Amerykankę.

Reklama

"Nie zbombardowaliśmy wprawdzie tym samym telewizyjnej wieży, lecz wprowadziliśmy tam agenta prowokatora. Mowa o tyleż kontrowersyjnej, co nijakiej artystycznie Isis Gee. Przeszłość tej 36-latki z Seattle zaczyna się w roku 2004, kiedy przeprowadza się do Warszawy. Choć od dzieciństwa ponoć udzielała się artystycznie, jej historia jest jak biała karta - nikt nigdy nie słyszał w USA o takiej wokalistce. Jak głosi plotka, czy już raczej tajemnica poliszynela - przyczyną może być fakt, iż takiej kobiety nigdy wcześniej nie było" - napisał autor artykułu.

"Jak głoszą plotki, a potwierdzają to oczy i intuicja, Polska, uważana na Zachodzie za kraj homofobów, wysyła na Eurowizję transseksualistkę.

Mając na uwadze sukces izraelskiego transseksualisty sprzed dziesięciu lat, mamy wreszcie szansę zaistnieć na tym festynie kiczu" - zakończył (ostatecznie Isis Gee zajęła ostatnie miejsce).

Tamara Wimer (która występuje pod tym pseudonimem) pozwała wydawcę tygodnika i autora, żądając od nich przeprosin i 100 tys. zł zadośćuczynienia. Pozwani wnosili o oddalenie pozwu.

Na mocy wyroku wydawca "Wprost" oraz Leszczyński mają na swój koszt zamieścić w tygodniku przeprosiny Isis Gee za podanie nieprawdziwych informacji o rzekomej zmianie płci. Mają też zapłacić jej 100 tys. zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami oraz zwrócić jej 9 tys. zł kosztów procesu.

Sąd uznał, że rozpowszechniając plotkę

o zmianie płci piosenkarki, bezprawnie i z winy umyślnej naruszyli oni takie jej dobra osobiste, jak godność i prawo do prywatności.

"Strefa intymna powódki stała się przedmiotem kpin" - mówiła sędzia Krystyna Gromek w ustnym uzasadnieniu wyroku. Podkreśliła, że prawo do prywatności jest chronione, a Wimer nie wyraziła zgody na pisanie o jej intymnych sprawach.

Sędzia zwróciła uwagę, że sam Leszczyński przyznał, iż rozpowszechnił plotkę, kierując się tym, że Isis Gee reprezentowała Polskę w konkursie. Sąd uznał, że plotka nie może korzystać z ochrony prawnej, a łączenie jej rozpowszechniania z działalnością artystyczną powódki jest niesłuszne.

"Rozpowszechniając plotkę, pozwani powinni się liczyć z konsekwencjami" - dodała sędzia. Według sądu, nic ich nie usprawiedliwia, bo nie działali w interesie społecznym, lecz z chęci zwiększenia nakładu tygodnika.

Zdaniem sądu, wskutek inkryminowanej publikacji ucierpiał wizerunek Isis Gee, która rzetelnie oszacowała wysokość poniesionych szkód. Żądane 100 tys. zł zadośćuczynienia sąd uznał za kwotę adekwatną do wyrządzonej krzywdy. Sąd doliczył do tej kwoty odsetki, licząc je od złożenia pozwu w lipcu 2008 r.

Zarazem sąd uznał, że w ramach dozwolonej krytyki mieściły się sformułowania artykułu oceniające zdolności muzyczne piosenkarki.

Wyrok jest nieprawomocny, można się od niego odwołać do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Na jego ogłoszeniu nie stawił się nikt ani od powódki, ani od pozwanych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL