Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rinke Rooyens nie może poradzić sobie z przeszłością! Jego matka...

Rinke Rooyens (46 l.), producent telewizyjny i były mąż Kayah, na łamach "Twojego Stylu" opowiedział o tragedii sprzed lat. Do dziś gnębią go telefony od matki, która popełniła samobójstwo.

17 lat temu zamienił Rotterdam na Warszawę. Choć zadomowił się tutaj na dobre, nie czuje się szczęśliwy. Wielka miłość i 5-letnie małżeństwo z Kayah odeszły w przeszłość, do tego nie ma przyjaciół, a jego jedyną rodziną jest firma producencka Rochstar.

Reklama

- Nie udało mi się zbudować tej prawdziwej, w życiu prywatnym. Bo sam jestem z takiej rodziny, w której się nie udało i nie wiem, jak to się robi - mówi w wywiadzie dla "Twojego Stylu".

Jego mama była aktorką, ojciec reżyserem i producentem telewizyjnym, najsłynniejszym w Holandii. Niestety, rodzice rozwiedli się, gdy miał 6 lat. Odtąd częściej niż w domu przebywał w garderobie mamy lub studiu telewizyjnym ojca. Show-biznes nie miał przed nim tajemnic.

Jako nastolatek wystąpił w przedstawieniu przygotowywanym na otwarcie igrzysk w Los Angeles i zagrał w spektaklu w Paryżu, szybko poznając smak sukcesu.

To wtedy po raz pierwszy zobaczył zachwyt i dumę w oczach swojej mamy. - Postanowiłem zostać reżyserem, bo chciałem to samo zobaczyć w oczach ojca - mówi.

Mama go uwielbiała, a on nie umiał tego docenić, zwłaszcza że kobieta przez lata coraz bardziej pogrążała się w depresji.

Gdy miał 18 lat, popełniła samobójstwo. Rinke do dziś ma wyrzuty sumienia. - Wcześniej tamtego dnia dzwoniła do mnie kilka razy, a ja nie oddzwoniłem. Być może gdybym się z nią spotkał, to by nie nastąpiło? Z drugiej strony mama była już w takim stanie psychicznym, że pewnie jeśli nie tego dnia, to innego.

O uznanie ojca zabiega do dziś. - Lecę do Holandii na wielką imprezę. Jego 75. urodziny. I chcę tam powiedzieć, że dziecko potrzebuje poczucia, że ojciec jest z niego dumny. A mój nie był w stanie tego okazać. I z jednej strony to jest smutne. Ale z drugiej to właśnie pcha mnie przez całe życie - mówi.

Od kilku lat Rinke Rooyens nosi się z zamiarem wystawienia w Polsce wielkiego musicalu. Byłaby to muzyczna opowieść o Lechu Wałęsie i czasach "Solidarności". Powstał już nawet szkic scenariusza. - Napisałem go z ojcem - zdradza z dumą.

Dowiedz się więcej na temat: Rinke Rooyens

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje