Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Richardson szczęśliwa, że udało się wrócić do TVP!

Monika nie kryje zadowolenia z tego, że udało się jej z powrotem wkręcić do telewizji i to od razu w pakiecie ze Zbyszkiem...

Serial pt. "Monika Richardson kręci się po korytarzach na Woronicza" zaczął się już kilka miesięcy temu. Obrotnej celebrytce udało się w końcu wychodzić u prezesów nową fuchę.

Reklama

Z racji tego, że nie było chętnych na wspólne prowadzenie z nią porannego pasma śniadaniowego, wkręciła znanego aktora Zbyszka Zamachowskiego, który wytrzymuje z nią także po godzinach pracy.

Mimo, że pierwsze komentarze po ich debiucie na wizji nie były zbyt przychylne, Richardson przekonuje, że świetnie im idzie i tworzą wspaniały duet. Choć nie omieszkała w rozmowie podkreślić swoje telewizyjne obycie i wytknąć nieporadność ukochanego.

"Jesteśmy dosyć poruszeni naszym 'debiutem'. Ja wprawdzie nie czułam się debiutantką, ale Zbyszek miał potężny stres i cieszę się, że na końcu saldo wyszło na plus. Starałam się być dla Zbyszka jak największym wsparciem" - wyznaje w rozmowie z "Faktem".

Wysokie wynagrodzenie najwyraźniej zmieniło stosunek Moniki do publicznego nadawcy, na którego nieźle nadawała ostatnimi czasy. Groziła przecież, że jej noga więcej w "Dwójce" nie postanie, bo w TVP ludzie się duszą! Widocznie nieco przewietrzono telewizyjne studia, bo Monika nie ma już najmniejszych problemów z łapaniem powietrza i dla odmiany... zachwalaniem TVP.

"Jestem szczęśliwa, że wróciłam. TVP to moja stacja macierzysta i wciąż znam w niej wielu wspaniałych fachowców, dzięki którym powstają dobre i wybitne programy. To prawda, że nie byłam i nie jestem bezkrytyczna wobec 'stacji-matki', ale po prostu klakierstwo nigdy nie było mi bliskie" - wyznaje.

Oczywiście Monika zauważa, że Zbyszek wypadł nieco drętwo, ale to podobno dlatego, że nie ma potrzeby udowadniania nikomu, że jest wygadany. Obyta Richardson zapewniła jednak, że będzie pracować nad Zbyszkiem, aby nieco bardziej się rozgadał.

"Zawsze dużo można poprawić, a my się dopiero rozkręcamy..." - zagroziła na koniec.

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama