Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pożegnalny koncert Violetty Villas

Przed Violettą Villas (73 l.) ważne, a być może najważniejsze wydarzenie w jej życiu - pożegnalny koncert w Kielcach, w trakcie którego odbierze przyznany przez Ministra Kultury medal Gloria Artis i zaśpiewa z Magdą Welc, zwyciężczynią programu "Mam talent".

Artystka jeszcze trzy lata temu, podczas swoich 70. urodzin zapowiadała, że nie zamierza kończyć kariery. - Zobaczycie mnie na wielu koncertach - obiecywała. Jednak postępująca choroba, która nie pozwala piosenkarce swobodnie się poruszać, zmusiła ją do podjęcia ostatecznej decyzji. W tym roku mija 50 lat, odkąd pojawiła się na scenie.

Reklama

- Wystarczy - mówiła pani Violetta. Jednak zakończenie kariery bez pożegnania z publicznością to nie w jej stylu. Postanowiła w uroczysty sposób podziękować fanom za to, że byli z nią przez te wszystkie lata i wybrała szczególną datę - 14 lutego, Dzień Zakochanych.

- Może dlatego, że całe życie śpiewała piosenki o miłości. Lubiła ten temat - mówi Zbigniew Rabiński, przyjaciel artystki.

Violetta Villas swój ostatni koncert zatytułowała "Ja już taka jestem". - Aby na dobre uciąć drwiny i komentarze na swój temat. Bo nikt tak jak ona nie doświadczył wielkiego dobrodziejstwa, jakim jest niespotykany talent, i wielkiego nieszczęścia, jakim jest ludzka zawiść - słyszymy.

Głosem pani Violetty zachwycał się cały świat. W Polsce jednak częściej mówiło się o dziwactwach artystki - strojach, fryzurze, rodzinnych konfliktach. Violetta Villas wyróżniała się od pozostałych gwiazd estrady. Zaczynała na festiwalu w Sopocie, zachwycając pięciooktawowym głosem, koncertowała w USA. Śpiewała z Frankiem Sinatrą, Paulem Anką, Barbrą Streisand. Jej suknie projektował dom mody Diora. Wzbudzała wiele kontrowersji, nigdy jednak nikogo nie skrzywdziła.

- Uszanujmy to, nie dokuczajmy tej kobiecie, która naprawdę jest osaczona - apelował kilka lat temu niezrównany popularyzator muzyki Bogusław Kaczyński, który w swoich muzycznych programach nie szczędził piosenkarce pochwał.

- Nikt tak dobrze jak ona nie wie, ile cierpień i pułapek niesie scena. Jaką cenę trzeba zapłacić za wielki talent i popularność. Nic dziwnego, że się od tego zdystansowała, uciekła od ludzi, stała bardziej nieufna - tłumaczy Zbigniew Rabiński.

Miesiąc temu zmarł brat pani Violetty, z którym miała bardzo dobry kontakt. I choć Ryszard Cieślak był najbliższą jej osobą, nie zjawiła się na pogrzebie. Tłumaczyła, że nie chce wzbudzać sensacji swoją obecnością...

Wiadomo już, że nikt z rodziny (nawet syn) nie zasiądzie na widowni w kieleckim domu kultury. Jedyną osobą, która nie opuściła artystki, jest Elżbieta Budzyńska, jej opiekunka i przyjaciółka. Pani Violetta od kilku miesięcy intensywnie przygotowywała się do ostatniego koncertu. Nie może stać o własnych siłach, więc postanowiła, że wystąpi na siedząco. Zaśpiewa swoje największe przeboje: "Przyjdzie na to czas", "Do ciebie mamo".

Oddana publiczność po raz kolejny nie zawiodła - bilety błyskawicznie się sprzedały. Organizatorzy stwierdzili, że nie muszą zapraszać innych wykonawców. Jedyną osobą, która zaśpiewa z panią Violettą na scenie, będzie zwyciężczyni programu "Mam talent", 12-letnia Magda Welc.

Dlaczego to ona ma zaśpiewać przeboje wielkiej divy? Pani Violetta dobrze pamięta moment, w którym zaczynała śpiewać, i to, jak bardzo wierzyła, że jej praca i głos zostaną docenione. Magda jest na początku swojej wokalnej drogi i potrzebuje nie tylko wsparcia, ale też dobrych rad.

- Wiem, że piosenkarka ma dla niej kilka wskazówek. Chce przestrzec dziewczynkę przed tym, co może ją spotkać, jeśli okaże się zbyt łatwowierna. I bardzo wierzy, że jej piosenki dadzą dziewczynce siłę... - zdradza przyjaciel pani Violetty.

AK

(nr 6)

Dowiedz się więcej na temat: Violetta Villas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje