Doniesienia o transferze Roberta Lewandowskiego za ocean wywołały wielkie poruszenie w naszym kraju. Zaledwie kilka dni temu nasz napastnik został zaprezentowany w barwach klubu z Chciago na oficjalnej konferencji prasowej. Uwadze mediów nie umknęło to, że podczas prezentacji Roberta zabrakło jego żony Anny Lewandowskiej, która w tym czasie doskonale bawiła się na koncercie w Warszawie.
Teraz kibice zastanawiają się, jak Lewandowski poradzi sobie w nowym klubie i z niecierpliwością wyczekują jego debiutu na boisku.
To nie były plotki ws. Lewandowskiego. Zanosiło się od dawna
Najnowsze doniesienia są jednak takie, że ludzie będą musieli poczekać nieco dłużej na pierwszy mecz Lewego w barwach klubu z Chicago.
Właśnie ogłoszono, że najbliższy mecz z Vancouver Whitecaps został przełożony.
"Mecz został przełożony ze względu na złą jakość powietrza, spowodowaną dymem z pożarów lasów w Kanadzie, który dotarł do Chicago" - poinformowano w mediach społecznościowych klubu.
Kibice spodziewali się takiego obrotu spraw. Zanosiło się na to od dawna. Eksperci widzą w tej sytuacji szanse dla Roberta Lewandowskiego. Polak będzie miał nieco więcej czasu by zadomowić się w nowym miejscu.
"To jedyna rozsądna decyzja. Wiadomo, że wszyscy czekaliśmy na debiut "Lewego", ale skoro normalny człowiek nie jest w stanie funkcjonować w tych warunkach - to trudno oczekiwać, by piłkarze mogli zagrać. To nie miało sensu. A sam Robert będzie miał więcej czasu na aklimatyzację. Szkoda tylko, że nie dało się przełożyć spotkania na jutro. Drużyna Vancouver tu jest, stadion jest wolny, przyjechali kibice. Warunki mają jutro znacząco się poprawić. Nie rozumiem, dlaczego przełożono mecz dopiero na 6 października" - komentuje w rozmowie z "Faktem" Daniel Bociąga, dziennikarz Polskiego Radia WPNA z Chicago.

Zobacz też:
Robert Lewandowski zabrał głos ws. swojej decyzji. Wiedział, że nie będzie łatwo








