Trzepiecińska wcale nie miała zostać aktorką. Jej pierwszym wyborem było co innego
Joanna Trzepiecińska ma na swoim koncie kilkadziesiąt ról, ale największą popularność przyniosła jej bez wątpienia Alutka z "Rodziny zastępczej".
Związana z Teatrem Polskim w Warszawie i występująca w spektaklach wyjazdowych aktorka początkowo miała na siebie zupełnie inny plan.
Jej pierwszą stycznością ze sztuką była bowiem muzyka. Trzepiecińska ukończyła szkołę muzyczną w klasie fortepianu i średnią w klasie fletu, a poza tym śpiewała przy różnych okazjach. Studia aktorskie wcale nie były więc jej pierwszym wyborem.
"Raczej wszystko wskazywało na to, że będę muzykiem. Ale szkoła muzyczna to wspaniała szkoła dla utalentowanych (...). To jest trudna szkoła w ogóle, bo to jest szkoła zawodowa. Tego zawodu zaczynamy się uczyć bardzo wcześnie, więc to jest szkoła wymagająca. Ja akurat miałam to szczęście, że odnosiłam sukcesy, a przy okazji miałam wspaniałych profesorów. Spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy otwierali przede mną drzwi kolejnych obszarów sztuki" - mówiła w rozmowie z Polskim Radiem RDC.
To Jan Englert wypatrzył Trzepiecińską. Od razu zwrócił się do jej rodziców
I to właśnie owo obcowanie ze sztuką jako taką okazało się dla niej najcenniejsze.
"To jest naturalne, że (...) [uczniowie - przyp. aut.] szkoły muzycznej uczą się w ten specyficzny sposób, że bardzo wcześnie dowiadują się o balecie, o teatrze, o filharmonii. Ja wzrastałam dzięki tej szkole w artystycznym (...) [środowisku]" - opowiadała.
Wszystko zmieniło się po jednym z konkursów recytatorskich, w którym brała udział, będąc w szkole średniej. To właśnie tam zwróciła uwagę Jana Englerta.
"Zapytał wtedy moich rodziców, którzy również byli na tym konkursie, czy nie myśleli o tym, żeby córka spróbowała zdawać egzaminy do szkoły teatralnej. Tak do końca nie myśleli. Córka pomyślała i się stało. I zdała" - wyjawiła z uśmiechem Trzepiecińska.
Spektakl dyplomowy zagrała zresztą pod skrzydłami wspomnianego reżysera na deskach teatru, z którym jest związana zawodowo od kilkunastu lat.
I wydaje się, że 60-latka ani myśli o zakończeniu kariery.
Trzepiecińska wprost o zakończeniu kariery. "Życie weryfikuje"
Trzepiecińska postawiła sprawę jasno już na początku ubiegłego roku.
"Ja myślę, że życie to [kiedy zakończyć działalność zawodową] weryfikuje. Przychodzi moment, gdy kończą się propozycje i wtedy są dwa rozwiązania: rzeczywiście dać szanse innym albo zrobić coś samemu, bo ja zawsze twierdzę, że jak praca do nas nie przychodzi, to mamy wiele możliwości, aby samemu coś wykreować" - mówiła w wywiadzie dla ShowNews.pl.
Według niej aktor zawsze znajdzie sobie miejsce, bez względu na to, w jakiej kondycji czy wieku akurat jest.
"To jest tak szczęśliwy zawód, że młodość, która wydaje się atutem, ona rzeczywiście w pewnym momencie życia atutem jest, ale aktorzy są też potrzebni i starzy, i siwi, i grubi, i chudzi (...)" - dodała.
Zobacz też:
Trzepiecińska przeżywa trudne chwile. Aktorka potwierdziła smutne doniesienia
Zostawił Joannę Trzepiecińską dla... własnej żony. Maria Pakulnis wybaczała mu skoki w bok
Trzepiecińska mocno o koleżankach poprawiających urodę. Pójdzie im w pięty?








