Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotr Cyrwus: Przerwane szczęście aktora

Gdy przezwyciężył małżeńskie kryzysy i, wspólnie z ukochaną, zaczął cieszyć się pracą na warszawskiej scenie, jego świat niespodziewanie runął...

Jeszcze kilka tygodni temu Piotr Cyrwus (57 l.) wydawał się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Z żoną, również aktorką, Mają Barełkowską, wspólnie przeżywali drugą młodość, z dumą podkreślając, że idą razem przez życie od ponad 30 lat.

Reklama

Zawodowo też nie mogli narzekać, szczególnie po tym, jak przez lata związani z Krakowem zdecydowali się przyjechać do stolicy, gdzie zasilili zespół Teatru Polskiego. Niestety, dobra passa nie trwała długo. Kto się do tego przyczynił?

Ostatnie lata upłynęły Piotrowi pod znakiem szczęścia. Gdy artysta dostał pracę w Teatrze Polskim, poczuł, że spełniło się jego wielkie marzenie. Sen z powiek spędzał mu fakt, że on funkcjonuje w Warszawie, a żona w Krakowie. Martwił się, czy odległość nie zniszczy ich miłości.

- Gdy zadomowił się już w nowych warunkach, namówił dyrektora Andrzeja Seweryna, żeby zaangażował również Maję - zdradza informator "Na żywo". Artysta przychylił się do jego prośby i wkrótce rodzina się połączyła. Dla małżonków miało to ogromne znaczenie - było rodzajem symbolicznego powrotu do początków kariery obojga.

Para poznała się na egzaminach w krakowskiej PWST, zaraz po ukończeniu studiów w 1984 r. zaangażowała się do... Teatru Polskiego. Jednak po roku zostali zwolnieni przez ówczesnego dyrektora. Było im trudno, bo Maja spodziewała się dziecka. Wkrótce mogli się pochwalić gromadką pociech - Mateuszem, Łukaszem i Anną Marią.

Praca młodych rodziców stała się w naturalny sposób podporządkowana życiu rodzinnemu. Niestety, zajęci wiązaniem końca z końcem przestali dostrzegać siebie, pielęgnować łączące ich uczucie. To wszystko sprawiło, że w ich związku pojawiły się kryzysy, na tyle poważne, że obawiali się, czy je przezwyciężą.

- Nie było idealnie. Oboje z żoną mieliśmy chwile, kiedy chcieliśmy wszystko rzucić. Nieraz zastanawiałem się, czy dla wigilijnego karpia, którego tak miło zjeść w rodzinnym gronie, warto męczyć się ze sobą cały rok - pytał sam siebie Cyrwus. I dodał: "Jednak warto. Tak uważam. Mimo że miłość się zmienia i po wielkiej fascynacji przychodzi rutyna i przyzwyczajenie. Też to przerabiałem".

Robił co w jego mocy, by uratować małżeństwo. Zaprosił ukochaną na egzotyczną wyprawę do Rosji i Chin, tylko we dwoje. - Koleją transsyberyjską dotarliśmy na Syberię. Byliśmy nad jeziorem Bajkał. Spaliśmy w namiocie na pustyni Gobi. Przygód mieliśmy co niemiara. Okazało się, że moja żona może egzystować bez prysznica, wygodnego łóżka, i całkiem nieźle sobie radzi - żartował aktor.

Zresztą powodów do radości zaczął mieć więcej - małżonkowie zbliżyli się do siebie, a gdy ich dzieci wyfrunęły z gniazda, spędzali razem więcej czasu. - Wyjazd do Warszawy był dla nich wyzwaniem. Cieszyli się na ten krok - zdradza źródło "Na żywo".

Niestety, na początku września ich świat nagle runął. To wtedy usłyszeli, że dyrektor Seweryn nie chce już z nimi dłużej pracować. Teraz, u progu jesieni życia, muszą zaczynać wszystko od nowa. Dobrze, że mają siebie...

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Piotr Cyrwus

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje