Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotr Cyrwus od 30 lat podziwia żonę! Dużo jej zawdzięcza!

Piotr Cyrwus (56 l.) pochodzi z Podhala i tęskni za górami. Gwiazdor serialu "Klan" uwielbia też Warszawę. Zawsze u jego boku, niezależnie od miejsca, jest żona – Maja Barełkowska (55 l.)


Reklama

Dziś Piotr Cyrwus jest szczęśliwym mężem, ojcem i dziadkiem. Jak sam mówi, popełniał w życiu błędy, ale zawsze miał szansę je naprawić. Wiele zawdzięcza swej ukochanej żonie, także aktorce, Mai.

W szczerym wywiadzie opowiada o małżeństwie, oraz o tym, jak czuje się w roli dziadka! 

Żonę poznał pan w szkole aktorskiej. Czym zwróciła pana uwagę? 

Maja fascynowała mnie od samego początku. Była prymuską. Do szkoły teatralnej w Krakowie dostała się za pierwszym razem z pierwszą lokatą. Była gwiazdą, choć nie lubię tego słowa. Oczywiście zwróciła moją uwagę urodą. Zawsze szalenie mi imponowała. To była i jest prawdziwa artystka, świetna aktorka. A przy tym piękna i niezwykle mądra kobieta, zorientowana w poezji, literaturze, sztuce czy filozofii. Wiele dzięki niej się nauczyłem.

Przez ponad 30 lat obyło się bez kryzysów małżeńskich? 

Od kiedy ta instytucja istnieje, zawsze były problemy. Z żoną mieliśmy różne momenty w życiu, zmienialiśmy się, dojrzewaliśmy. Jesteśmy razem od czasu studiów i cieszę się, że wciąż trwamy w naszej relacji. Staramy się, żeby nasz związek był dobry, żebyśmy mogli dawać świadectwo. Nie istnieje żaden sekret udanego małżeństwa, to wspólna ciężka praca. Wiele zależy od umiejętności dogadania się. Ważne jest, by mieć wspólne cele. Czasem się sprzeczamy na tematy zawodowe, o poglądy polityczne czy wychowanie dzieci. Ale trzymam się zasady, że nie kładę się spać, jeżeli się z Mają nie pogodzimy.

Pana rodzinny dom był tradycyjny. U boku żony musiał pan uczyć się partnerstwa?

Tata był kuśnierzem, rolnikiem, a mama prowadziła dom. W moim rodzinnym Waksmundzie do lat 50. można się było żenić tylko z panną z okolic, żeby nie dzielić ziemi, a raczej łączyć majątki. O małżeństwie decydowały głównie względy ekonomiczne. Z moją żoną, poznanianką z urodzenia, musieliśmy wypracować nasz własny model związku. Ludzie czasem myślą, że zakochanie wystarczy, żeby zbudować dobre partnerskie małżeństwo. To jest kwestia podjęcia decyzji, ale i konsekwentnego w niej trwania. Do tego trzeba dojrzeć i dobrze się rozumieć.

Dzieli pan życie między Kraków i Warszawę. Gdzie czuje się pan lepiej? 

Przywiązuję się w szczególny sposób do teatru, w którym pracuję. Kiedy byłem w Łodzi, to nic nie istniało dla mnie poza Teatrem im. Jaracza. W Krakowie liczył się Teatr STU czy Teatr Stary. Teraz Teatr Polski w Warszawie. To on nadaje sens mojemu zawodowemu życiu.

Wartości wyniesione z domu przekazał pan dzieciom?

Pismo mówi: trzeba wyjść z domu ojca, żeby odnaleźć siebie i własne wartości. Nie jesteśmy własnością rodziców, ani nasze dzieci nie są naszą własnością, muszą sobie życie układać według swojego punktu widzenia. My możemy być jedynie drogowskazami moralnymi.

Nadał pan dzieciom biblijne imiona: Mateusz, Łukasz i Anna Maria. To chyba nie przypadek? 

Jestem katolikiem. Łatwo się zadeklarować, ale trudniej dawać świadectwo. Trzymam się słów Jana Pawła II, że artysta ma pokazywać piękno człowieka i świata. I tym ma inspirować ludzi. Nie chcę być mentorem, sam się potykam, upadam. Zadaję sobie pytania, na ile jestem skoncentrowany na sobie, a nie na Bogu czy bliźnich? Nikt nie rodzi się świętym, może się nim dopiero stać przez swoje wybory.

Ma pan dwoje wnuków: 5-letniego Henia i 3-letnią Zosię. Smakuje panu rola dziadka?

Uwielbiam moje wnuki. Jestem szczęśliwy, że je mam. Ale to mit, że jako dziadek mogę je tylko rozpieszczać. Kiedy z nimi zostaję, to czuję jeszcze większą odpowiedzialność. Tylko siły mam mniejsze niż kiedyś.

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Cyrwus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje