Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pies Kozłowskiego szuka nowego pana

Po śmierci Macieja Kozłowskiego stan psychiczny Morusa pogarsza się z dnia na dzień.

Aktor zmarł 11 maja 2010 r. po długiej chorobie, zostawiając żonę Agnieszkę, rodzinę i przyjaciół. Okazuje się, że za Maćkiem tęskni także jego pies. Kozłowski pomagał nie tylko bezdomnym z poznańskiej fundacji, ale również zwierzakom.

Reklama

"Był wielkim społecznikiem, człowiekiem o ogromnym sercu" - opowiada "Rewii" znajomy aktora. "Wspierał domy dziecka czy kampanie na rzecz chorych na nowotwór. Nie był mu obojętny także los bezpańskich zwierząt. Oboje z żoną, artystką i malarką Agnieszką Kowalską, bardzo je kochali".

Gdy po ślubie w 2008 roku przenieśli się z Warszawy na wieś pod Szydłowiec w Świętokrzyskiem, do grona ich podopiecznych dołączył Morus. Pies bardzo przeżył fakt, iż jego poprzednia właścicielka zostawiła go.

"Szybko pokochał Maćka, ale miał nadwerężoną psychikę. Bał się burzy, huku, atakował ludzi, szczególnie tych, którzy trzymali coś w rękach. Podejrzewam, że był bity" - mówi Kowalska. "Morus był psem Maćka. Jeździł z nim do Warszawy, na zakupy, na pocztę. Spędzał z nim mnóstwo czasu. Opłacił mu tresera, chodził z nim na lekcje dobrego wychowania i pies się pozbierał, miał pana. A potem przyszło nieszczęście. Maciek zmarł w maju 2010 roku, a Morus do dziś na niego czeka. Tęskni i cierpi".

Mimo starań malarki, u której pies mieszka z innymi zwierzętami, jego stan psychiczny pogarsza się z dnia na dzień. "Okres sylwestrowy spędził w szafie, przez dwa tygodnie bał się wyjść z domu. Tak się też dzieje za każdym razem, kiedy jest burza. Stado wyczuwa, że jest najsłabszy i dodatkowo to go stresuje. Nawet małe suczki potrafią się na niego rzucić" - opowiada.

"I tak pies, który ma dom, koszyk przy kominku i kochającą go osobę, jest nieszczęśliwy...". Kowalska zdecydowała się rozpocząć poszukiwania nowego właściciela dla Morusa. "Ale jeśli nikt inny go nie zechce, to wbrew wszystkiemu na zawsze zostanie ze mną" - mówi twardo.

Pies jest dobrze ułożony, przychodzi na wołanie, nie niszczy mebli, świetnie znosi jazdę samochodem. Mógłby mieszkać w bloku. Dla niego najważniejsze nie jest miejsce, a człowiek.

"To pies jednego właściciela, a ja niestety nie mogę być z nim na wyłączność. Czasem w moim domu mieszka nawet sześć zwierzaków [przyjmuje te, które potem są adoptowane - prowadzi tzw. dom tymczasowy dla zwierząt]".

Tak wspiera fundację Bezdomniaki Szydłowieckie. "Zaczęło się od trójki młodych ludzi, którzy tak jak ja i Maciek zajmowali się opieką i ratowaniem nieszczęśliwych psiaków" - opowiada. Ludzie działający w fundacji też włączyli się w szukanie nowego właściciela dla Morusa.

"Zamieszczamy ogłoszenia w sieci, dajemy informacje znajomym, Morus ma wystąpić w programie 'Psie adopcje'" - opowiada Anita Wesołowska, szefowa fundacji. "Nam też bardzo zależy, żeby ten psiak znalazł kogoś, kto go pokocha tak, jak kochał go pan Maciej...".

Kowalska dodaje: "Po śmierci Maćka skład mojego stada stale się zmienia. Utrzymuję kontakt z nowymi właścicielami i serce mi rośnie, gdy widzę jak te zwierzęta rozkwitają u kochających je rodzin".

MP

28/2012

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Kozłowski | PSY (Park Jae-Sang) | fundacja | depresja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje