Reklama

Reklama

Reklama

Oto mąż Joanny Moro!

Serial o Annie German miał już premierę w Rosji, na Ukrainie, od kilku tygodni bije rekordy oglądalności w Polsce. A Joanna Moro mówi, że dzięki niemu ma teraz okazję częściej włożyć elegancką suknię i buty na obcasach, bo w ramach promocji serialu zaczęła więcej bywać publicznie.

Ostatnio pojawiła się na gali rozdania Wiktorów. I to nie sama. Po raz pierwszy publicznie pokazała się z mężem.

Reklama

Poznali się kilka lat temu na spektaklu "Makbet" w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Okazało się, że mają ze sobą wiele wspólnego - on też pochodzi z Wilna, choć już od wielu lat żyje w Polsce. Jest inżynierem.

Małżonkowie mają dwóch synów i mieszkają w Warszawie. Pytana o swoją tożsamość Joanna, tłumaczy: "Jestem wilnianką".

Czytaj dalej na następnej stronie...

Piękna, smukła blondynka (wzrost 178 cm) o delikatnej urodzie i niebieskich oczach, dzięki tytułowej roli w serialu "Anna German. Tajemnica białego anioła" natychmiast została okrzyknięta "odkryciem roku".

Dziś Joanna Moro (28) z rozbrajającą szczerością przyznaje, że półtora roku temu zwątpiła w aktorstwo. Wszystko zmieniło się, gdy usłyszała o castingu do "Anny German". Wtedy zrozumiała, że to jej wielka szansa.

"Wiedziałam, że drzwi wywalę, ale muszę trafić na casting" - stwierdziła. Urodziła się 13 grudnia 1984 roku w Wilnie w polskiej rodzinie, w jej domu mówiło się po polsku.

Jako dziecko mogła realizować wszystkie swoje pasje. Chodziła do szkoły muzycznej, uczyła się śpiewu, gry na pianinie, akordeonie, uczęszczała na zajęcia do amatorskiego teatru w Wilnie.

Jako 16-letnia uczennica Wileńskiego Gimnazjum im. Adama Mickiewicza zwyciężyła w konkursie piękności, zorganizowanym przez dziennik polski na Litwie, zdobywając tytuł "Dziewczyna Kuriera 2000". Ale gdy oznajmiła rodzicom, że chce zostać aktorką, nie spotkała się ze zrozumieniem. 

Czytaj dalej na następnej stronie...


"Tato zawsze potrafił mi dokopać: tu nie tak, tam nie tak, tamto źle, a po co to robisz, przecież i tak ci się nie uda, nie wygrasz, nie jesteś najlepsza" - wspominała w jednym z wywiadów.
"Ale mama, nawet jak mnie krytykowała, była sprawiedliwa. Jak chciałam śpiewać i nagrać piosenkę, dała mi na to pieniądze. Dała mi też wolność wyboru: 'Chcesz jechać do Polski do szkoły teatralnej, to jedź'".

Egzaminy do warszawskiej szkoły teatralnej zdała za pierwszym razem i rozpoczęła naukę na wymarzonej uczelni. W Polsce jednak nie od razu poczuła się jak w domu.

"Gdy mieszkałam w Wilnie, mówiłam, że jestem Polką" - wyznaje dziś. Ale zderzenie marzeń z rzeczywistością sprowadziło ją na ziemię. W Warszawie nie umiała się odnaleźć, doskwierał jej brak znajomych.

Gdy dzwoniła do domu, aby się wygadać i opowiedzieć o problemach, które ją dręczą, również nie mogła liczyć na ciepłe słowa. Zaciskała zęby i myślała: "Skoro zaszłam już tak daleko, to muszę wytrzymać". Wytrzymała. 

Czytaj dalej na następnej stronie...

Szkołę teatralną ukończyła w 2007 roku. Jeszcze na studiach pojawiła się na małym ekranie. W ciągu 10 lat zagrała epizody w większości najpopularniejszych polskich seriali (wystarczy wymienić "M jak Miłość", "Plebanię", "Samo życie", "Na Wspólnej", "Helę w opałach", "Barwy szczęścia", "Londyńczyków", "Na dobre i na złe", "Majkę").

O castingu do rosyjskiej produkcji o Annie German dowiedziała się przez internet. "Natychmiast zadzwoniłam do castingowców z prośbą, by wpisali mnie na listę. Ale powiedziano mi, że jest już zamknięta. Udało mi się ich przebłagać i wpisałam się jako ostatnia" - wspomina. Konkurencja była duża.

Ale Joanna przekonała producentów swoją wrażliwością. Producentka serialu, Galina Balan-Tienkina, gdy opowiadała o tragicznych momentach życia Anny German, zauważyła, że Moro jako jedyna rozkleiła się.

"Kiedy zaczęła płakać, pomyślałam: Ta dziewczyna zagra. Ma rosyjską duszę jak Anna German" - zdradza producentka serialu.

"Poprosiłam babcię, żeby przypomniała mi rosyjskie litery i nauczyłam się czytać po rosyjsku. Znalazłam rosyjskie strony internetowe poświęcone German, zaczęłam słuchać jej piosenek po rosyjsku. W końcu nawet zapisałam się na lekcje specyficznej metody śpiewania Anny German i na włoski, bo wiedziałam, że część roli będę musiała grać po włosku" - wspomina dziś Joanna. 

W ramach przygotowań do roli spotkała się też z mężem gwiazdy, Zbigniewem Tucholskim. "Byłam w jej domu" - opowiada. "Tam wszystko jest pozostawione tak, jak było kiedyś. Stoi pianino, na pianinie leżą jej płyty, na ścianach wiszą jej ulubione obrazy. Pan Zbigniew bardzo hołubi pamięć o swojej żonie. On ją dla siebie zatrzymał, pozostał w tych pięknych czasach".



Życie na gorąco
Dowiedz się więcej na temat: Joanna Moro | Anna German | związek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »