Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Olga Bończyk zakończyła żałobę po Zbyszku Wodeckim

Olga Bończyk (50 l.) nadal czuje obecność Zbigniewa Wodeckiego (†67 l.) w swoim życiu. Chce wreszcie zerwać z bolesną przeszłością, ale nie jest to takie proste...

Często wraca wspomnieniami do wspólnych, szczęśliwych chwil oraz miejsc, które razem odwiedzili. Dla Olgi Zbyszek był nie tylko oddanym przyjacielem i bratnią duszą, ale najbliższą jej osobą.

Reklama

- Oddychaliśmy jak jeden organizm - wyznała w wywiadzie. Po jego śmierci targały nią rozpacz, tęsknota, żal. Najgorsze jednak było poczucie osamotnienia - myśl, że nie będzie mogła do niego zadzwonić i porozmawiać z nim, że już nie zobaczy pełnego ciepła uśmiechu przyjaciela.

Choć bardzo się starała, długo nie mogła zakończyć etapu żałoby po nim. Nie tak dawno wydarzyło się coś, co sprawiło, że postanowiła ostatecznie zamknąć ten smutny rozdział w swoim życiu.

Momentem przełomowym było dla aktorki namalowanie wiosną portretu Zbyszka. To zadziałało jak terapia. - Praca nad nim sprawiła mi ogromną radość. Znów poczułam przyjemność tworzenia. Malarstwo dostarcza niezwykłych doznań - wyznaje Bończyk "Na Żywo".

Dzięki temu gwiazda porzuciła przykre myśli i zaczęła krok po kroku odnajdywać, się w nowej rzeczywistości. Dziś nie ma wątpliwości, że to zasługa właśnie Zbigniewa Wodeckiego.

- Czuję powiew świeżego powietrza. Potrafię podnieść się z kolan. Zamknęłam drzwi przeszłości i idę do przodu. Nie pozwalam, żeby minione doświadczenia miały wpływ na moją przyszłość - opowiada.

Przyznaje jednocześnie, że ma za sobą chwile zwątpienia. - Z natury lubimy rozpamiętywać krzywdy, których doznaliśmy. Ale ja w końcu staram się rozprawić z przeszłością. Powtarzam sobie: zamknij te drzwi i idź dalej, bo nic lepszego dla siebie nie zrobisz - wyznaje.

Olga doskonale wie, że Zbyszek chciałby, aby realizowała swoje marzenia. Ona sama czuje, że jest w doskonałym momencie kariery. Zawodowy kalendarz do końca roku ma wypełniony po brzegi - gra w spektaklu "Cudowna terapia" i odwiedza różne miasta ze swoim świątecznym recitalem "Gwiazdo świeć, kolędo leć".

Już nie rozpamiętuje upokorzenia, jakiego doznała, gdy rodzina Wodeckiego nie pozwoliła jej wystąpić na koncercie upamiętniającym artystę... Na jedno nie jest jeszcze gotowa - nie tęskni za nowym uczuciem.

- Obecnie żyję sama i nie planuję żadnych zmian w mojej przestrzeni. Mam wielu fantastycznych przyjaciół, z którymi uwielbiam spędzać czas - opowiada.

Od śmierci Zbyszka nie potrafi jednak zdobyć się na prawdziwą bliskość. - Dopóki granica intymności nie jest przekraczana, czuję się dobrze. Na tę chwilę w zupełności mi to wystarczy. Może kiedyś coś się zmieni, ale wtedy na pewno poważnie się zastanowię, czy wpuścić kogoś do swojego życia - zdradza.

Aktorka znów zaczyna być radosna jak kiedyś. Przestaje żyć przeszłością, ale zapewnia, że o Zbyszku nigdy nie zapomni, bo dzisiaj właśnie dzięki niemu narodziła się na nowo. To dla niego chce być uśmiechnięta, szczęśliwa, dziewczęca i radosna - właśnie taka, jaką najbardziej ją lubił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje