Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ojciec Kamila Stocha szczerze o synu: "Jest przyzwoitym, mądrym facetem"

Oczekiwania, że Kamil Stoch (30 l.) zdobędzie złoty medal w Pjongczangu, były ogromne. Musiał poradzić sobie z dużą presją. Pomogła rodzina, która stoi za nim murem.

Ząb, rodzinna miejscowość Kamila Stocha, znowu przeżywa oblężenie. Pod rodzinnym domem złotego i brązowego medalisty z Pjongczangu gromadzi się tłum kibiców, nazwa najwyżej położonej wsi w Polsce pojawia się we wszystkich mediach. Ojciec skoczka, Bronisław Stoch, wciąż odbiera telefony. 

Reklama

- Teraz i tak jest spokojniej. Kibice są już bardziej dojrzali. No i mamy drużynę, więc ta popularność się rozprasza - z niemałą ulgą mówi tygodnikowi "Świat i Ludzie" pan Bronisław. 

Dla rodziny naszego skoczka to i tak ciężki czas. Czują ogromną presję. Kamil ma tego świadomość, więc codziennie wysyła im z Korei uspokajające SMS-y. A i pan Bronisław znalazł sposób na wyciszenie: słucha muzyki. Ściany domu Stochów zdobi kolekcja płyt winylowych. 

- Mam 10 tysięcy płyt. Każdą choć raz w życiu muszę przesłuchać! - śmieje się ojciec mistrza. 

Mama skoczka, Krystyna, jest pedagogiem, w tym roku przeszła na emeryturę. Ojciec pracuje jako psycholog kliniczny i sądowy. Gdy w Pjongczangu syn skakał w konkursie drużynowym, wziął wolne w pracy, tak bardzo się denerwował. Występom brata kibicują dwie starsze siostry: Natalia i Ania. I 4,5-letni synek Ani. 

- Wnuk ma niesamowity temperament, od roku jeździ na nartach. Może i by chciał zostać sportowcem, ale córka chyba niespecjalnie... Sport wyczynowy to jest bardzo trudna droga - mówi pan Bronisław. 

Wspomina, że przygodę ze sportem Kamil zaczął jako trzyletni brzdąc. Zjechał z górki i bardzo mu się podobało. Ojciec kupił mu narty, woził na treningi i zawody. Przymykał oko, że syn, choć zdolny, ma problemy z matematyką. W szkole mistrzostwa sportowego w Zakopanem równie ważne były wyniki sportowe, a te przyszły szybko. Już w pierwszych swoich zawodach Kamil był najlepszy.

W internecie krąży nagranie z zawodów o Puchar Martina Schmitta w Zakopanem, gdy 12-letni Kamil skacze na odległość 105 m! Ale nie zawsze było cukierkowo. Kamil chciał już nawet porzucić sport. - Z porażkami jesteśmy za pan brat, w życiu Kamila było ich więcej niż sukcesów - opowiada jego ojciec. 

Tłumaczył synowi, że nie zawsze się wygrywa, do sukcesów trzeba dążyć powoli, być cierpliwym. - Skoki są sportem zmiennym i kapryśnym - mówi. 

Pod wielką presją jest również żona skoczka, Ewa Bilan-Stoch (32 l.). Musi tak organizować ich życie, by Kamil koncentrował się tylko na oddawaniu dobrych skoków. Podobno skoczkowie tracą ok. 10 proc. formy, gdy wstępują w związek małżeński. U Kamila jest inaczej. Po ślubie ze śliczną góralką w sierpniu 2010 roku jego forma eksplodowała. 

Żona potrafi też zadbać o interesy sportowca jako menedżer. Założyli wspólnie agencję marketingową i klub sportowy. A w Pjongczangu Ewa ujawniła jeszcze swój talent reporterski jako wysłanniczka Eurosportu. - Wspieram Kamila. Daję mu to, czego nie dają trenerzy: swoją wielką miłość - mówi pani Bilan-Stoch. 

Co będzie dalej? Ojciec sportowca twierdzi, że wszystko może się zdarzyć. Ale póki Kamil będzie miał radość za skakania i zdrowie pozwoli, nie powinniśmy się martwić. 

- Rozwój Kamila jako człowieka i sportowca przebiega wzorowo. Jest przyzwoitym, mądrym facetem. Dlatego mam nadzieję, że i w przyszłości sobie poradzi. Jeszcze wszystko przed nim. A mistrzem się jest i... tyle! - opowiada dumny ojciec.

***
Zobacz więcej materiałów:


Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje