Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

"Nie każdy chłopiec musi grać w piłkę"

Rafał Królikowski w wywiadzie dla SHOW opowiedział o serialu, w którym obecnie gra, latach młodości i wyborze drogi życiowej. - Często jak młody człowiek wyłamie się ze schematów, to potem wynika z tego coś ciekawego - mówi.

SHOW: Serial "Hotel 52" planowano na 13 odcinków. Okazał się takim sukcesem, że kręcone są już następne. Pan ma szczęście do dobrych seriali...

Reklama

Rafał Królikowski: - Dla mnie "Hotel 52" już na poziomie scenariusza wydawał się fajną propozycją. Podobał mi się pomysł, że akcja dzieje się w hotelu. To jest taki tygiel, powiedziałbym nawet - metafora współczesnego świata, zabieganego i zaplątanego. Ten serial to nie jest, że tak powiem, bleblanie obyczajowe. Cieszę się, że już lada dzień zaczynamy zdjęcia do kolejnych odcinków.

SHOW: Jak się panu pracuje z Magdą Cielecką?

R.K.: - Magda jest świetną partnerką na planie. Dzięki niej poprzeczka ustawiona jest wysoko. To stymuluje, wymaga większego skupienia. Ale tym większa potem satysfakcja z efektów pracy.

SHOW: W serialu gra pan konsjerża. Spotkał pan kiedyś takiego człowieka w hotelu?

R.K.: - Nie! (śmiech). Jednak ten zawód naprawdę istnieje, również w Polsce. W dobrych hotelach spełnianiem życzeń gości zajmuje się recepcjonista. Ale w prestiżowych, międzynarodowych te funkcje sprawuje konsjerż. To jest człowiek z aparycją, bystry, otwarty, o szerokich kontaktach. Potrafi załatwić bilety na sztukę do teatru, choć od pół roku są już sprzedane. Na planie serialu zatrudniono konsultantkę z jednego z ekskluzywnych hoteli. Przeszkoliła nas, wytłumaczyła, na czym polega ta praca.

SHOW: Pana bohater wplątuje się w romans w pracy. Czy pan wie, ze 1/3 Polaków przyznaje się do takich epizodów?

R.K.: - To wynika z pośpiechu w naszym życiu. Większość czasu ludzie spędzają teraz w pracy, resztę przesypiają, a dla rodziny pozostają ukradzione kwadranse z życia. Część moich znajomych wyjeżdża do pracy o szóstej rano. Biegną na siłownię, potem do biura i wracają w korkach, kiedy dzieci już śpią. Nic dziwnego, że bliskość między ludźmi rodzi się w przerwie na kawę, na lunchu i na biurowym korytarzu.

SHOW: A pan ma czas dla swojej rodziny?

R.K.: - Zawód aktora jest cudowny, bo raz pracujemy na najwyższych obrotach i prawie nas nie ma w domu, a potem przychodzi czas spokoju. Wtedy jestem na full dla swojej rodziny.

SHOW: Pan jest jak marynarz.

R.K.: - Ludziom wydaje się, ze aktor to taki człowiek, którego nigdy nie ma w domu, tylko na zmianę praca i bankiety. W rzeczywistości zwykle tych dni zdjęciowych w miesiącu jest najwyżej dziesięć.

SHOW: Korci pana, by po tych dziesięciu dniach przykręcać synom śrubę?

R.K.: - Nie chcę kojarzyć się z takim ojcem, co wymaga i krzyczy. Często więc przymykam oko.

SHOW: Jaki pan był jako mały chłopiec?

R.K.: - Byłem dzieckiem nauczycielskim, dlatego wszyscy mnie znali. Może dzięki temu łatwo nawiązywałem znajomości. Ale też cierpiałem z powodu braku anonimowości.

SHOW: Miał pan powodzenie u dziewczyn?

R.K.: - Takie... normalne, standardowe (śmiech).

SHOW: Gra pan czasem z synami w piłkę nożną?

R.K.: - Nie jestem typem sportowym, choć jeden z moich synów należy do klubu piłkarskiego. Mój ojciec był za to bardzo wysportowany.

SHOW: Pan się wyłamał?

R.K.: - Nie uważam, że każdy chłopiec musi grać w piłkę. Często jak młody człowiek wyłamie się ze schematów, to potem wynika z tego coś ciekawego. Warto pielęgnować takie oryginały.

SHOW: Pan był oryginałem?

R.K.: - Byłem chłopakiem ze Zduńskiej Woli. Zdałem maturę w roku 1985. Już wcześniej zastanawiałem się, co mogę robić w przyszłości. Był stan wojenny, życie raczej ponure i szare. Natomiast zawód aktora kojarzył mi się z wolnością. Czułem, że warto zawalczyć.

SHOW: - Jak pan już został aktorem, to faktycznie czuł pan tę wolność?

R.K.: - Oczywiście. I teraz też czuję. Sam mogę na przykład decydować, czy zagram w tej sztuce teatralnej, czy wezmę udział w tamtym serialu. Już w szkole teatralnej zaczęliśmy podróżować. Zobaczyłem Stany Zjednoczone, Kanadę... Jednak oczywiście ten zawód ma również swoje minusy. Czasem trzeba zaryzykować i wejść w coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się średnim projektem.

SHOW: Kiedy pan tak ostatnio zaryzykował?

R.K.: - Przy każdym serialu ryzykuję. Nigdy nie wiadomo, czy nie stanie się taśmą produkcyjną.

SHOW: Podobno przygotowywał pan swoją kobietę do trudnej roli żony aktora...

R.K.: - To brzmi okrutnie. Ale faktycznie, w okresie narzeczeństwa nie unikałem trudnych sytuacji. Nie ukrywałem na przykład przed Dorotą, że próby w teatrze trwają długo. Były późne powroty do domu... To takie rzeczy.

Rozmawiała: Iwona Zgliczyńska

Cały wywiad w najnowszym numerze dwutygodnika SHOW - już w kioskach!

Show

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rafał Królikowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »