Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Kuszyńska uporała się z traumą sprzed lat

Bardzo się tego obawiała, ale stres okazał się zbyteczny. Odwiedziny w podwrocławskim Miliczu, który przed laty znienawidziła, stały się dla niej terapią. To dzięki niej jest dziś innym człowiekiem. Co daje jej siłę?

Potrzebowała ponad dziesięciu lat, by uporać się z traumatyczną przeszłością, która na zawsze odmieniła jej życie. Monika Kuszyńska (39 l.) długo próbowała usunąć z pamięci wypadek, który wydarzył się na drodze pod Miliczem, a gdy się nie udało, wymazała to miasto z mapy Polski.

Reklama

Zawsze tak planowała wyjazdy na koncerty i podróże po kraju, by nawet przypadkiem przez nie nie przejeżdżać. Obawiała się swojej reakcji na złe wspomnienia, które wiązały się z tym miejscem. W końcu zrozumiała, że to, co robi, to jedynie ucieczka, która nie przyniesie jej ukojenia.

Mozolnie krok po kroku przepracowała to, co się stało, a efekty przerosły ją samą. Stała się zupełnie inną osobą - uśmiechniętą, pozytywnie nastawioną do życia. Co więcej, swoją dobrą energią dzieli się z innymi. I to gdzie? W Miliczu!

To właśnie tam 13 lat temu występowała z zespołem Varius Manx. Nie sądziła, że wracając do domu, tuż za rogatkami, otrze się o śmierć. Rozpędzony jeep prowadzony przez Roberta Jansona nagle wypadł z drogi i zatrzymał się na drzewie.

- Skulona w nienaturalnej pozycji, wbita w podłogę, otoczona zewsząd pogiętą blachą, łapałam małe łyki powietrza. Klatkę piersiową rozpierał przeraźliwy ból - wspominała pierwsze momenty po zderzeniu w książce "Drugie życie".

W szpitalu stwierdzono u niej odmę płuc i poważny uraz kręgosłupa. Jej plecy rozcięto na całej długości i zamontowano tytanowe śruby. Tak zaczęła się jej wielomiesięczna walka o życie.

Na szczęście Monika miała na nie apetyt, a przy tym nie traciła nadziei, że paraliż od pasa w dół w końcu ustąpi i znów zacznie chodzić. Przeszła kilka operacji.

- Wyłam, płakałam, wrzeszczałam. Ból był tak okropny, że miałam ochotę umrzeć - mówiła artystka.

By go znieść, co trzy godziny podawano jej morfinę. W końcu zaczęło do niej docierać, że jest skazana na wózek inwalidzki. Ta wiadomość wywołała pierwszy poważny kryzys. W jej głowie pojawiły się dręczące myśli: "Czy takie istnienie ma sens?".

Problemów nie brakowało. Musiała przemóc się i nauczyć prosić o pomoc, bo początkowo nie potrafiła nawet sama się umyć. Nieocenione okazało się wsparcie siostry i mamy.

Niebawem dołączył do nich Kuba Raczyński, saksofonista, kiedyś związany z Varius Manx. Odwiedził Monikę w dniu jej 28. urodzin i... został. Trzy lata później oświadczył się i wkrótce zdecydowali się na ślub.

Wokalistka przyznaje, że dzięki Kubie odzyskała chęć życia, wróciła do śpiewania, znów poczuła się kobietą i zapragnęła zostać mamą. Dwa lata temu na świat przyszedł ich synek Jeremi, a w ubiegłym roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, powitali córeczkę Kalinkę.

To właśnie rodzina, która znalazła swój azyl pod Łodzią w dużym przestronnym domu dostosowanym do osoby jeżdżącej na wózku, dała artystce siłę, by pokonać traumę z przeszłości.

Wraz z tą przemianą przyszła zmiana priorytetów. - Przed wypadkiem wiodłam beztroskie życie, byłam próżna - bije się w piersi Kuszyńska.

Gdy sobie to uzmysłowiła, jeszcze bardziej uwrażliwiła się na drugiego człowieka, jego potrzeby, fizyczne i psychiczne słabości. Mówi, że wierzy w Boga i... w anioły, jak nazywa tych, którzy byli z nią w najtrudniejszych momentach po wypadku.

Sama też jest takim aniołem. - Monika współpracuje z nami. Zaczęło się od tego, że zaproponowaliśmy jej zorganizowanie koncertu charytatywnego, który pozwoliłby nam mówić o problemach osób niepełnosprawnych - opowiada "Na żywo" Przemysław Wolniczek z Milickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Osób Niepełnosprawnych.

I dodaje: "Dla niej była to trudna wizyta z racji tego, że przecież w tych okolicach miał miejsce wypadek, w którym straciła sprawność".

Dzięki tej działalności artystce, która została ambasadorką stowarzyszenia, udało się uporać ze złymi wspomnieniami. Odtąd coraz chętniej odwiedza Milicz oraz swoich małych podopiecznych.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Monika Kuszyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje