Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mira Kubasińska: Wielki ogień zgasł

W latach 60. i 70. Mira Kubasińska (+61 l.) była jedną z najciekawszych kobiet polskiego rocka i bluesa. Największą popularność zdobyła z zespołem Breakout. Po rozwodzie z Tadeuszem Nalepą (+64 l.) jej życie zaczęło przypominać równię pochyłą.

Gdyby ktoś powiedział młodej Mirze Kubasińskiej, że pewnego dnia wszystkie zbuntowane dziewczyny w Polsce będą naśladować jej styl, a ona nie będzie mogła spokojnie przejść ulicą, popukałaby się w czoło. Swój talent (już jako 8-latka zwyciężyła w radiowej audycji "Mikrofon dla wszystkich") szlifowała w amatorskim zespole ludowym w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Reklama

"Chciano nas zwerbować do zespołów Mazowsze i Śląsk, a my same planowałyśmy nawet zapisać się... do cyrku - wspomina Barbara Warych, koleżanka z lat szkolnych. - Byłyśmy wtedy bardzo młode i rodzice nie pozwolili nam na zrealizowanie tych planów". A już kariera w bluesowo-rockowym zespole? W życiu!

"Nawet mi się nie śniło, że kiedyś będę śpiewać zawodowo" - mówiła Mira. I zapewne wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby na początku lat 60. jej zespół nie wybrał się na gościnne występy do Rzeszowa. Mira, jak to Mira, śpiewała coś koleżance podczas przerwy na obiad w jednej z restauracji. Traf chciał, że przy stoliku obok siedział Tadeusz Nalepa, który występował tu wieczorami. I bacznie nadstawiał ucha.

Łamanym angielskim

Na początek wymienili się adresami. Mieli sporo wspólnego, oboje pochodzili z muzykalnych rodzin. "Dziadek grał na skrzypkach, na harmonii, ojciec też pogrywał, ale tylko w domu, przy jakichś uroczystościach" - wspominała Kubasińska.

U Nalepy obaj dziadkowie byli muzykami ludowymi, on od dziecka uczył się gry na skrzypcach i akordeonie. Korespondowali, za Mirę listy pisały koleżanki, bo sama straszliwie bazgrała, ale Tadeuszowi to nie przeszkadzało. To przecież ze względu na jej drapieżny charakterek zwrócił na nią uwagę.

Mira marzyła, by wyrwać się z domu, on też miał dość grania po rzeszowskich knajpach. Na początek wzięli udział w eliminacjach do II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Przygotowali rockandrollowe "Let’s Twist Again" Chubby’ego Checkera. Dostali wyróżnienie, choć Nalepa był bardziej krytyczny od jury. "Coś tam zaśpiewaliśmy łamanym angielskim" - śmiał się po latach. Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie.

Na początku 1964 r. wzięli ślub, a w 1965 r. przyszedł na świat syn Piotr. W tym samym roku powstał zespół Blackout. I choć rządził nim niepodzielnie wokalista Stanisław Guzek (znany później jako Stan Borys), to piosenka "Wyspa" w wykonaniu Kubasińskiej znalazła największe uznanie u publiczności.

Od początku w barwnym życiu Miry i Tadeusza nie układało się najlepiej. "Nie wiadomo, o co tu chodziło, ale ciężko jest być żoną, partnerką na scenie i wspólniczką od interesów" - próbował tłumaczyć ich przyjaciel, Marian Lichtman z Trubadurów. Mira miała w sobie coś hipnotycznego, jakiś zagraniczny sznyt. Równolegle występowała w polsko-brytyjskim The London Beats, pierwszym zachodnim zespole wpuszczonym za żelazną kurtynę.

Komunistyczne władze w kontrakcie zaznaczyły, że na czas występów w Polsce Beatsi są zobowiązani do zaangażowania rodzimej wokalistki. Po wygaśnięciu umowy Kubasińska ruszyła z nimi w trzymiesięczną europejską trasę.

"Pojechałam do Anglii tylko po to, by kupić gitarę dla Blackoutów. A zezwolenie na wyjazd dali mi jedynie dlatego, że byłam już mężatką i miałam dziecko. Inaczej nie miałabym szans na otrzymanie paszportu" - wspominała.

Dziecko ich nie poznało

Wyjazdy - co prawda tylko krajowe, za to wspólne - stały się codziennością pary, odkąd Blackout przemianowali w 1968 r. na Breakout. Piosenki "Gdybyś kochał, hej" i "Poszłabym za tobą" z ich debiutanckiej płyty "Na drugim brzegu tęczy" nuciła cała polska młodzież, a krytycy pisali, że kapela "wyrwała polską muzykę z bigbitowego przedszkola i pokazała, czym jest prawdziwy rock".

Mimo tego włodarze polskiej sceny muzycznej nie traktowali ich jak dorosłych. Przed występem Breakoutu w Opolu w 1969 r. kierownik telewizyjnej transmisji pokiwał palcem na długowłosego Nalepę: "No, z takimi włosami to pan nie wystąpi". W końcu udało się wywalczyć kompromis - Nalepa miał być filmowany w taki sposób, by nie było widać kitki na jego plecach.

Zemsta niepoddającej się (wątpliwym) autorytetom Miry była słodka - na scenie odtańczyła szalony, transowy taniec, który ku jej uciesze zgorszył konserwatywną część widowni. Do śmiechu nie było tylko małemu Piotrowi.

"Piotruś miał wtedy nieco ponad rok. Tułaliśmy się z nim po hotelach, po barach mlecznych, bo na restauracje nie było nas jeszcze stać. Autobus, trasa, pod ręką cały czas grzałka do gotowania kaszki. Jeździł tak z nami aż do czasu pójścia do szkoły. W 1968 r., kiedy wyjechaliśmy do Holandii, zostawiliśmy go (u dziadków - red.) w Rabce. I on nas po pół roku nie poznał" - przyznała wokalistka.

Piotr Nalepa dobrze wspomina dzieciństwo. Nie zwracał jeszcze uwagi na sławę rodziców. Kubasińska była dla niego przede wszystkim "ukochaną mamą", Nalepa "ukochanym tatą", w domu zaś "panowała artystyczna atmosfera. Dużo ludzi, dużo wrażeń, instrumentów, płyt. Było wesoło i kolorowo - wspominał. - Jako małolat wychowywałem się za kulisami koncertów, gdzie rozrabiałem. (...) Było to dla mnie wtedy fantastyczne przeżycie, bo zamiast przedszkola miałem trasy koncertowe".

Jego zdjęcie w 1971 r. znalazło się na okładce przebojowej płyty "Blues". "Miałem 6 lat i nie było to wówczas dla mnie nic wielkiego" - uśmiecha się. Choć trudno było pośród tego wszystkiego zachować jakieś pozory normalności, długo o nie walczyli. Podobno coś zaczęło się między nimi psuć już po urodzeniu syna (Nalepa nalegał, by to raczej żona poświęciła karierę dla dziecka i domu), ale postanowili nie dać niczego po sobie poznać.

Mieszkali już wtedy w Józefowie pod Warszawą, w pięknym domu, który Nalepa sam zaprojektował. "Nie było w nim ani jednego schodka - zapamiętał jeden z przyjaciół. - Tadeusz tłumaczył, że na starość nie ma zamiaru się wspinać".

Niewiele to zmieniło. "Małżeństwo wcześniej już się rozpadało, tylko byliśmy na tyle dojrzali, aby postanowić, że Piotrek - przynajmniej do matury - nie będzie się w tym orientował" - mówił muzyk. Nie do końca im się udało. "Mimo że miałem już naście lat, przyjmowałem to bardzo niedobrze i bardzo mocno przeżywałem. Bo wyobrażałem sobie, że oni będą zawsze razem. Niestety, tak się w przyrodzie dzieje, że ludzie się rozchodzą" - dodawał Piotr.

Miał być wielki powrót

Wzięli rozwód w 1980 r. Kubasińska bardzo przeżyła to rozstanie. Dwa lata po rozpadzie Breakoutu porzuciła całkowicie muzykę. "Zamieszkała z takim facetem w przyczepie kempingowej. Mieli dziecko. Uważam, że zrobiła to na złość Nalepie, bo była w Tadeuszu jeszcze długo po rozstaniu zakochana" - twierdził Bogdan Loebl, autor wielu hitów Breakoutu.

Dla piosenkarki nadeszły trudne czasy, ledwo wiązała koniec z końcem. "Robiła pierogi w domu. Sprzedawała je, żeby coś zarobić" - wspominała sąsiadka Sabina Żmuda.

Malowała też figurki smerfów, pracowała w barku na Dworcu Centralnym (wyrzucono ją, bo rozdawała jedzenie bezdomnym), szyła szelki. W jej życiu pojawił się alkohol.

Tadeuszowi, mimo poważnej choroby nerek, powiodło się znacznie lepiej. Niedługo po rozwodzie ożenił się z młodszą od niego o 22 lata muzyczką Grażyną Dramowicz. Dobrze żyli z tantiem, Nalepa mógł grywać raczej dla przyjemności niż z konieczności. Zorganizowany w 2003 r. jego koncert z okazji 60. urodzin zgromadził 4 tys. widzów. Wystąpiła na nim także Mira Kubasińska, z którą muzyk nigdy nie stracił kontaktu.

W pewnym momencie wydawało się, że w jej życiu dojdzie do przełomu. "Muszę się pochwalić, że pracuję nad nowymi nagraniami. W styczniu ukaże się singiel, w kwietniu cała płyta, pierwsza po przeszło 25 latach. Wreszcie mogę powiedzieć: wracam!" - mówiła Mira z entuzjazmem jesienią 2005 r.

Któregoś dnia wybrała się na zakupy i przed sklepem straciła przytomność. "Nikogo nie zainteresowała leżąca pod sklepem Mira. Ot, Mira jak to Mira - poleży sobie i się podniesie" - wspominał Bogdan Loebl.

Do szpitala z udarem mózgu trafiła za późno. Zmarła 25 października 2005 r. Tadeusz Nalepa przeżył ją o dwa lata. "Gdybym miał zaczynać od nowa, niczego w swoim życiu nie chciałbym zmieniać" - przyznał w jednym z ostatnich wywiadów.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje