Kubicka zamknęła ukochaną matcharnię. Miała tego dość
Kto bacznie śledził Instagrama Sandry Kubickiej, ten wie, że od dłuższego czasu marzyła, a później przygotowywała się do otwarcia własnej matcharni w Warszawie. Aż wreszcie ten dzień nadszedł.
Lokal influencerki od początku budził duże, ale nie zawsze pozytywne zainteresowanie. Wkrótce po sieci zaczęły krążyć mocno krytyczne opinie na temat jakości serwowanego przez nią produktu.
Celebrytka z jednej strony wyraźnie się na to irytowała, a z drugiej ironizowała i twierdziła, że jej to nie obchodzi. Aż wreszcie przyznała, że działania te mocno ją zdemotywowały. W ostatni poniedziałek stycznia ogłosiła coś, czego jednak nikt się nie spodziewał.
"Na chwilę obecną jestem zmuszona zamknąć ten punkt. Nie chcę już walczyć. Nie jest nam łatwo na naszej ulicy z konkurencją i nie chodzi tu o liczbę klientów, ale o to, co dzieje się za kulisami. Jestem zmęczona przepychankami, zależy mi na spokojnym życiu i muszę odpuścić to miejsce (...)" - ogłosiła, zastrzegając jednocześnie, że jej matchę wciąż będzie można kupić online i w ramach ogólnopolskiego touru.
Minęły dwa dni, a Lipińska już docina Kubickiej. "Nie każdy się nadaje"
Całe to zamieszanie nie umknęło oczywiście uwadze Blanki Lipińskiej. Jako że Kubicka rzeczywiście w ostatni piątek stycznia zamknęła swój lokal, autorka bestsellerowej serii książek od razu została o to zapytana.
Co prawda wypowiedź nie odnosiła się wprost do Sandry, ale poproszenie o zdanie na temat "zamykania biznesu gwiazd, bo spotkała je (...) [krytyka - przyp. aut.] w internecie", mówi samo za siebie. Celebrytka miała w tej kwestii konkretne zdanie.
"No cóż, jednych to załamie, inni (jak ja) to wykorzystają. [Krytyka] (...) to w tym przypadku nic innego jak marketing szokowy. Jak wydałam pierwszą książkę w 2018 roku, wykorzystałam właśnie ten model marketingowy. Czy trzeba mieć (...) dystans do siebie i swojej twórczości? No raczej. I przede wszystkim świadomość, że to biznes, a nie życie" - powiedziała bez wahania Lipińska.
W dalszej części pisarka znowu posłużyła się własnym przykładem. Nie ma co ukrywać, że cykl powieści, choć był szeroko dyskutowany i spotkał się z mocno negatywnym odbiorem, przyniósł jej ogromne bogactwo.
"[Moje książki] są wydawane w 102 krajach i tłumaczone na 40 języków - to raczej cieszy, niż boli, a zawdzięczam to szeroko pojętej (...) [krytyce] w sieci. Reasumując, myślę, że niestety nie każda osoba nadaje się do tworzenia biznesu. Dla jednego coś będzie (...) porażką, która go złamie i sprawi, że (...) [będzie mówił]: 'to wasza wina', a dla drugiego będzie to drogą do monetyzacji" - skwitowała.
To nie pierwsza taka odzywka Lipińskiej. Kubicka już kiedyś na to narzekała
To nie pierwszy raz, kiedy Lipińska w mniej lub bardziej bezpośredni sposób nawiązuje do sytuacji Kubickiej czy Barona. Jak wiadomo, pisarka w przeszłości spotykała się z muzykiem, z którym jeszcze do niedawna była związana Sandra. Teraz rodzice Leonarda czekają na pierwszą rozprawę rozwodową.
Jeszcze w grudniu Lipińska w wymowny sposób skomentowała ich (ponowne zresztą) rozstanie. Kiedyś krytykowała też medialną aktywność Alka i mówiła wprost, że nie wspomina go zbyt dobrze jako partnera.
Kubicka zapewne nie będzie zadowolona, że po raz kolejny Lipińska zabiera głos w jej sprawie. Już kiedyś powiedziała wyraźnie, że ma tego serdecznie dość.
"(...) Przez ostatnie ponad trzy lata słyszałam już dziesiątki zaczepek w naszą stronę (...). Tego jest mnóstwo. To wszystko z publicznych artykułów, oprócz tego były jeszcze sytuacja poza kamerami... (...) Ile można? (...) Dajcie żyć!" - grzmiała pod koniec 2024 na Instagramie.
Zobacz też:
Miesiąc do rozwodu, a tu takie słowa Kubickiej. Wyznała prawdę w ostatniej chwili
Wielkie zmiany u Blanki Lipińskiej. Krótkie włosy to dopiero początek








