Nie ma polskiej muzyki bez Maryli Rodowicz. A jednak nie wszyscy ją doceniają
Trudno w dużym skrócie podsumować karierę Maryli Rodowicz.
W końcu piosenkarka jest aktywna zawodowo od 60 lat, a w swoim reperturze ma około dwóch tysięcy utworów, z których spora część stała się międzypokoleniowymi hitami. Na jej portfolio składa się aż 25 płyt.
Artystka o niepodrabialnym głosie i wyrazistym stylu jest prawdziwą legendą polskiej muzyki. Trudno nawet zliczyć, na jak wielu koncertach i festiwalach miała okazję zachwycić kochającą ją publiczność.
80-latkę uhonorowano wieloma odznaczeniami, ale jedna nagroda nigdy nie trafiła w jej ręce. Mowa o Fryderyku, statuetce przyznawanej od 1995 roku przez Związek Producentów Audio-Video za osiągnięcia w rodzimym przemyśle muzycznym.
Kiedy po trzeciej w życiu nominacji po raz kolejny musiała obejść się smakiem, gwiazda nie miała zamiaru dłużej ukrywać, co naprawdę o tym myśli.
Minął tydzień od Fryderyków, a Rodowicz wciąż nie może się z tym pogodzić. Już nie przebiera w słowach
W poniedziałek, 25 maja odbyła się 32. gala rozdania wspomnianych wyróżnień. W tym roku Rodowicz została uwzględniona w kategorii "Album roku pop" za swój krążek "Niech żyje bal". Składają się na niego nowe wersje jej największych przebojów nagrane z twórcami młodego pokolenia.
Niestety kapituła zdecydowała się wyróżnić kogoś innego. Ostatecznie triumfy święciła bowiem Zalia, która została doceniona za album "Serce". Dla Maryli, która w przeszłości trzykrotnie miała szansę na tę statuetkę, było to wyjątkowo trudne do przełknięcia.
Artystka musiała pogodzić się z porażką w 1995 i 1998 roku. W 2008 z kolei sama odmówiła przyjęcia Złotego Fryderyka za całokształt twórczości, tłumacząc się niezgodą na kryteria, którymi kierowało się gremium.
Pomimo dużego doświadczenia, a może właśnie ze względu na nie, Rodowicz liczyła na to, że w końcu się jej poszczęści.
"Było mi bardzo przykro, bo wiadomo, że każdy nominowany liczy na to, że dostanie tego Fryderyka. Byłam na koncercie w Poznaniu i miałam (...) [włączoną - przyp. aut.] transmisję z (...) [gali]. Widziałam na żywo, że nie dostałam statuetki, więc przykro było" - mówiła tydzień po wydarzeniu w rozmowie z Plejadą.
Rodowicz nie spodziewała się nominacji do Fryderyków. Ale i tak na niewiele się to zdało
Wokalistka nie kryje swojego żalu z powodu niedocenienia jej dotychczasowej twórczości. Ma nawet na to pewne wyjaśnienie.
"(...) Było to dla mnie ogromne wydarzenie. Wcześniej byłam bardzo rozczarowana, bo nagrywałam dobre płyty produkowane przez najlepszych: Smolika, Bogdana Dąbrowskiego. Niestety te płyty były niezauważone. Mam taką teorię, zresztą potwierdza to wielu moich znajomych z branży, że tych płyt w ogóle nie słuchają ci, co głosują. Dlatego często powtarzają się te same nazwiska i co roku dostają statuetki. Może to wynika z lenistwa, że nie chce im się słuchać tych płyt?" - zastanawiała się na głos w tej samej rozmowie.
Jeszcze w kwietniu w wypowiedzi dla Pomponika przyznała, że w ogóle nie spodziewała się nominacji; zdążyła się już przyzwyczaić do bycia pomijaną. Domyślała się nawet, z czego mogła wynikać ta nagła zmiana.
"No byłam niewidoczna. Co ja mam powiedzieć, proszę cię. Moim zdaniem po prostu poszli po rozum do głowy. Nie, pomyśleli sobie: 'Ona już schodzi, to już jest końcówka, to damy nagrodę'. Widzisz, tak kombinowali" - mówiła z humorem naszemu reporterowi.
Zobacz też:
Fryderyki 2026. Ralph Kaminski dosadnie skomentował brak nagrody dla Rodowicz
Syn Maryli Rodowicz był wyjątkowo szczery. Ujawnił prawdę o sławnej matce
Tak wyglądają kulisy występu Maryli Rodowicz. "Muszę stanąć na dwóch nogach" [POMPONIK EXCLUSIVE]








