Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Mikołaj Woubishet: Aktor przez kolor skóry nie dostaje ról w serialach

Aktor Mikołaj Woubishet przez kolor skóry nie jest angażowany do polskich seriali i filmów. Na szczęście jest teatr, gdzie tego typu uprzedzenia nie mają miejsca.

Pytany, czy ciemniejszy kolor skóry jest przeszkodą w zawodzie, odpowiada, że "tak i nie".

Reklama

- Wiadomo, że wiele ról jest dla mnie niedostępnych. Nie ubolewam nad tym. Szczególnie producenci serialu posługują się pewnego rodzaju uproszczeniami. Muszę to zaakceptować - wyznaje "Życiu na Gorąco.

- Ale w teatrze jest już inaczej. Nie odczuwam ograniczeń z powodu karnacji. Nigdy też nie zawiodła mnie prosta zasada: pracuj uczciwie i na poziomie, rozwijaj się, reszta przyjdzie sama. W środowisku, w którym się wychowywałem, byłem zawsze akceptowany. Myślę, że brak tolerancji łączy się z lękiem przed nieznanym, a na naszym osiedlu każdy wiedział, że choć wyglądam trochę inaczej, to równy ze mnie gość.

Mikołaj Woubishet urodził się w Krakowie, wychowywał w Warszawie. Mama jest Polką, ojciec pochodzi z Etopii, studiował w Krakowie ekonomię. - Rodzice poznali się na zjeździe studentów w Chełmie. Na szczęście oboje znaleźli się w tym samym miejscu i w tym samym czasie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pobrali się i żyją zgodnie już 35 lat - opowiada Mikołaj.

Rodzice aktora stworzyli dom, w którym panowała harmonia. Okazywali sobie czułość i szacunek - takie wzorce Mikołaj wyniósł z domu. - To bardzo ważne dla dziecka. Miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Rodzice są niezwykle dobrymi i szlachetnymi ludźmi. Zawdzięczam im właściwie wszystko. Nauczyli mnie wiary w siebie. Dali mi siłę, by walczyć o swoje przekonania. Iść własną drogą i nie przejmować się ocenami otoczenia. Rodzice nie narzucali mi wyborów. I pozwalali na błędy.

Dziś, gdy Mikołaj sam jest ojcem, ze zdumieniem pewnego dnia stwierdził, że bezwiednie ten model wychowania powiela w swojej rodzinie. Wzorem są dla niego rodzice, ale też starszy o półtora roku brat. - Różnica wieku jest niewielka, ale długo byłem w jego cieniu. Byłem w niego zapatrzony, robiłem to, co on. I chciałem być równie dobry albo nawet lepszy - śmieje się Woubishet.

Rodzice aktora uważali, że nuda jest największym wrogiem. Starannie więc planowali swoim synom każdy dzień. Był sport, występy w Dziecięco-Młodzieżowym Teatrze Tintilo.

Decyzję o szkole aktorskiej podjął jednak dopiero w klasie maturalnej. - Wariantu awaryjnego nie było. Kiedy zorientowałem się, że nic innego nie potrafię robić, przestraszyłem się. Ponieważ do szkoły teatralnej zdawałem trzy razy, przerażenie trwało dość długo - śmieje się. Rok studiował prawo kanoniczne na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, dwa lata spędził w Studium Aktorskim Haliny i Jana Machulskich. 2005 rok był czasem triumfu i spełnienia - został studentem PWST we Wrocławiu.

Szybko dał się zauważyć. Na trzecim roku wygrał Konkurs Aktorskiej Interpretacji Piosenki we Wrocławiu. Śpiewał piosenkę Nicka Cave’a - "Stagger Lee". Po dyplomie dostał angaż do Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu. Dziś tworzy wyraziste kreacje w superprodukcjach tej sceny.

Aktorstwo łączy z pracą dydaktyczną. Prowadzi zajęcia w Studium Musicalowym Capitol. Życie Mikołaja byłoby niepełne, gdyby nie żona i dzieci. Agatę Obłąkowską poznał w Studium Aktorskim Machulskich. - Od razu zwróciłem na Agatę uwagę, chociaż nie bardzo wierzyłem, że mam u niej szanse. Utalentowana, ambitna, mądra i rozsądna, a ja w tym czasie ponad naukę przedkładałem imprezy - śmieje się. - Na szczęście Agata odwzajemniała moje uczucia. Pobrali się jeszcze na studiach.

Dyplom we wrocławskiej PWST Agata uzyskała w 2010 roku (specjalizacja pantomimiczno-ruchowa). Dziś, jak mąż, występuje w Teatrze Capitol. Związana jest też z Integracyjnym Teatrem Arka i Cloud Theater.

Agata i Mikołaj szybko zostali rodzicami. Mają świetne wzory, więc potrafią się słuchać i rozmawiać ze sobą. - Dajemy sobie poczucie bezpieczeństwa, ale i wolności. Staramy się patrzeć na siebie jak na początku znajomości. Jesteśmy dla siebie jedynymi, wyjątkowymi ludźmi. Uważamy, by tego nie spłoszyć - deklarują.  - Rodzina daje mi siłę tworzenia. Potrafi mnie też szybko sprowadzić na ziemię. Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że jestem pępkiem świata, a moje problemy bądź sukcesy są najważniejsze, synowie uświadamiają mi, że są rzeczy ważniejsze niż praca. Są wrażliwi, refleksyjni, inteligentni. I oczywiście najwspanialsi na świecie. Nadają sens każdej chwili - wyznaje aktor.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Małgorzata Jungst

Życie na gorąco

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »